Czym kręcicie, czym pstrykacie?

Marzec 23 | w FAQ | przez | 6 Comments

To chyba jedno z najczęściej zadawanych pytań w mailach od Was. Śpieszymy więc z wyjaśnieniami.

Wyjeżdżając z Polski niewiele wiedzieliśmy o fotograficznym sprzęcie. Wiedzieliśmy co to przesłona i ogniskowa, ale co się sprawdzi w podróży nie mieliśmy zielonego pojęcia. Przecież nasze wcześniejsze wypady nie trwały nigdy dłużej niż 2 tygodnie. Zaczęliśmy więc eksperymentować.

W naszą podróż dookoła świata zabraliśmy aparat  Nikon D80, jakiś stary, ciemny zoom 24-70mm, który używałem jeszcze do zapisywania zdjęć na kliszy w starym analogu. Mieliśmy też jasną stałkę 50mm, która, jak się póżniej okazało, latami nie ruszała się z ciepłego miejsca na dnie plecaka. Nasz znajomy Tyson dorzucił nam jeszcze swój kitowy długi obiektyw. Fotograficznie byliśmy, więc wyposażeni.

O ile o aparatach mieliśmy jeszcze jakieś pojęcie o tyle kamerki video to była dla nas czarna magia. Na eBay znaleźliśmy jakieś dziwactwo – Kodaka PlaySport, bo podróże to przecież sport wyczynowy. Przypominało to bardziej telefon niż kamerę, miało 5.3 MP, było tanie, wstrząso i wodoodporne. Świetny wybór, tak nam się przynajmniej wydawało zanim zaczęliśmy cokolwiek tym nagrywać. Historia tego tworu skończyła się na Jukatanie, gdzie kolega sprawdził jak faktycznie wygląda jego wodoodporność.

Biorąc pod uwagę, że nasz filmik z Mexico City odniósł tak wielki sukces (17 wyświetleń na YouTube) postanowiliśmy kupić sobie kamerkę z prawdziwego zdarzenia. Niestety nie wyszło. Kupiliśmy kamerkę Panasonic SDR-SW20. Miała już taki odchylany ekran, trzymało się ją jak kamerę video, była też wodo, głupoto odporna, a do tego miała 10 krotny zoom. Dla mnie osobiście rewelacja. To nic, że jaszczur przy takim zoomie trząsł się na ekranie jakby był podłączony pod linię wysokiego napięcia, a piksele tak go szczelnie maskowały, że wtapiał się w tło jak kameleon. Mieliśmy kamerę! Co się z nią ostatecznie stało, za żadne skarby nie możemy sobie przypomnieć. Ostatni raz kojarzymy ją na Chimborazo, później słuch, obraz po niej zaginął.

Ok, wiem, historia zaczyna robić się nudna. Więc kolejne perypetie w skrócie. W Meksyku dostaliśmy od rodzinki dwa jasne (f/2.8) obiektywy Sigmy  70-200mm i 17-50mm. W Ekwadorze po beszczelnym targowaniu się z Indianami Huaoranis zostaliśmy przeklęci przez ich szamana i nasz Nikon wyskoczył z plecaka przy 50km/h prosto na brukowaną drogę. Tu muszę się na chwilkę zatrzymać i oddać pokłon Nikonom. Po wizycie u zegarmistrza, który przykręcił wyrwane mocowanie obiektywu z powrotem do korpusu, aparat choć bez wyświetlacza, robił dalej ostre zdjęcia. Mimo wszystko zdecydowaliśmy się na kupienie nowej lustrzanki, tym razem Nikona D90. Obiektywu po wypadku używaliśmy jeszcze przez rok i dopiero wtedy zdaliśmy sobie sprawę, że nasze zdjęcia są jakieś nie do końca ostre.

Przed wypłynięciem w Pacyfik kupiliśmy sobie kolejne cudo wodoodporne. Panasonic Lumix FT3. I to naprawdę było cudo. Większość filmików z Pacyfiku tym właśnie nagrywaliśmy, wszystkie zdjęcia podwodne. Robiliśmy z nim tak głupie rzeczy jak przywiązywanie go do kija, który później lądował pod wodą przy pędzącej łódce po to tylko żeby nagrać pływające wokół dziobu delfiny. Był 10m pod wodą był na szczycie masztu, spadał nam nie raz, przetrwał wszystkie nasze genialne pomysły. Polecamy!

Kolejną poważną wymianę sprzętu zafundowaliśmy sobie w Australii. Wypłaty wpływały w dolarach, mogliśmy poszaleć. No i poszaleliśmy. Pomyśleliśmy, że na rowerach przyda nam się cos lżejszego, mniejszego i kupiliśmy Olympusa OM-D E-M5, a do niego dwa obiektywy 75mm f/1.8 i 12-35mm f/2.8. Do tej pory mamy co do niego mieszane uczucia. To zdecydowanie sprzęt z wyższej półki, solidnie zbudowany, z dobrym obiektywem potrafi zapisać na matrycy przyzwoitą fotkę. Tyle, że ta matryca (17,3x13mm) to taki krok wstecz w stosunku do Nikona D90 (23,6×15,8mm). Szumieć zaczyna już przy ISO400, ale z drugiej strony wbudowana stabilizacja pozwala na zrobienie ostrej fotki nawet przy 1/10s. Ostatnio zauważyłem też, że coś dziwnego dzieje się z kolorami gdy w kadrze jest dużo pomarańczowego, prawdopodobnie automatyczne ustawianie balansu bieli wtedy szwankuje. Wkurza też słaba jakość podglądanych na ekranie aparatu zdjęć.  Nie do końca rozumiem dlaczego przy zoomowaniu piksele wyskakują dużo szybciej niż przy tych samych plikach na ekranie komputera. Użytecznym bajerem jest jego odchylany ekran, z którym można robić zdjęcia trzymając aparat nisko na pasku, nie zwracając na siebie uwagi, czy z drugiej strony można aparat podnieść wysoko nad tłum i nadal mieć możliwość kadrowania. Nie odpowiem Wam na pytanie, kupować, czy nie kupować. My się czepiamy, a jedocześnie używamy go bardzo dużo i zadowoleni jesteśmy z wielu zdjęć nim zrobionych. Ale jak chcemy zrobić zdjęcie petarda to wyciągamy naszą najnowszą broń – Nikona D600 z obiektywem 50mm, f/1.8 (tym samym, którego przez 3 lata nie wyciągaliśmy z plecaka). Na temat tego sprzętu nie muszę się rozpisywać, tu nie ma na co narzekać. A ostatnio odkryta przeze mnie funkcja automatycznego robienia filmów poklatkowych – rewelacja. Jak już tylko wrócimy do domu, za pierwszą wypłatę, kupię sobie jeszcze szkło z szerszym kątem do krajobrazów i nic więcej do szczęścia nie będę potrzebował.

A co z naszą karierą filmowców? W Australii kupiliśmy też Samsunga Galaxy S2, świetnie się spisuje w tej roli, nawet na kiju mocowanym do kasku. Kręcimy też Olympusem, na razie musi nam to wystarczyć. Za drugą wypłatę w Polsce kupimy sobie może GoPro i popróbujemy kolejnych eksperymentów.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania w temacie, piszcie w komentarzach, może odpowiedzi przydadzą też się innym.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Komentarz trochę pośredni, ale urzekł mnie filmik z Chimborazo.
    6:25 min:
    „I taka mała prośba. Jak się pomylę i powiem że jest 12 a nie 11 to nie mów do mnei takim tonem „jedenastaaa”. Jak powiem, że jest zimno, to nie mów, że „Nie tak zimno”, bo mnie to wkurza…”
    I niech Magda pokarze jak wieje. No aż się popłakałem ze śmiechu 😀

  2. Tomek Kot via Facebook pisze:

    gopro jest mega jak jest mega światło. Jak jest kiepskie to jest mega padaka. Osobiscie mam 3+ BE i nie jestem do konca zadowlony.

  3. HikingTours pisze:

    Hej,
    Bardzo fajna tematyka. Niejasne jest tylko dla mnie stwierdzenie że Olympus OM-D (która wersja?) to przy matrycy 3/4 krok wstecz w porównaniu do D90. Ten nikon ma matrycę w formacie DX czyli 1/2 więc skąd takie stwierdzenie?
    Pzdr
    Ps. Film z Mexico DF miał tak mało wyświetleń bo nigdzie nie było do niego linku na stronie.

    • Tomek pisze:

      Ale namieszałem z tym Olympusem. Wielkie dzięki za zwrócenie uwagi. W tekście już wyprostowałem, żeby już nikogo nie wprowadzać w błąd. Nasz model Olympusa to OM-D E-M5. Nie wiem skąd ja wziąłem to 3/4, może z systemem Mikro Cztery Trzecie, w którym zrobiony jest aparat, mi się popierdzieliło. Sorki. Jego matryca ma rozmiar 17, 3x13mm, a Nikona D90 23,6 x 15,8mm, stąd ten krok w stecz. Jeszcze raz dzięki za czujność.

  4. Ja w podróży używam Nikona D5000 oraz ostatnie moje odkrycie – Fujifilm X100 (cudowna maszyna!), ale w wielu miejscach zdjęcia robię po porstu iPhonem (5-tka). Zadziwiające jest to, jak dobrze wychodzą zdjęcia zrobione tym telefonem, gdy się je wywoła, co zawsze robię po każdej wyprawie. Świetnie nadaje się także do kręcenie filmów. Na moim blogu zamieszczałem ostatnio filmik ‚Indochina is also happy’, który w całości nakręciłem i złożyłem na telefonie 🙂

    Co do Waszego tekstu – czasami jest tak, że można mieć niesamowity sprzęt i kiepskie oko. Wy macie naprawdę dobry sprzęt i bardzo dobre oko! Pozdrawiam! 🙂

  5. Ja ostatnio kupilem za grosze uzywana Sony AS15 – wg lepsza niz GoPro (jest tez lekko ulepszona wersja AS30). Juz wyszla albo wyjdzie wkrotce wypasiona AS100. Poczytajcie o nich. Ma troche minusow ale i mnostwo plusow 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »