1000 dni z jednym mężem

Kwiecień 10 | w Australia | przez | 30 Comments

1000 dni

Tak się złożyło, że 10 kwietnia, poza trzecią rocznicą tragicznych wydarzeń w Smoleńsku, to również trzecia rocznica naszego ślubu. Wiemy, wiemy i zgadza się, że trochę słabe mieliśmy tło gdy staliśmy na ślubnym kobiercu. No ale przynajmniej mój mąż zawsze będzie pamiętał o rocznicy, bo radio i telewizja nie da mu o tym zapomnieć. Ale to nie koniec tych rocznic, bo 10 kwietnia 2013 roku okazał się też naszym tysięcznym dniem w podróży. Gdy tak spojrzeliśmy wstecz uświadomiliśmy sobie, że praktycznie całe nasze małżeńskie życie spędziliśmy w podróży. Pobraliśmy się w kwietniu, wyjechaliśmy w lipcu tego samego roku. To trochę taki niekończący się miesiąc miodowy.

Było to 1000 dni barwnych, czasami męczących, najczęściej jednak pięknych, momentami trudnych, bywały też dni tylko o chlebie i wodzie (i nie chodzi tu o post w wielki piątek), ale najpiękniejsze było to, że zawsze byliśmy razem i tymi wszystkimi radościami mogliśmy się ze sobą dzielić.

Niektórzy pewnie zastanawiają się jak to jest być ze sobą 24/7. Dla mnie osobiście – ZAJEBIŚCIE. Trzeba jednak przyznać, że duża w tym zasługa mojego mężula, bo gdyby miał chociaż odrobinę mniej cierpliwości, to nie dalibyśmy rady. Cały sukces naszego związku polega na tym, że podczas gdy ja muszę się wygadać, wykrzyczeć, na wyrzucać, Tomasz słucha i czeka. Czeka, aż się uspokoję, po czym zaczyna prowadzić ze mną dialog.

Jesteśmy totalnymi przeciwnościami. Jak jedno chce iść w lewo, to drugie najchętniej poszłoby w prawo. Ja krzyczę i się pultam, Tomasz kontempluje, w ciszy oczywiście. Tomasz wyjechałby najchętniej na Antarktydę, a ja gdzieś w tropiki. On lubi wszystko co kwaśne, a ja wszystko co najsłodsze. I tak ze wszystkim.

Czasami bywało ciężko. Zwłaszcza gdy od tygodnia jadło się makaron z ketchupem, bo nie było pieniędzy na nic innego, spało się w namiocie 2m/2m, gdzie ciężko wygospodarować miejsce na inną pozycję niż tylko na wznak, w nocy zaczynało padać i czułeś jak woda podpływa pod materac, i jeszcze do tego wszystkiego zbliżał mi się okres. Ale drzwiami, jak to w „normalnych” warunkach bywa, trzasnąć nie mogłam. Mogłam natomiast, dać upust swej złości krzycząc na męża i strzelając focha, bo to akurat to zawsze i wszędzie mogę. A to, że ciągle jeszcze jesteśmy małżeństwem, wynika tylko i wyłącznie z tego, że mój mąż jest mega cierpliwy, opanowany, spokojny i potrafi naprawdę, ale to naprawdę dużo znieść podczas mojego napięcia przedmiesiączkowego (i nie tylko). A druga sprawa, to fakt, że gdy jesteś gdzieś na końcu świata, otoczony nieznanymi ludźmi, którzy mówią w nieznanym ci języku lub jesteś pośrodku oceanu albo na autostradzie próbujesz złapać stopa, nie ma co, trzeba jakoś się dogadać. Ciężko ofuczyć się i nie odzywać się do siebie przez jakiś czas. Pójść do koleżanki i na gadać na męża, jaki to jest beznadziejny i jak to mnie nie rozumie. Po prostu trzeba się dogadać.

Niesamowite jest również to, że maksymalnie się do siebie przyzwyczailiśmy i nasze wspólne towarzystwo zawsze nas cieszy. Nie wiem jak to będzie w „normalnym” życiu, bo jednak w podróży codziennie dzieje się coś innego. Bodźce, które mamy z zewnątrz są tak silne, że nie potrzebujemy dodatkowych wrażeń. Trzeba przyznać, że małżeństwo w podróży nam służy albo może powinnam napisać, że podróż służy naszemu małżeństwu. Tak czy inaczej nie jest absolutnie nudno, rutynowo czy przewidywalnie. Jest dobrze. Jest bardzo dobrze i podziwiam tych, którzy podróżują samotnie. Ja bym nie dała rady.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. i oby były jeszcze tysiące dni i lat 🙂

  2. Magda, dla mnie bardzo wzruszający, optymistyczny wpis… Serdecznie gratuluję (wszystkiego czego można) i życzę tyle samo dobrego na przyszłość 🙂

  3. Jadzia pisze:

    Wiem o czym piszesz i też uwielbiam być razem w podróży, bo codzienne życie wykrada mnóstwo pięknych chwil. Pozdrawiam 🙂

  4. Michał pisze:

    Gratuluje! I niech ta Wasza przygoda z miesiacem miodowym sie nie konczy zbyt szybko 🙂
    Czekamy w Polsce by Was poznac osobiscie.

    A sami wspominamy jak 10 kwietnia chodzilismy po gorach w Chile i dopiero 12 kwietnia przy budce wartownikow sie dowiedzielismy o wszystkim.

    Pozdrawiam!

    Michal

  5. Magda pisze:

    Gratulacje Kochani, oby tak dalej!
    Razem kolejne tysiace zdobywajcie!
    Buzka

  6. Jakie to dziwne, że ludzi zawsze najbardziej zaskakuje to że potrafimy być w podróży razem 24/7. A przecież zawsze jakoś to jest, najczęściej właśnie fantastycznie i to chyba najmniejszy nasz problem. Gratulujemy wytrwałości, 1000 dni to nie lada wyczyn i oby „normalne” życie okazało się równie piękne!

  7. fantastycznie : )) lubię Waszą podróż/blog i zyczę samych pięknych dni w wiecznej podróży razem : ))

  8. Kasia ThAneSh pisze:

    No to pieknie!!! Gratuluje tylu wspaniałych momentów i rzeczywiście cierpliwego męża:-)))
    Pozdrawiam z mokrego Londka xxx

  9. Kasia Jaskolska Thanesh via Facebook pisze:

    Pięknie!!! Xxx

  10. Andrzej pisze:

    Tomek, przybij piątkę! 😉

  11. czyli jak już wrócicie do normalnego życia i przytrafi się jakiś kryzys to tylko podróż Was uratuje 😉

  12. Karola pisze:

    Gratulacje 1000 wspólnych dni i wielu, wielu więcej razem, w szczęściu i radości! Całusy przesyłają Korneszczuki trzy 🙂

  13. Gratulacje z okazji 1000 wspólnych dni! Miłości i szczęścia na kolejne 100000000000000000000000000000000000000 🙂 Całusy od Korneszczuków!

  14. No No, Tomasz widzę ze coś sie żonka Twoja rozmiekczyla 😉 gratulujemy i trzymamy kciuki! Strasznie tesknimy za wami i Australia…

  15. Gosia pisze:

    Gratulujemy kochani i musze przyznac ze zgodze sie w kilku kwestiach. Co prawda ja jezdze z nie – mezem jednak jak to w zwiazku charaktery musza sie uzupelnic i blansowac. Tomkowi zyczymy duzo cierpliwosci na kolejne lata 🙂 Pozdrawiamy!

  16. A ja to tęsknię za tym ostatnim uściskiem, który mi Oliwka sprzedała przed Waszym wyjazdem:):):) (Za Wami też oczywiście tęsknię:) Magda

  17. Kochani!!! Wielkie dzięki za życzenia i miłe słowa. Postaramy się wytrzymać kolejnych 1000dni, nie wiem czy w podróży, ale może przynajmniej razem:):):):). Magda

  18. The best marriage in the world!

  19. Marta pisze:

    Madziu, jestem w szoku 🙂 Tomciu, podziwiam i zazdroszczę cierpliwości – SŁOWO :)))
    Trzymajcie się kochani!!!

  20. Ilona pisze:

    Szczerzę mówiąc zazdroszczę wam troszeczkę tego niekończącego się miesiąca miodowego 🙂 jak i życzę wszystkiego najlepszego z okazji waszej rocznicy. Pozdrawiam.

  21. Dostałam dziś pocztówkę, strasznie dziękuję! 🙂 Niech Wam się spełni to wszystko, co mi tam na niej napisaliście i jeszcze więcej! Pozdrawiam 🙂

  22. Kaszuby pisze:

    Podziwiam, zazdroszcze i życzę kolejnych 1000 dni razem 🙂

  23. Krakowiaczka pisze:

    Życzę mnóstwo cierpliwości Mężowi :), dzięki za spotkanie – pamiętacie jeszcze? Właśnie sobie przypomniałam o Waszej stronie… 🙂

    Ściskam za Was kciuki mocno i jeszcze 100,000 takich dni! 🙂

  24. Gratuluję rocznicy i oby było więcej takich udanych rocznic 😉 mimo że ślub miał takie właśnie tło. Mam znajomych, którzy również tego dnia brali ślub, ale niestety im się nie udało doczekać rocznic. Oby u Was było zupełnie na odwrót czyli bardzo bardzo dobrze już zawsze.

  25. Jadzia pisze:

    Kochani,
    dane mi było Was poznać przed ślubem u mamy w domu, byłam z c.Jolą
    Tak bardzo się cieszę, że mogę czasem poczytać te Wasze bardzo ciekawe, barwne, bezpośrednie, spontaniczne opisy, podziwiam Was!
    Z okazji rocznicy życzę Wam miliony szczęśliwych dni i abyście dla innych byli wzorem, gorące uściski Jadzia

  26. Sami od 4 miesiecy jestesmy w podrozy, a wczoraj nam minela druga rocznia slubu i wiem jak ciezko czasami moze byc 24/7 razem… ale to fakt: czlowiek uczy sie siebie nawzajem jak nigdy i nigdzie! W sumie jestesmy juz 9 lat razem a chyba nigdy sie tyle nie klocilismy co teraz. I tyle razy dogadywalismy 🙂 jest to ciezka szkola, ale zdecydowanie warta swojej ceny 🙂 Pozdrawiamy z Peru!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »