Kadry znad Inle Lake

Wrzesień 25 | w Birma | przez | 11 Comments

Inle Lake

Czy wy też tak macie, że są zdjęcia, które chcielibyście zrobić?  Ja tak mam. Górnicy z koszami pełnymi siarki na Jawie , buddyjscy mnisi w dalekim Tybecie, stojący na jednej nodze wymalowany Aborygen wpatrzony gdzieś w siną dal, czy właśnie rybak wiosłujący nogą, podtrzymujący ręką charakterystyczny kosz do łowienia. Takiego rybaka planowaliśmy znaleźć właśnie tu nad Inle Lake w Birmie.  I tak się człowiek napala, taszcze ten aparat, a tu rybak jakiś oszukany siedzi, muzy słucha ze swojej komórki i dopiero jak turystę zobaczył to się zrywa, silnik gasi, kapelusz wrzuca na głowę, wiosło chwyta stopą i wywija piruety wykrzykując jednocześnie cenę za zrobienie foty. No kurcze, nie tak to miało być. I słońca wschodzącego nie ma, bo pora ciągle deszczowa i mgiełki na jeziorze nie ma. Nie tak to sobie wyobrażałem. No właśnie, wyobrażałem. I tak sobie myślę jakie to głupie, naiwne myślenie, że rybak od stu lat będzie łowił tą samą techniką, a że ja niby nie zauważony podejrzę go przy pracy. A że takich fotoamatorów jak ja nie brakuje, to nie ma też się co dziwić, że się chłopaki przebierają i pozują do pięknych pocztówek, takie prawa rynku. A z drugiej strony można zobaczyć sobie przedstawienie, podpatrzeć jak to kiedyś było i w sumie, czemu nie, można dolara rzucić za ten żywy skansen. Z tymi zdjęciami w podróży to w ogóle jest trochę tak, że czasem wydaje mi się, że za dużo im poświęcamy uwagi. Jak tylko zaczyna się dziać coś ciekawego chwytamy aparat i zamiast chłonąć wydarzenie, cieszyć się tym co wokół nas się dzieje, przykładamy oko do wizjera i oglądamy wycinek rzeczywistości szukając najlepszych kadrów. A gdyby tak kiedyś wybrać się w podróż bez aparatu… Może kiedyś. Na razie spróbujemy trochę wyluzować, postarać się żeby nam ogniskowa obiektywu nie skrzywiała do końca obrazu świata. Tym bardziej, że ten wart jest podglądania nawet gdy się w kadry za specjalnie nie komponuje.

Wróćmy nad jezioro Inle. Nawet bez tradycyjnych rybaków okolica nie traci na swoim klimacie. Cały dzień młody chłopak obwoził nas po zakamarkach tego tętniącego życiem jeziora. Mieliśmy w planie wyruszyć jeszcze przed wschodem słońca, ale że rano lało i o pomarańczowych promieniach nie było mowy, przełożyliśmy start na 7.30. Pierwszym przystankiem na naszej drodze był lokalny targ w małej wiosce Maing Thauk. Od pomostu przy którym zaparkowaliśmy naszą łódkę do targu maszerowaliśmy po kostki w błocie dobre pół godziny. Szliśmy w jednej procesji z wielkimi koszami ryżowych sucharów, tacami pełnymi  przypraw niesionymi na głowach, kurczakami wystawiającymi łebki z plecionych klatek. Przemykaliśmy między skuterami, które potrafiły przewieść czteroosobową rodzinę miejscowych chudzielców. Między traktorami, których przyczepy uginały się pod furami  arbuzów. Na miejscu było jeszcze bardziej kolorowo, kwiaty, figurki buddy, mnisi w szafranowych wdziankach, rozgrzane bulgoczące kotły, przekupy zapraszające do kupienia przepiórczych jajek. Nie zabawiliśmy tam jednak zbyt długo, bo przed nami były jeszcze kolejne atrakcje jeziora.

Na wodzie były zbudowane całe wioski, bez ulic, kompletnie odcięte od lądu sterczały bambusowe chatki na drewnianych szczudłach. A pomiędzy nimi normalne życie, bawiące się dzieciaki, pranie, gotowanie, z tą tylko małą różnicą, że do sklepu, szkoły, czy pracy trzeba powiosłować. Na drewnianych palach zbudowane są całe fabryki. Zajrzeliśmy do przędzalni, gdzie dziesiątki kobiet plątały cienkie nitki w płachty kolorowych materiałów. Byliśmy też w fabryce cygar, które można spotkać w zębach co drugiego Birmańczyka, jeśli tylko nie żuje właśnie betelu. Widzieliśmy jak się wydłubuje długie łodzie do wożenia turystów, takich jak my. Przepływaliśmy też  przez pola uprawne, gdzie w równych rządkach posadzone były (chyba) pomidory, które rosły w wodzie zawieszone na bambusowych konstrukcjach. Na liście atrakcji były jeszcze fabryki biżuterii, pagoda na wodzie, mnich z wytresowanym skaczącym przez obręcz kotem i panie pozujące za kilka dolarów do zdjęć wraz ze swoimi długimi szyjami owiniętymi w metalowe obręcze. My sobie jednak te atrakcje odpuściliśmy, ale zapłaciliśmy ekstra za dopłyniecie do Pagody w Indein. Długa trasa pod górę obstawiona z obu stron straganami czekającymi na początek sezonu, a na jej końcu na wzniesieniu  dziesiątki sterczących, wąskich, kolorowych stup obrośniętych drzewami .

Chociaż brakowało nam trochę widoku prawdziwych rybaków ze swymi stożkowymi koszami, to jednak cała sceneria i życie jeziora wystarczyły by polubić to miejsce.

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0577

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_page 06

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0674

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_page 07

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0654

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_page 03

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_P9250052

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_P9250062

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0644

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_page 05

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_page 02

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0745

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_page 01

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0701

2013 09 25_z2strony_Inle Lake_DSC_0805

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. kiosc pisze:

    Przepiękne zdjęcia, cudowne miejsce !!

  2. Smoki pisze:

    W końcu cosik skrobneliście, a coś o trekingu? przeszliscie, czy choróbsko was zmogło.
    Co do robienia zdjęć: czytałam ostatnio książkę Krzysztofa Millera – fotoreportera, częstego towarzysza Wojciecha Jagielskiego i on nie wyobraża sobie oglądać świat bez obiektywu. To właśnie ten świat, oglądany przez szkiełko jest dla niego tym właściwym, więc nie zrażaj się, w końcu po latach to podstawą wspomnień będą własnie zdjęcia. Jedne ustawiane, inne spontaniczne, po latach się często tego nie pamieta.

    Pozdrawiamy i czekamy na nowe wpisy, bo nas tu ciekawość zjada 😉

    • Tomek pisze:

      Niestety nie daliśmy rady przejść z Kalaw do Inle Lake, ale połaziliśmy trochę w okolicach Hsipaw ( o tym niedługo napiszemy) Pozdrowienia dla całej Smoczej rodzinki.

  3. Kubiś :) pisze:

    Zdięcie z krosnami super i jeszcze kilka. 🙂

  4. Inle Lake i Bagan to dwa moje ulubione miejsca w Birmie! Piękne zdjęcia!

  5. Kubiś :) pisze:

    Zdięcia super. Dla mnie kobieta z perasolem i dziewczyna przy wrzecionie the best.:)

  6. JR pisze:

    Cześć
    śledzę wasz blog od dłuższego czasu. Widać jak z czasem rośnie również jakość zdjęć.
    W tym wpisie kadry są rewelacyjne, super klimat utrzymujesz na zdjęciach. Mam pytanie techniczne: w czym robisz te kolaże ? Zdjęcie z przędzalni (3 od końca) jest fenomenalne. Samo opowiada historię tego miejsca.

  7. Inle Lake ma niesamowity klimat. Wspaniałe miejsce na podróż. Jedynie to ciągłe „pyrpanie” łodzi:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »