Nay Pyi Taw – Królewskie Miasto Słońca

Październik 9 | w Birma | przez | Nie ma komentarzy

Nay Pyi Taw

Nie lubią tu gości

Nay Pyi Taw zdaje się nie lubić gości. Cholernie drogie hotele upchane w hotel zone, brak knajpek, sklepików, olbrzymie parki w nieludzkiej skali, do których wejście jest płatne, pozamykane strefy miasta, do których potrzebne są specjalne przepustki. Nie chcieliśmy wydawać absurdalnej kasy na hotel, przespaliśmy się na przystanku autobusowym, o dziwo nikt nas nie przegonił, potem łaziliśmy po tych pustych ulicach. Swoją drogą zwiedzanie tego miasta piechotą to jest masakra, dziesiątki kilometrów dzielące główne atrakcje, zero cienia, na pustych betonowych chodnikach czuliśmy się jak warzywka na patelni.

Miasto bez miasta

Sześć pasów w jednym kierunku, pas zieleni z idealnie przyciętą trawką, kwiatami, egzotycznymi drzewami, latarniami, potem sześć pasów w drugim kierunku, to główna droga w stolicy Birmy. Ciągle ktoś pracuje przy utrzymaniu tych pasów  zieleni w nienagannym stanie. Dziesiątki, setki ludzi przycina, pieli, zamiata, zbiera suche liście. Przy tej miejskiej arterii nie ma miasta, jest wieś, bawoły, zaprzęgnięte w drewniane pługi orzą pola ryżowe, kilka kobiet przecięło drogę z wielkimi pękami suszonej trzciny na głowach. Czasem drogą przejeżdża  wypasione auto 4×4 z przyciemnianymi szybami, rodem z amerykańskiego filmu akcji, to pewnie jakiś mundurowy. Yaza Htani Road łączy strefę ministerstw, do której zwykły obywatel nie ma wstępu, z olbrzymią pagodą, zbudowaną na wzór tej ze starej stolicy.

Pusta pagoda

Uppatasanti Pagoda jest tylko o stopę niższa od Shwedagon w Yangon. Otoczona polami golfowymi, jak wszystko w tym mieście, zbudowana w pośpiechu, wygląda jak tania chińska zabawka, która psuje się zanim ją zdążyłeś rozpakować. Coś tam pęka, gdzieś odpadła farba. Wielka świątynia bez wiernych, wewnątrz nie ma prawie żywej duszy i tylko ten surrealistyczny śpiew ptaków, które schroniły się wewnątrz przed palącym słońcem. Dziwny twór, jak całe to miasto. A u stup pagody wystawiane są na pokaz białe słonie, symbol  pomyślności władcy, symbol uczepiony na metrowym łańcuchu, za kratami.

Urzędnicy pod biurkami

Nie do końca wiadomo dlaczego to miasto powstało. Chodzą pogłoski, że prawdopodobnie to wróżbita generałowi doradził przeniesienie stolicy, a może Than Shwe chciał się po prostu wpisać w tradycję królów Birmy, którzy budowali przed wiekami coraz to nowe stolice.  Nie wiemy do końca dlaczego, ale możemy oszacować ile ten pomysł kosztował. Ponad 4 biliony dolarów. To kosmiczna suma dla jednego z najuboższych krajów świata. Za tę kasę można by żywić  milion głodnych dzieciaków przez 10 lat. W 2006 roku urzędnicy dowiedzieli się z dnia na dzień, że mają się przenieść do nowego miasta. Na początek bez rodzin, bo w mieście nie było jeszcze szkół, szpitali, nie było  mieszkań. Pracownicy administracyjni musieli spać pod swoimi biurkami. Od tego czasu minęło 7 lat, w Nay Pyi Taw zmieniło się sporo. Urzędnicy mają  już mieszkania, mogli sprowadzić swoje rodziny, są szkoły, szpitale, centrum handlowe, dworzec autobusowy, kino, ale musi się jeszcze dużo zmienić zanim w tym mieście będzie się dało normalnie żyć.

Droga do demokracji

Z sytuacją całej Birmy jest trochę jak z tą stolicą, zmieniło się dużo, zmieniło się na lepsze, ale do normalności jest jeszcze daleko. Teoretycznie obywatelom tego kraju powinno się żyć całkiem nieźle. Bogate w zasoby, z masą atrakcyjnych turystycznie regionów, państwo z dostępem do morza, mające po sąsiedzku nieograniczony rynek zbytu jakim są Chiny mogłoby teoretycznie wieść prym w regionie. Teoretycznie, ponieważ tymi wszystkimi zasobami należałoby dobrze zarządzać. Birma nie ma jednak szczęścia do rozsądnych władców. Despotyczni władcy, Brytyjczycy, którzy ograbili kraj, pół wieku rządów wojskowej junty. Dopiero w 2011 roku zakończyły się rządy generała Than Shwe, który przez dwadzieścia lat trzymał kraj w ryzach dyktatury wojskowej. Władza pozostała jednak w rękach wojskowych, obecnym prezydentem jest generał  Thein Sein. Po nie do końca wolnych wyborach uzupełniających powstał rząd, w którym jednak znaleźli się także wcześniej więzieni opozycjoniści. Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, liderka opozycji, Aung San Suu Kyi, została wypuszczona na wolność po 15 latach aresztu domowego. Jej portret  możemy znaleźć w każdym sklepiku, knajpce, zakładzie fryzjerskim. Ludzie ją uwielbiają i nie mogą doczekać się wyborów w 2015 roku,  po których prawdopodobnie jej  partii przypadnie zadanie rządzenia krajem. Każdy z kim rozmawiałem był pewny, że to ona zostanie prezydentem. Naprawdę chciałbym żeby to marzenie się spełniło, żeby Aung San Suu Kyi, kobieta która tak wiele poświęciła, mogła poprowadzić kraj. Będzie to jednak trudne  biorąc pod uwagę fakt, że wprowadzona przez generałów konstytucja zabrania sprawowania jej tego urzędu, ponieważ jej mąż miał  brytyjskie obywatelstwo. We wspomnianej konstytucji jest także zapis, że nowy prezydent ma mieć także poprawne „military backgroud”, co tak naprawdę może być dowolnie interpretowane. Ustawa zasadnicza mówi także, że 25% miejsc w parlamencie i tak należy się wojskowym, a bez tych głosów zmiany w konstytucji nigdy nie będą możliwe. Mało demokratycznie wygląda ta birmańska droga do demokracji, ale z drugiej strony zmienia się tu dużo i nie wyobrażam sobie siły, która by była w stanie tą zmianę zatrzymać. Mam szczerą nadzieję, że gdy przyjedziemy do Birmy za 10-20 lat Nay Pyi Taw nie będzie już tym samym, najbardziej absurdalnym miastem jakie mieliśmy okazje oglądać, a Birma będzie krajem, w którym ludziom będzie się żyło zdecydowanie łatwiej.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »