Koleją wspomnień

Październik 4 | w Birma | przez | 2 Comments

Birma kolej

Ten specyficzny zapach ropy. Jak ja dobrze go pamiętam. I smak miętusów, ostrych i odświeżających. Te podróże w harcerskim zastępie na Mazury i w Bieszczady. W birmańskim pociągu jest jak za starych, dobrych, młodzieńczych czasów. Śmierdzi podobnie, siedzenia twarde tak samo i prędkość pociągu tak samo zawrotna, ale zdecydowanie bardziej buja niż u nas.

Podróż Upper Class birmańską koleją jest nudna. Za miękko i za pusto. Nawet siedzenia się rozkładają, co prawda nie nasze, ale sąsiadowi z przeciwka się udało. Ogólny syf ma tu bilety zarówno na pierwszą jak i na drugą klasę. W pierwszej siedzimy my – turyści, konduktor, żołnierz w mundurze i kilku Birmańczyków w przeciwsłonecznych okularach. W klasie zwanej Ordinary chłopaki z gitarą rozkręcają imprezę. Rozłożeni na workach z ryżem lub na drewnianych ławach, jedni pasażerowie próbują spać, a inni podśpiewują razem z grajkiem. W ogólnym tłumie ludzi i masy toreb, siatek, worków, plecionych koszy, są też tam dzieci. Spokojne, grzeczne. Ani tłum, ani hałas im nie przeszkadza. Jakby ich tam nie było, nie zwracają na siebie uwagi.

To co łączy obie klasy, poza syfem oczywiście, to rytmiczne szarpanie wagonów, raz w lewo raz w prawo. Gdy tylko pociąg przyśpiesza, wagony szaleją. Jakbym znowu była na łajbie, jakby znowu był sztorm, a łódka jak ta bańka, wstańka gibała się na wszystkie strony. Tylko o ile na łajbie wiesz, że to tak działa, w pociągu zaczynasz się zastanawiać, o co chodzi i czy dotrwasz do następnej stacji.

Ropa. Ten zapach unoszący się w powietrzu. Nie mogę powiedzieć, że go nie lubię. Córce kolejarza nie wypada. Może dlatego tak lubię pociągi. Wspomnienia lat dziecięcych jak tata zabierał mnie na lokomotywę, a ja przed każdym przejazdem głośno trąbiłam, by wszystkich ostrzec, że jedzie ciężka, groźna lokomotywa. Ile mogłam mieć lat? 7 może 8. Wszystko wydawało mi się takie nieludzko duże w tej lokomotywie. Kierownica, zegary, dźwignia, przyciski w różnych kolorach.

I tak sobie spoglądałam w zieloną dal, podziwiając soczystą zieleń pól ryżowych, gdy nagle kącikiem oka dostrzegłam coś na moim prawym ramieniu. Byłam pewna, że to jakiś liść spadł z drzewa i wpadł przez okno. Odwracam głowę i w jednej sekundzie zrywam się na równe nogi. Tomasz zaspanym wzrokiem patrzy na mnie jak na nienormalną i widzę, że chce zapytać, „Co się tak znowu trzęsiesz?”. A jak ja się mam nie trzęść skoro łazi po mnie mysz! Malutka i niegroźna, szara, włochata, z ogonkiem. A i tak mnie wystraszyła. Chociaż pewnie ja ją bardziej. Potem jeszcze przez chwilę gapiłyśmy się na siebie, tyle że ja nad a ona pod siedzeniem.

Pociąg z Hsipaw do Pyin Oo Lwin ma do pokonania dystans 120km. Po jedynych 7 godzinach byliśmy już na miejscu. Wspominałam o zawrotnej prędkości birmańskiej kolei? Średnia wychodzi jakieś  17km na godzinie?

Dnia następnego znowu wsiadamy do pociągu. Tym razem jedyne 60km, prognoza jest taka, że w ciągu 5 godzin powinniśmy być już w Mandalay. Ale, że wczoraj w Upper Class nam się nudziło, teraz jedziemy Ordinary.

Naprzeciwko siedzi młoda dziewczyna. Na oko jakieś 120 kilo żywej wagi. Wtulony w nią jej narzeczony, może mąż, chłopaczek wagi lekkiej, jakieś 55 kilo. W przejściu chodzić się nie da, bo zawalone zostało workami i torbami. W powietrzu unosi się dym papierosów, ktoś do woreczka spluwa czerwoną ciecz przeżutego betelu wymieszanego ze śliną. Przy oknie siedzieć się nie da, bo co raz atakują krzaki i co raz można dostać z liścia.

Miętusy. Ten ostry i odświeżający smak. Gdy tata wracał z pracy zrzucał swoją torbę w tak zwanym przedsionku osłoniętym kolorową zasłonką. Między butami, kurtkami, odkurzaczem i innymi rzeczami, które nie mogły znaleźć sobie miejsca w domu była taty kolejowa torba. Miała zawsze ten sam specyficzny zapach starych, Polskich Kolei Państwowych. Zapach ropy. Do taty kolejowej torby zaglądałam zawsze, gdy już w barku meblościanki skończyły się irysy i kukułki. W kolejowej torbie zawsze były miętowe cukierki. Podbierałam jednego lub dwa, tak żeby tata się nie zorientował.

Nagle po wagonie rozchodzi się soczysty bek. Długi i głośny. wydawać by się mogło, że autorem tego naturalnego w Birmie odruchu mógł być wielki koleś, z wielkim, obżartym brzuchem, który dopiero co wtrząchną z kilo kiełbasy. Ale nie. Zza siedzenia obok wychyla się kobieta. Babcia. Chudziutka, drobniutka. Powtarza naturalny odruch, po czym odpala zielonego, grubego cheroota i zaciąga się gęstym dymem. Dzieci już śpią. Na zewnątrz ciemno, a w wagonie komary atakują ledwo dyszące świetlówki. Z prędkością 5km/h zbliżamy się do celu. W Mandalay pożegnam się z birmańską koleją, która pachnie ropą i ma smak miętusa.

Birma kolej
Konduktor wyglądający przez wiecznie otwarte drzwi wagonu.

Birma kolej
Mijamy pociąg jadący z Mandalay.

Birma kolej
Mijamy pociąg jadący z Mandalay.

2013 10 04_z2strony_Birma-kolej_page01
Upper i Ordinary Class.

Birma kolej
Birmańczyk w longyi i cheroot’em w zębach z sąsiedniego wagonu.

Birma kolej
Kobieta sprzedająca wodę na stacji.

2013 10 04_z2strony_Birma-kolej_page02
Obiad kupiony na stacji, jak zwykle w foliowych woreczkach.

Birma kolej
Ordinary Class.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Gosia pisze:

    Przegrzebuję archiwa. Świetne zdjęcia i świetne teksty! Pozdrowienia.

  2. Beatrice pisze:

    Widzę, że obowałaś z tą samą niewinną i towarzyską myszką, która tak buńczucznie tańcowała wokół moich nagich stóp, które umiejscowiłam na przeciwległym siedzeniu. Tęskno mi do tych birmińskich beskresów i harmonii przesycającej powietrze. Do zobaczenia miejmy nadzieję w Nepalu. Podrawiam szaleni podróżnicy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »