/23.12.2010/ Z dziennika Magdy

Grudzień 23 | w Gwatemala | przez | 4 Comments

Dzisiaj wyjątkowo Magdy dziennik wkradł się na główną stronę. .

Zbliżają się Święta

Jak co roku nie mogę doczekać się gwiazdki. Kiedy po długiej podróży zapukam do drzwi, w których po chwili przywita mnie mama. Z widocznym zmęczeniem na twarzy sili się na uśmiech i mocno mnie przytula. Od kilku dni przygotowuje pyszności na świąteczny stół i ogarnia dom, żeby wszystko wyglądało jak najlepiej. I po chwili wyłoni się tata. Kochany Lesio, cieszący się na widok wracających z wielkiego świata dzieci. Tylko zdążę zdjąć buty i już pojawi się pytanie „To co będziesz jadła”. Na co ja odpowiem, że dziękuję, bo nie jestem głodna. I wtedy usłyszę standardowe słowa „Ty sucha nędzo, musisz coś jeść”. Kto by pomyślał, że kiedyś zatęsknię za tymi słowami. Krótka rozmowa, pytania o zdrowie, pracę i pogodę. Potem zabiorę swój plecak oraz siatkę prezentów dla najmłodszych w rodzinie i pobiegnę zimnymi schodami na górę, do swojego pokoju. Zanurzę się w pachnącej pościeli i usnę z uśmiechem na twarzy, że znowu jestem blisko mamy i taty. Z samego rana obudzą mnie słowa mamy, niestrudzonej w sprzątaniu i myciu okien „Wstawaj, już prawie 9,zaraz 10, potem 11, a przed nami tyle roboty”. Ale, że za tymi słowami zatęsknię, to w życiu bym się nie spodziewała. Szybko wyskoczę z cieplutkiego łóżeczka, pełna energii i radości w sercu, że za kilka godzin cała rodzinka siądzie w komplecie przy wigilijnym stole. Potem otrzymam jasną instrukcję, co należy zrobić i jak zawsze będzie zapewne tylko sałatka warzywna do skrojenia, bo resztę już zrobiła mama. W między czasie przyjedzie siostra Agata, Karol i Karolinka. Z racji tego, że ja już skroiłam marchewkę to jej pozostanie cebula, od której ja tak strasznie płaczę. Potem wspólnie z sister wymkniemy się z domu, żeby dokupić resztę prezentów, a po powrocie zamkniemy się w pokoju i zapakujemy wszystkie niespodzianki, udając, że to Mikołaj tak się napracował.

Nadchodzi 19… Dookoła ciemno, pierwsze gwiazdki już świecą na niebie i odbijają światło w bialutkim i czyściutkim śniegu. Wszyscy krzątają się i szykują na nocne wydarzenie. Tata jak zwykle szuka chętnego, który wyprasuje mu koszulę, ale wcześniej pożartuje z mamą, która z coraz większym zmęczeniem na twarzy, ma powoli wszystkiego dosyć. Tomasz podkręca sytuację i wspólnie z teściem, gdzieś pokątnie robią sobie podśmiewajki. Dzwonek do drzwi. Któżby inny jak nie rodzinka Woźniaków. Siostra Dorota, w swojej nowej sukience, w której jak zawsze, z nas trzech wygląda najlepiej. Rafał, elegancki i pachnący, w idealnie wyprasowanej koszuli i idealnie dobranym krawacie. I dwóch małych, moich ulubionych urwisów, których ciężko nie usłyszeć, bo oni zawsze mają dużo do powiedzenia i zawsze głośno. Jeszcze tylko czekamy na ciocię Anię i wujka Tadzia, którzy są dla mnie jak drudzy rodzice, a wtedy rodzinka będzie w pełnym składzie. Mija kilka minut, kolejny dzwonek. Ciocia i wujek, do którego  natychmiast podbiegam i przytulam się do jego okrąglutkiego brzuszka. On jak zwykle mnie ściska i pyta „Ty chyba nic nie jesz, bo taka sucha jesteś” i po chwili doda „Ale to dobrze, bo za grubym to też nie ma co być”. W końcu wszyscy razem. Tata otwiera biblie i czyta Słowo Boże. W tym czasie wszyscy wymieniają ukratkowe uśmieszki nie mogąc doczekać się karpia. Dźwięk dzielonego opłatka i najserdeczniejsze życzenia. W poprzednich latach praktycznie wszyscy życzyli nam ślubu, w tym oczywiście małego Bogusza. Ściskam wszystkich najmocniej jak mogę, całuję i składam najszczersze życzenia z głębi serca. Nie obyło się bez uronionej łezki, gdy tata mocno ściskając mi rękę, patrzy mi głęboko w oczy i już nie musi mówić nic więcej, bo czasem słowa są już niepotrzebne. I w końcu wyczekany karp smażony i kluski z makiem i pyszne racuchy mojej mamy. Do tego śledzik z chlebkiem i barszczyk z uszkami. Po chwili Karolinka pyta kiedy przyjdzie Mikołaj, na co Karolek odpowie, że Mikołaj nie istnieje, bo tak mówili koledzy w przedszkolu. A Jasiek, starszy i mądrzejszy, chociaż wie, że tak nie jest, to spojrzy Karolince prosto w oczy i powie „Karolinko, nie słuchaj go, Mikołaj istniej”. I w tym momencie Rafał z Karolem krzyczą z drugiego pokoju „Chodźcie szybko, bo Mikołaj leci”. Podniecone dzieciaki biegną do okna, wlepiając nos w szybę i z wielką nadzieją w oczach wypatrują Mikołaja. Niestety, jak co roku i tym razem było już za późno. Renifery były zbyt szybkie, sanie odjechały. Ale po chwili schodzi sister Agata z worem prezentów i oznajmia, że rozmawiała z Mikołajem, który bardzo się śpieszył do innych dzieci, ale zostawił dla wszystkich prezenty. Po rozpakowaniu prezentów, dzieciaki szaleją. Mała Karolinka, jak zwykle czaruje wszystkich swoim uśmiechem, a chłopaki nie wiedząc czy mają bawić się samochodem na pilota, czy dźwigiem obrotowym, krzyczą z radości i biegają od jednej do drugiej zabawki. Siedzimy i patrzymy na te nasze małe radości, dwa blondasy i małą miss world. Mamie same oczy się zamykają i widać, że jedyne o czym marzy to chwila spokoju i kilka godzin snu. Tata w milczeniu rozmyśla podtrzymując jedną ręką głową. Znany gest człowieka strapionego. Pewnie w tej chwili rozmyśla nad całym złem świata i się zamartwia, bo taką ma naturę. Nadchodzi moment kiedy muszę pożegnać się z rodzinką, aby móc z Tomaszem pojechać do naszej rodzinki Boguszów. W drzwiach witają nas Marta i Kamila, które jak zwykle wyglądają jak modelki. Z kuchni mama Hania krzyczy „Dzieci jesteście już, to zaczynamy”. I ponownie dzielimy się opłatkiem. Pawełek, trzeci z pięciu, jak zwykle składa życzenia pół żartem pół serio, ale za to go uwielbiam. Potem Michał, pierwszy z pięciu, który i w tym roku chce, żebyśmy z Tomaszem byli szczęśliwi jak zawsze. Krótkie życzenia z Wojtkiem, z piątym z pięciu, ja mu życzę, żeby miał same piątki w szkole, a on mi, żebym była dobra dla męża. Piotrek, czwarty z pięciu, któremu w tym roku życzę udanych fotek na kółku fotografii, a on mi szczęścia w małżeństwie. Mama Hania, Superman w wydaniu żeńskim, składa szybkie, treściwe życzenia, ale bardzo szczere. Tata Andrzej oczywiście nie może doczekać się wnuka, jakby mu było pięciu synów i trzech wnuków mało. I na koniec mąż „Spełnienia marzeń kochanie, dobrego męża i piątki synów” na, co ja mało nie dostaję zawału i życzę mu co najwyżej trzech. Zasiadamy do stołu i smakujemy pyszności. A teraz  kolędy. Jak zawsze w domu Boguszów, muszą być kolędy chórem śpiewane „Lulajże Jezuniu, lulajże…..” potem „Do szopy hej pasterze do szopy, bo tam cud…”. I chwila dla najmłodszych, prezenty pod choinką. Kuba, tak podobny do taty, po rozpakowaniu prezentów, tylko czeka, żeby coś zbroić. Oj ten mały urwis, jest taki kochany. Grzeczny Kacperek bawi się swoimi nowymi zabawkami, a mały Franek z ogromnym uśmiechem na twarzy i bystrym spojrzeniem nie może się już doczekać, kiedy wstanie i pobiegnie za chłopakami. W przerwach od kolęd, śmiechy i kawały, coraz to rzucane przez innego z braci. W tym domu zawsze jest wesoło i bezproblemowo. I każdy szczęśliwy i każdy radosny, że dziś są święta i że wszyscy jesteśmy razem.

I tylko mogę sobie to wyobrazić, bo w tym roku będzie inaczej. Nie spotkamy się wszyscy razem… Nie usłyszę dźwięku łamanego opłatka, nie wyściskam mamy Basi, taty Leszka, siostry Doroty, sister Agaty, szwagrów Rafała i Karola, cioci Ani i wujka Tadzia, mojej ukochanej Karolinki i moich ukochanych Jaśków, mamy Hani, taty Andrzeja, Michała, Pawła, Piotrka, Wojtka, Marty, Kamili, Kubybogusz.pl, Kacperka, Franka, a Bazyl nie zaślini mi całej spódnicy, machając wesoło  ogonem.

To taki jedyny dzień w roku, wyjątkowy i szczególny, kiedy po raz pierwszy chcę rzucić wszystko, kiedy nie mam ochoty być tu gdzie jestem, kiedy tęsknota silniejsza jest od rozumu…. Jedyne, co chcę to być z rodziną, czuć chłód zimy i ciepło ogniska domowego i… to wystarczy, nic więcej.

Najlepszego kochana rodzinko.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Czapelka pisze:

    U nas święta, święta i po świętach:) mam nadzieje, że mino ogromnnych przestrzeni dzilących Was od najbliższych święta były ciepłe, uroczyste i mino wszystko pełne obecności bliskich:)
    Pozdrawiam światecznie po świetach:)No i od razu życzę szampańskiej zabawy sylwestrowej, fantastycznego Nowego Roku, pełnego pozywtywnych przygód, spotkania fantastycznych ludzi na drodze, dużo miłości, zrozumienia i dalszego spełniania marzeń. I pamiętajcie nie ważne gdzie sie jest, wazne z kim 🙂 Bo nawet zwykła wieś przy boku najukochańszej osoby staje się pępkiem świata:)

    Buzka dla Was:*

  2. Karla pisze:

    Magdaleno, opis Świąt z ubiegłego roku tak mnie wzruszył… Nadal uważam że trzeba to wszystko wydać w formie książki, rezerwuję sobie pierwszy egzemplarz 🙂 Buziaki dla Was i szampańskiej zabawy sylwestrowej!

    • Magda i Tomek pisze:

      Dzięki Karola, obiecuję, ze jak znajdzie się odważny, który to wyda w formie książki to dostaniesz pierwszy egzemplarz:). Szczęśliwego Nowego…

  3. K. pisze:

    już dawno nic mnie tak nie wzruszyło, to chyba trochę z małej zazdrości, że nigdy nie miałam takich wspomnień i z marzeń, że jeszcze takie nadejdą.
    Bardzo podziwiam Was za to, że spełniacie marzenia, a najbardziej za to, że macie tyle odwagi i siły, bo na pewno czasami jest ciężko. Życzę wytrwałości w dążeniu do celu, ale przede wszystkim miłości takiej jaką widać między Wami. I tego małego Boguszka jak wszyscy 🙂 a znając nieco rodzinkę uważam , że będzie wyjątkowym człowiekiem !
    Pozdrawiam serdecznie:)

    P.S. macie mój głos, jestem pełna podziwu i nadziei, że jesteście dla innych najlepszym przykładem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »