Szafranowe szaty

Październik 16 | w Birma | przez | 1 Comment

mnisi

Nie było dnia w Birmie, w którym nie widzielibyśmy mnicha. W każdym mieście, w każdej nawet najmniejszej wiosce spotykaliśmy postacie w szafranowych szatach. W sumie nie ma co się dziwić, jest ich w Birmie ok. 500 tysięcy. Wielu z nich zna choćby kilka słów po angielsku i chętnie korzystają z okazji sprawdzenia się w praktyce, często sami zagadują spotkanych na drodze turystów. Jeden z mnichów w Amarapura przyznał nam się, że codziennie chodzi na most U Bein, po to właśnie, żeby poćwiczyć swój angielski i przy okazji opowiedzieć coś turystom o Birmie, o życiu w klasztorze.

Zgodnie z tradycją każdy mężczyzna wierzący w Buddę powinien dwa razy w życiu dołączyć do klasztornej gawiedzi. Jednak zdecydowana większość panów, których tam spotykamy poświęcili całe życie Buddzie.  Na ulicach możemy też często spotkać mniszki, możemy je łatwo rozpoznać po szatach w kolorze różowym. Dziwić może fakt, że w klasztorach możemy spotkać tak wiele dzieciaków. Nie do końca chodzi tu o to, że taki mały krasnal w wieku 10 lat otrzymuje powołanie aby zostać mnichem. Niektórzy odbywają w tym czasie swój kilkutygodniowy nowicjat, ale dla wielu klasztor jest też receptą na biedę. Ubogie rodziny oddają chłopców do klasztoru ponieważ tam mają szansę na edukacje, nie chodzą głodni. Uczą się nauk Buddy, ale także matematyki, historii, angielskiego. Dzieciaki to chyba mój ulubiony element klasztoru, bawią się, łażą po drzewach, grają w tekową piłkę, a jak tylko usłyszą gong nabierają dostojne minki i poważnym krokiem maszerują na modlitwę.

Każdy dzień w życiu klasztornym zaczyna się tak samo. Na początek modlitwy, później procesja po wiosce, zbieranie jałmużny, wspólny posiłek przed południem. Dawanie darów to niezwykle ważny element praktykowania buddyzmu. Jak się zorientujemy w prawach zbierania karmy okazuje się, że mnisi robią wiernym przysługę tym, że przyjmują od nich dary. Często jest też tak, że klasztory dysponują środkami z darowizn wystarczającymi aby wykarmić mnichów, a jednak wychodzą codziennie rano z misami właśnie po to żeby najbiedniejsi wierni mogli podarować im choćby garść ryżu. Najbogatsi fundują całe świątynie, klejnoty zdobiące koronę hti  na szczycie pagody, a ci najbiedniejsi dają właśnie tą miskę ryżu, każdy podług swoich możliwości. Przyjmowanie darów jest tak ważnym gestem, że to właśnie jego odmowa jest największa karą jaką może skierować klasztor przeciwko swoim wiernym.  O ile mi wiadomo, ostatni raz misy zostały odwrócone przed wojskową juntą w 2007 roku. Wtedy to mnisi maszerowali ulicami największych miast kraju z uniesionymi w górę, odwróconymi misami na znak protestu przeciwko pobiciach mnichów i rządach reżimu skierowanych przeciwko obywatelom.

Zgodnie z naukami Buddy mnich może posiadać tylko kilka rzeczy: maszynkę do golenia, misę, kubek, szaty i parasol, chroniący go przed słońcem lub ulewą  w porze deszczowej. Z tego co możemy zobaczyć na ulicach, nie są to zasady restrykcyjnie stosowane. Mnich z telefonem komórkowym to normalka, czasem chłopaki w szafranowych szatach śmigają po mieście na skuterku, mówi się też o mnichach posiadających drogie samochody, mieszkania, ale muszę przyznać, że ja takich szaleństw nie zaobserwowałem.

2013 10 05_z2strony_Mandalay_PA050176
Amarapura
2013 10 05_z2strony_Mandalay_DSC_1157
Amarapura
2013 10 05_z2strony_Mandalay_DSC_1152
Amarapura
2013 10 05_z2strony_Mandalay_DSC_1131
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_P9270133
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_P9270129
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_P9270119
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_P9270118
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_P9270111
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_DSC_0895
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_DSC_0894
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_DSC_0893
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_DSC_0891
Amarapura
2013 09 27_z2strony_Amarapura_DSC_0883
Amarapura
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_1039
Htan Sant
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_0958
Hsipaw

Z drugiej strony

W czasie gdy my byliśmy w Birmie, gazety rozpisywały się nad inną, ciemną stroną buddyzmu, ekstremistycznymi  poczynaniami niektórych ich członków. Bardzo wpływowy mnich Sayadaw Wirathu, inicjator powstania rasistowskiego ruchu 969, zdobywa w Birmie coraz więcej zwolenników. Na jego, pełnych nienawiści przemówieniach wiwatują tłumy wiernych. W stanie Rakhine, na granicy z Bangladeszem mnisi, stanęli na czele czystek etnicznych, w których w 2012 roku zginęło kilkuset muzułmanów, a 140 tysięcy musiało opuścić swoje domy. Obojętność policji podczas zamieszek i pobłażliwe komentarze gen. Thein Sein na temat Wirathu pozwalają sądzić, że działania buddyjskich  mnichów są rządowi na rękę.  Kolega ,z którym spędziliśmy kilka dni w Pathein, otwarcie mówi o dziwnej nagonce na muzułmanów w mediach zależnych od rządu. Widać, generałowie świetnie znają starą zasadę „Dziel i rządź”.

 

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »