130 kilometrów patagońskim szlakiem

Listopad 21 | w B, Chile | przez | 1 Comment

Słońce, prawie zero wiatru, zielona trawka, konie biegają ciesząc się nieograniczoną przestrzenią. Pomiędzy ciemnymi górami pokrytymi białym śniegiem wzbijają się w niebo trzy jasne wieże Torres del Paine, tak strome, że żadna zaspa śniegu nie utrzymała się na ich ścianach. Tak zaczęła się nasza przygoda z jednym z najpiękniejszych trekkingów na świecie. Później było już tylko lepiej. Na horyzoncie pokazało się zielone jezioro, na pierwszy plan zaczęły wychodzić krzaki pełne czerwonych kwiatów. Zdeformowane suche drzewa wbijały się połamanymi konarami w ciągle zmieniające się niebo. Szum strumieni przerywały co jakiś czas grzmoty obrywających się na szczytach lodowców. Zanurzyliśmy się w mrocznym lesie aby później zobaczyć szare jezioro na którym pływały błękitne kostki lodu. Były one zapowiedzią wielkiego turkusowego jęzora, który ześlizgiwał się z okolicznych szczytów odmieniając krajobraz wokół nas. Trawa już dawno została za nami. Teraz powoli miedzy skały wkradał się biały puch. Ale nie na długo bo już w następnej dolinie przywitały nas wysokie trawy i mokradła z błotem po kolana. Gdy już obeszliśmy wieże dookoła postanowiliśmy przyjrzeć się im z bliska. Z samego rana stanęliśmy u ich podnóża. Trzy wystrzelone w niebo skały chowały co chwilę swoje szczyty w przemykających chmurach.

Całkiem niechcący sławny „Circuit” zajął nam tylko 5 dni. Choć paskudnie wymęczyło nas te 130km z plecakami na plecach to jednak uśmiech nie schodzi z naszych mordek jak myślimy o tych wszystkich obrazach jakie zobaczyliśmy po drodze.

Więcej obrazków znajdziecie w galerii.

Najpierw musieliśmy ten nasz bałagan spakować do dwóch plecaków.

2011

Później trzeba było wystawić kciuka.

2011

Szczęścia nam nie brakowało. Zabraliśmy się z regularną wycieczką.

2011

Po drodze jeszcze fotka z pancernikiem.

2011

I ruszyliśmy z plecakami przed siebie.

20112011201120112011201120112011

Lekko nie było.

20112011

Tutaj lodowiec Grey.

20112011201120112011

W niektórych miejscach wiatr zmiótł metalowe drabinki więc trzeba było sobie radzić w inny sposób.

2011

Łyk Yerby dla wzmocnienia.

2011

I dalej pod górkę.

2011

Czasem przez błota.

20112011201120112011

Wieczorami na zewnątrz trochę wiało wiec robiliśmy sobie kuchnię w sypialni.

201120112011

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Wojtek pisze:

    Piękne widoki ujęte na świetnych zdjęciach 🙂

    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »