Angkor Wat całkiem przemoczony

Listopad 14 | w Kambodża | przez | 9 Comments

2013 11 16_z2strony_Angkor_PB140331-2

Największy hicior Angkor Wat to podobno wschód słońca. Podobno, bo nam niestety nie udało się go zobaczyć. Nie to, że nie próbowaliśmy. Pierwszego dnia w hostelu zastaliśmy wielkie kłódki na bramie i zanim skończyliśmy bezowocne próby znalezienia kogoś z personelu, zanim udało nam się przerzucić rowery przez ogrodzenie, było już za późno. Drugiego dnia okazało się, że ktoś w nocy się strasznie nudził i z tych nudów przebił oponę w Magdy rowerze. A potem, to już tylko chmury, który szczelnie zakrywały słońce. Lało codziennie, a my z każdej wycieczki do Angkor wracaliśmy mokrzy. Do tego jeszcze nasze żołądki. Czymś się w Kambodży przytruliśmy i delikatnie mówiące mieliśmy przesrane. Trochę mało mieliśmy energii na pedałowanie do świątyń o 5 z rana. A i jeszcze te tłumy! Z autokarów wylewały się potoki turystów, którzy później przepychali się, żeby zrobić sobie pamiątkową fotkę ze świątynią w tle.

Jak więc nam się w Angkor podobało? BARDZO!

Swojego hiciora znaleźliśmy w Angkor już pierwszego dnia. Małpy! Nie mogliśmy oderwać oka od tych małych wandali. Jak tylko  jakiś turysta rozpiął torbę, te skubańce już pchały łapki do środka w poszukiwaniu żarcia.  Wystarczyło, że zdjąłem plecak, na sekundę odwróciłem wzrok, a tu już jakiś małpiszon dobierał się do naszych rzeczy.

Nasz ulubiony moment w Angkor Wat, to zachód słońca. Tyle, że nie przy bajorku, gdzie wszyscy próbują uchwycić najpiękniejsze odbicie świątyni w tafli wody (oczywiście też tam jednego dnia byliśmy), ale przy jednym z kamiennych wejść, gdzie miejsce tłumu turystów zajmują ganiające się małpy. Zachodzące słońce, mityczni wojownicy zamrożeni na skalnych płaskorzeźbach i odbijające się echem piski wrzeszczących małp, taki Angkor Wat podobał nam się najbardziej.

Ale Angkor Wat to tylko jedna z wielu kamiennych świątyń, które znajdowały się na terenie niegdyś największego na świecie miasta. Skalne twarze w Bayon, które w świetle wschodzącego słońca wydają się uśmiechać, śledzą każdy ruch błąkających się tu turystów. Tańczące na ścianach świątyni apsary przyciągają ponętnymi kształtami, a wciśnięty w wąski korytarz Budda zachęca do modlitwy.

Zalewana deszczem Ta Prohm, przenosi nas w inny wymiar. Pod parasolką stoisz taki malutki i gapisz się na nielogicznie wielkie korzenie oplatające kamienne ściany. Patrzysz na krople deszczu spadające na posadzkę, w której widać odbicie wrzynających się w świątynie konarów.

Szwędając się po zakamarkach świątyń, co jakiś czas trafiamy też na ukryty w dymie  posąg Buddy. Ktoś przychodzi, przysiada na chwilę, odpala kolejne kadzidła, szepcze mantrę odbijającą się od mokrych ścian korytarzy.

Mówcie co chcecie, że tłumy, że chmury, że wejściówka droga. Do Angkor przyjechać trzeba, bo magicznie tu jest i tyle.

2013 11 16_z2strony_Angkor_PB130059
Nasz hicior w Angkor Wat.
2013 11 16_z2strony_Angkor_DSC_1714
Tłumy w Angkor Wat.
2013 11 16_z2strony_Angkor_DSC_1888
Świątynia Angkor.
2013 11 16_z2strony_Angkor_PB140337
Pamiątkowe zdjęcie z wycieczki.
2013 11 16_z2strony_Angkor_DSC_1643
W czasie modlitwy.
2013 11 16_z2strony_Angkor_PB130121
Wejście do Preah Khan.
2013 11 16_z2strony_Angkor_DSC_1667
Bayon
2013 11 16_z2strony_Angkor_DSC_1753
Małpy w Angkor Wat.
2013 11 16_z2strony_Angkor_PB130179
Ta Prohm

Więcej zdjęć z Angkor znajdziecie w GALERII.

Z drugiej strony

To co mnie zaskoczyło najbardziej w Angkor Wat to data jego powstania. Dałbym sobie rękę uciąć, że te kamienie były poukładane w starożytności. Piramidy Azteków, grecki Akropol, piramidy egipskie – z takimi czasami kojarzą mi się ciosane kamienie układane jeden na drugim. A okazuje się że Angkor powstał w 1150 roku naszej ery, w czasach gdy w Europie zaczynał się już gotyk, strzeliste katedry wbijały swoje iglice w niebo. Trudno mi się zgodzić z tekstami o Angkor, czy filmami typu „Architektoniczne kolosy starożytności” gdzie słyszymy jakim to wyczynem było jego zbudowanie. Sorry, ale w czasie gdy powstał, na świecie wznoszono budowle niemal 2 razy od niego wyższe, pełne bogato zdobionych ornamentów, rzeźb, pięknych witraży. To nie były góry kamienia, ale strzeliste kolumny, sklepienia rozpięte nad szerokimi nawami, wbijające się w niebo iglice. Przy nich, z punktu widzenia inżynierii, Angkor to epoka kamienia łupanego.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Ewa pisze:

    Miałam tak samo w Angkorze – deszcz (nawet został nazwany Angkor Wet)… co jednak nie odebrało przyjemności odkrywania go 🙂 Piękne zdjęcia!
    Pozdrawiam!

  2. Nie miałem tego szczęścia oglądać Angkoru w deszczu, bo akurat miesiąc temu, kiedy tam byłem, panowały dosyć wysokie temperatury a dni były suche. A chyba trochę liczyłem na to, że popada i ilość Nikonów przewalających się przez Angkor, będzie choć odrobinę mniejsza.

    Bardzo ciekawą myśl prezentujecie pod koniec swojej notatki, tak trochę wbrew powszechnym opiniom i w obronie pięknego, europejskiego gotyku. Coś jest na rzeczy!

    Pozdrawiam!

  3. Marcin G. pisze:

    I pomyśleć, że jeszcze niespełna 20 lat temu nie było tam niemal żadnych turystów. Piękne zdjęcia.

    • Magda i Tomek pisze:

      To były czasy kiedy turystów w Angkor Wat nazywano podróżnikami, odkrywcami:) To było dawno temu:)

  4. Monika pisze:

    Rewelacyjne zdjęcia i niebanalny opis, Świetne!

  5. Rokgna pisze:

    Piramidy Asteków? Przydałaby się poprawka 🙂
    Angkor jak najbardziej wart zobaczenia, bez względu na porę roku i dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »