REJS z Mandalay do Bagan

Październik 6 | w Birma | przez | 3 Comments

Rejs

W Birmie podróżować można na wiele sposobów. I mam wrażenie, że my wypróbowaliśmy większości z dostępnych opcji. Autobus nocny, dzienny, ten wygodny i ten bez klimy. Pociąg klasy pierwszej, pociąg klasy drugiej. Skuter z kierowcą, skuter bez kierowcy. Rowery ledwo działające. Taksi prywatne, taksi dzielone. Autostop z cegłami i bez cegieł. Przyszedł czas i na łódkę. Drewnianą łajbę z Mandalay do Bagan załadowaną ludźmi i towarami.

Dolny pokład to worki z ryżem, kiście bananów, kolby kukurydzy i inne kolorowe torby, których zawartość znana jest tylko ich właścicielowi. Na górze siedzą Birmańczycy na drewnianej podłodze i białe twarze na białych plastikowych krzesełkach. Czyżbyśmy zapłacili więcej za te plastiki? Czy to może birmańska gościnność? Nikt nas nie pytał czy je chcemy, po prostu zostały nam przydzielone. Zwykłe plastikowe krzesełka, w gruncie rzeczy zupełnie niewygodne, przylepiają się do spoconego ciała, ale już na wstępie  tworzy się bariera, bariera plastikowego krzesła. Dzieli nas na my – turyści i oni – tutejsi. My na krzesełkach, a oni pod nimi.

Słychać jedynie warkot silnika. Dookoła spokój. Tylko brunatna woda rzeki Pięknej Damy otoczona zielenią pól ryżowych, kukurydzianych. Nic się nie dzieje. Patrzę przed siebie jedną godzinę, druga godzinę. Krajobraz praktycznie się nie zmienia. Jakby bez ruchu, a my przecież płyniemy. Niebieskie niebo od czasu do czasu zachodzi białymi chmurami. Ale tylko na chwilę. W oddali widać bawoła, który powolnymi i ciężkimi ruchami orze brunatną ziemię, idzie do przodu ciągnąc za sobą pług. Pasażerowie leniwie spoglądają przed siebie. Jedni próbują spać wyciągając swe ciała na twardych deskach wytartej podłogi, a inni przylepiają się do plastikowych, białych krzesełek. Słońce wznosi się coraz wyżej i powoli zaczyna męczyć. Promienie są coraz silniejsze, nie do zniesienia. Chwała za te podmuchy wiatru, bo inaczej byśmy się upiekli. W tych pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnej jedyne co się chce, to spać (i to najlepiej w klimatyzowanym pomieszczeniu).

Apatyczny nastrój przerywa głośny i wnerwiający dźwięk syreny. Na jej dźwięk każde jedno oko na pokładzie zostaje otwarte. Spokój zostaje zakłócony, bo kapitan łajby daje znać, że za chwilę dobijemy do brzegu, by zabrać kolejnych pasażerów.

A przy brzegu kilka kobiet robi pranie. Kilku mężczyzn temu się przygląda. Kilka innych kobiet z tacami na głowach załadowanymi arbuzami, bułeczkami, kukurydzą stoją przy linii brzegu. Przyjęły dziwną postawę, jakby do biegu, jakby ta linia miała być linią startu. Drewniana łajba ze swymi ospałymi i zobojętniałymi pasażerami zacumowała. I w tej właśnie sekundzie, gdy liny nie były jeszcze dobrze wybrane, kobiety z tacami wyskoczyły z bloków startowych. Wpadły na pokład z taką prędkością i takim hałasem, że większość ludzi, ze mną włącznie, nie wiedziała co się dzieje. Dopadły mnie i Tomasza. Wykrzykiwały nam nad uchem, co mają do zaoferowania i nie chciały odejść. Otoczyło nas 5 kobiet. Wrzeszczących, wpychających w ręce kukurydzę, samosy, orzeszki i inne dziwne rzeczy, których pochodzenia nie znam. Ceny specjalne dla białasów, trzy lub nawet cztery razy wyższe. Ale targować kobiety się nie chciały, były twardymi negocjatorami. Wymiękły dopiero, gdy Tomasz zaczął je przekupywać ciastami wyciągniętymi z plecaka. Gdy tak na górnym pokładzie przekupki próbują wcisnąć kolejne towary, dolny pokład zapełnia się po brzegi bananami, ryżem, kukurydzą. Wychudzeni mężczyźni na swych kościstych barkach wnosili kolejne worki i kolejne kosze, których wielkość i ciężkość zostawiała ślad na ich skórze. Gdy już wszyscy dobili targu, przekupy sprzedały co chciały, pasażerowie napełnili swe żołądki, a towary upchnięto, gdzie tylko się dało, gotowi byliśmy do drogi.

A droga, jakby ciągle ta sama. Słychać jedynie warkot silnika. Dookoła spokój. Tylko brunatna woda rzeki Pięknej Damy otoczona zielenią pól ryżowych, kukurydzianych. Nic się nie dzieje. Patrzę przed siebie jedną godzinę, druga godzinę. Krajobraz praktycznie się nie zmienia. Jakby bez ruchu, a my przecież płyniemy. O! pola kukurydzy… Jedzą bawoły… Chałupy przykryte liśćmi palmy… O! Pies na uwięzi. O! Leniwie leżymy, podobnie jak cała reszta. Ospali i zmęczeni słońcem. Mija kolejna godzina. Następna. I kolejna. Przystanek. Potem znowu nic się nie dzieje. O! Jest, widzę. Droga. Ale to chyba nie na Ostrołękę.

I tak przez ponad 13 godzin. Aż do zachodu, gdy w końcu na horyzoncie pojawiły się szpiczaste stupy, zapowiedź wyczekiwanego Bagan.

2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060321
W przedziale dla turystów.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060028
Krajobraz zza burty.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060036
W drodze po rozładowane z łódki towary.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060328
W oczekiwaniu na łódkę.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060330
Gotowi, do biegu, start!
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_page02
1.Pranie. 2.Załadunek towarów.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060023
Jeszcze kilka bananów.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_page01
Przekupki na pokładzie.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060020
Negocjacje.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060030
W oczekiwaniu na łódkę.
2013 10 06_z2strony_lodka do Bagan_PA060056
Dopływamy do Bagan.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Malgorzata Pokutycka via Facebook pisze:

    bosko, szerokiej kochani 🙂

  2. ja już trzymam i czekam na jakiś wpis rowerowy 🙂

  3. Normalnie jakbym czytala o naszych dwoch niedawnych wycieczkach lodkami: najpierw 3,5 dnia z Porto Velho do Manaus po Rio Madeira, a po tem kolejne 4 dni z Manaus do Belem po Amazonce 🙂 Tyle, ze tam nie bylo takiego glupiego podzialu na turystow i lokalsow. Wszyscy spali razem kolo siebie na hamakach, cialo kolo ciala, a na gornym pokladzie razem wpatrywali sie bezmyslnie w niezmieniajacy sie horyzont. Nawet jeden z albumow na FB nazwalam Rejs i zamiescilam w nim czarnobiale zdjecia bo tak mi sie cala sytuacja z filmem kojarzyla 🙂 A teraz patrze, czytam, a to chyba nie ma znaczenia czy rejs osbywa sie w Polsce, Birmie czy Brazylii: wszedzie wyglada mniej wiecej tak samo (w przypadku Birmy i Brazylii lacznie ze spzredajacymi swa produkty kobiecinami i wychudzonymi tragarazmi :))
    Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »