Bangkok w kolejnej odsłonie

Październik 20 | w Tajlandia | przez | 1 Comment

Bangkok

Ten kto czytał mój poprzedni wpis o Bangkoku, wie, że nie zapałałam zbyt wielką miłością to tego miasta. Tylko, że wtedy nie byłam jeszcze w Yangon i innych mniejszych i większych miastach Birmy. Wtedy to byłam nieskażoną azjatyckimi klimatami turystką, która ostatnie 8 miesięcy spędziła w wymuskanym Sydney. Bangkok wydał mi się niezwykle głośny, brudny i śmierdzący. Miesiąc później, po powrocie z Birmy, Bangkok wydał mi się niezwykle czystą i pachnącą metropolią, w której z radością wylądowałam. Pewne rzeczy uległy zmianie, na pewne z perspektywy nabytych w Azji doświadczeń spojrzałam inaczej, niektóre doceniłam, ale niektóre pozostają bez zmian. W sumie spędziliśmy tutaj 10 dni, zwiedzając, ale też szukając odpowiedniego roweru na naszą wyprawę. Mam wrażenie, że byliśmy wszędzie! Nie mogę powiedzieć, że jestem ekspertem w temacie, ale dużo żeśmy po tym mieście błądzili. Jedno jest pewne, Bangkok, podobnie jak cała Tajlandia, to Azja w wersji soft.

Zdecydowanie na TAK!

W pierwszej kolejności chyle czoła przed szejkiem z mango, phad thai i green curry, jeśli ktoś lubi na ostro. I te naleśniki z nutellą i bananem, palce lizać. W sam raz na wieczorny deser. Tajskie dania z trawą cytrynową i mleczkiem kokosowym jako jedne z głównych składników, biją na głowę niejedną kuchnię świata. Do tego cena. Za kilkanaście bathów, można najeść się jak bąk. Stoiska z pysznościami stoją tu na każdym kroku. A jeśli ktoś ma ochotę na trochę egzotyki, może wsunąć szarańczę, larwę lub skorpiona smażonego na głębokim tłuszczu.

Przejdźmy do zabytków. Dla większości zapewne Grand Palace jest numerem jeden, dla mnie natomiast odpoczywający budda w najstarszej świątyni Bangkoku Wat Pho. Leży sobie cały ozłocony mierząc 15 metrów wysokości i 46 metrów długości. I tak patrzy na nas z góry, z tym lekkim uśmiechem na twarzy, na tych małych człowieczków wędrujących dookoła niego jak pielgrzymi wokół ołtarza na Jasnej Górze.

Drugi w kolejności jest złoty budda Wat Traimit. Statua, cała z 5500 kilogramów szczerego złota, wzbudza bardzo duże zainteresowanie wielu turystów, podobnie zresztą jak jej historia. Posąg powstał w XV lub XVI wieku i aż do dziś zachował się w idealnym stanie, a to tylko dlatego, że do połowy XX wieku był przykryty zaprawą i nikt nie miał pojęcia, że pod tym cementem kryje się tyle złota. Dopiero podczas transportu statuy do świątyni zaprawa w kilku miejscach popękała, a w szczelinach ukazało się złoto. Przed wejściem do Wat Traimit możemy zobaczyć cementową skorupę, która przez tyle lat, tak dzielnie chroniła złotego buddę przed złodziejaszkami i innymi agresorami.

I oczywiście Grand Palace. To prawie klimat jak z baśni „1000 i jednej nocy”. Piszę prawie, bo co do scenerii, budynków, ozłoconych płaskorzeźb, gigantycznych strażników i ołtarzów buddy, to miejsce jest magiczne i wyjątkowe. Trudno jednak poczuć klimat wyjątkowości przy kilku tysiącach turystów robiących sobie foty przy każdej pierdole. Ale, hej, wszyscy jakby nie patrzeć jesteśmy turystami. Jasne, że każdy z nas wolałby odkrywać to miejsce samotnie, wtedy byłoby tajemnicze i fascynujące. Ale nie bądźmy egoistami, przecież fajnie, że inni też podróżują. Po to przecież piszemy bloga żeby zachęcać wszystkich do podróżowania. Miejmy więc nadzieję, że w przyszłości będzie tu nie kilka, a kilkanaście tysięcy z czego połowa Polaków.

A jeśli na zakupy to na Chatuchak Market, niestety tylko w weekend. Tłok okropny, ale znajdziecie tutaj wszystko i to za naprawdę bardzo rozsądną cenę. Można popróbować różnych tajlandzkich specjałów, kupić pamiątki, podróbki chyba wszystkiego, ale też piękne rękodzieła i całkiem, jak na moje oko, sympatyczne ciuchy.

Fish spa, czyli małe rybki zjadające skórki z pięt. Polecam to tylko i wyłącznie z jednego powodu, żeby doświadczyć tego uczucia nadgryzania. Nie boli, bez obaw, ale uczucie mega łaskoczące, dziwne na początku, ale w rezultacie duży mieliśmy przy tym ubaw.

Komunikacja w Bangkoku jest jak na azjatyckie standardy po prostu rewelacyjna, a ludzie bardzo pomocni. Wystarczy mieć napisane miejsce, do którego chce się dojechać, a mieszkańcy Bangkoku nie pozostawią cię samego. Z racji tego, że dużo jeździliśmy za naszymi rowerami, korzystaliśmy i z autobusów i metra i pływaliśmy łódkami, wiem co mówię. Transport jest rewelacyjny i zdecydowanie tańszy niż tuk tuki i taksówki, za które możecie być pewni, że za kolor skóry słono przepłacicie.

A teraz będzie trochę bardziej na NIE…

Kuchnia tajska, place lizać. Słodycze azjatyckie… hmmmm… nie koniecznie. Nie polecam tutejszych łakoci, nie wiele mają wspólnego ze słodziutką czekoladką i karmelem. Jakieś takie skwaśniałe są czy stęchłe. Sama nie wiem, coś w nich nie gra.

Jedną z niby atrakcji polecanych w każdym biurze turystycznym Bangkoku jest rzekomy „floating market”, czyli pływający market. My również się skusiliśmy. Wynajęliśmy prywatną łódź, którą kanałami dopłynęliśmy do marketu. A na miejscu jedna wielka ściema. Jedna pani na łódce miała do sprzedania piwo i zegarki, a druga kokosy ze słomkami. Te dwie panie to by było na tyle pływającego marketu. Sama wycieczka kanałami była bardzo przyjemna, ale żeby zobaczyć jak wygląda Bangkok z poziomu wody, nie trzeba prywatnej łodzi. Wystarczy wejść w jeden z kanałów i skorzystać z publicznego transportu łódkowego. To kosztuje jakieś 10 razy mniej i moim zdaniem jest dużo ciekawsze.

Modern city! Sorry, ale nie widzę w nim nic dla siebie. Architektonicznie nie wzruszyło mnie tam kompletnie nic. Starałam się dostrzec coś czego może nie udało mi się dojrzeć za pierwszym razem. I niestety… nic miłego nie napiszę, więc od razu ten wątek zakończę w tym miejscu.

Khao San Road. Co do tego miejsca mam mieszane uczucia. Z jednej strony jest to kicz, nagabywanie turystów, zgiełk i ciasnota. Ale z drugiej strony można znaleźć tu wszystko, i pad thaia za bardzo niską cenę, i mango shakea, i fich spa, i pamiątki, i sticy rice z mango, i garnitur szyty na miarę i czego tylko dusza zapragnie włącznie z ping pong show. Nie polecam spędzić tam całego urlopu, ale żeby zobaczyć to przez chwilę, to chyba można. Tylko trzeba też patrzeć na wiele rzeczy z przymrużeniem oka, bo tak nie do końca wygląda Tajlandia. A jeśli będziecie już w pobliżu, to wejdźcie w inną uliczkę, bardzo blisko Khao San, w Ram Buttri. Tutaj, chociaż też głośno i tłoczno, jest mimo wszystko przyjemniej. I jeśli ktoś decyduje się na nocleg w tych okolicach, to w tej uliczce jest sporo opcji z większą szansą, że mocno wstawiona wakacyjna młodzież anglojęzyczna nie będzie się darła przez całą noc pod twoim oknem (co na Khao San Road jest normalką).

2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0328
Kolorowe szejki.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0186
Ptthai na Khao San Rd.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_page02
Podobno najlepszy phad thai w mieście.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0277
Na targu w Samrong.

 

2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0309
Na targu w Samrong.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_page01
Bufet na targu w Samrong.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0197
Tajskie snaki.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0201
Tajskie snaki.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA190074
Wat Arun – Świątynia Świtu
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA200291
Odpoczywający Budda w Wat Pho.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_page03
W Wat Pho.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA200287
W Wat Pho.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA200231
W Grand Palace.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA200155
Kadzidła modlitewne.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_page01
Modlitwa.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_page04
W Wat Pho.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0321
Riksze przy targu Samrong.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0322
Rikszarz.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA200369
Tuk tuk
2013 09 14_z2strony_Bangkok_page03
Bangkok z poziomu kanałów.
2013 10 20_z2strony_Bangkok_PA200332
Floating market.
2013 10 30_z2strony_Bangkok_PA290006
Fish spa.
2013 09 14_z2strony_Bangkok_DSC_0454
W nowoczesnym Bangkoku.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Hmm strasznie mnie ucieszyl ten wpis, bo sam Bankok to nie jest nadzwyczajne miejsce, ale bedac chwile w podrozy fajnie jest wracac do tego miejsca, wiedzac gdzie pojsc na najsmaczniejsze jedzonko, pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »