Spotkanie w Bagan

Październik 8 | w Birma | przez | 4 Comments

Bagan

Ponad 2200 świątyń, pomiędzy którymi rolnicy uprawiają pola, bawoły pasą się na łąkach, a turyści błądzą od jednej do drugiej szukając wrażeń. Wdrapują się na szczyty stup by zobaczyć tysiące szpiczastych wieżyczek z góry. O zachodzie wszystko wygląda jeszcze piękniej. Pomarańczowa poświata chowającego się słońca zalewa cały Bagan, tworząc klimat mistyczny, magiczny. Spośród tych tysięcy świątyń, mniejszych i większych, jest jedna, którą turyści upodobali sobie na punkt widokowy,  stupa Shwesandaw. Bez względu na godzinę zawsze jest tu tłoczno, ale też dla każdego znajdzie się tu miejsce. Przy takiej kumulacji turystów muszą być też sprzedawcy. Ci tutejsi maja po naście lat. Najczęściej to kobiety, a raczej dziewczynki. Osaczają Cię, niemalże dopadają, żeby sprzedać chociaż widokówkę za dolara. Robią to z wielkim, przeogromnym uśmiechem, który zwala z nóg. Ale nie tak jak słowa, które nagle słyszysz z ust jednej z nich „Taniej niż w Biedronce”. Wytrzeszczyliśmy oczy, a potem zaczęliśmy się śmiać. Mało tego, nawet kupiliśmy widokówki.

Ale Bagan, przy całym swym pięknie i niepowtarzalnej urodzie, zapamiętam z troszeczkę innego powodu niż tylko kolejne niezwykłe miejsce na ziemi.

Zobaczyliśmy go z wielkim plecakiem na plecach i troszeczkę mniejszym na piersi,  które w palącym słońcu wydawały się mordować jeszcze bardziej. My ze świątyni wychodziliśmy, a on wchodził. Pomyślałam sobie, ale fajne, pewnie będzie spał, w którejś ze stup. Szybkie „Hello”, minęliśmy się i już każdy miał iść w swoją stronę, gdy nagle on zapytał: „Sorry Guys. W jakim śpicie hotelu?” Opowiedzieliśmy krótko o naszej taniej miejscówce, ale po co mu hotel, pomyślałam, przecież może spać tutaj, w cudnym miejscu, którego nie zastąpi mu żaden hotel. Sami chcieliśmy tak zrobić, ale niestety Tomasz zgubił namiot na trasie Warszawa – Bangkok. (Kilka dni później okaże się, że również Kindla zgubi, na trasie Yangon – Bangkok. Bez komentarza, bo po dziś dzień się we mnie gotuje, jak sobie przypomnę.) Od słowa do słowa, w końcu z jego strony pada pytanie „Skąd jesteście?”. Z Polski, odpowiadamy. I już po polsku mówi do nas “ Coś mi się nie zgadzało, jak zapytaliście czy mam zamiar tu spać”. Kto inny jak nie Polak wpadłby na ten genialny pomysł. A potem jeszcze okazało się, że w Gdańsku mieszka. No, nie poważnie? Tyle wspólnych tematów, jeden kraj, jedno miasto, ta sama pasja.

Mogłabym wymienić mnóstwo pięknych miejsc, które widziałam. Unoszące się chmury nad szczytem Huayna Potosi, pękające z hukiem lodowce Patagonii, turkusowe odcienie oceanu. Ale to, co mnie najbardziej inspiruje, motywuje i daje siłę, to są ludzie. W dżungli amazońskiej przyglądałam się plemieniu Huaoranis, poznałam mieszkańców wioski Nawi z Fidżi, którzy żyją zupełnie inaczej niż ja żyłam do tej pory. W pierwszej chwili zastanawiam się jak oni dają radę bez prądu, bez bieżącej wody. Ale potem widzę, że oni są szczęśliwy. Tak szczerze szczęśliwy. I zaczynam myśleć, analizować. Odpowiedzi na pytania, które kiedyś wydawały ci się oczywiste, przestają być jednoznaczne. Odkrywam drugie dno, czasami trzecie i czwarte. Inność kultury, w której żyją ci ludzie, zapachy, kolory, czynią ich dla mnie egzotycznymi, fascynującymi i może przez to wydają mi się lepsi ode mnie, od nas. „Mój świat”, w którym dorastałam, który mnie ukształtował, który był mniej lub bardziej wygodny, na czas podróżowania, zostawiłam trochę jakby za sobą. Nie chcę o nim zapomnieć, ale odsuwam go jak najdalej, by móc skupić się na tym „innym świecie”, do którego właśnie trafiłam. I w tym „innym świecie” nagle spotykam Przemka, który jedzie Autostopem przez życie. Młodego chłopaczka który nie jest dla mnie egzotyczny, a jednak potrafi zainspirować i zafascynować. 23-letniego autostopowicza, który utwierdza, czasami przywraca wiarę w ludzi z „mojego świata”. Ta jego urzekająca, młodzieńcza i nieprzygaszona rzeczywistością wiara, że świat można naprawić, cudowna, bezwzględnie boska. Energia, którą zaraża. Ale chyba przede wszystkim ta jego bezinteresowność i dobroć, które zrobiły na mnie większe wrażenie niż tych 2200 świątyń. No i ta broda.

2013 10 08_z2strony_Bagan_page01
Korytarze Sulamani Temple i leżący Budda obok stupy Shwesandaw.
2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070010
Bawoły w Bagan.
2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070017
Posąg Buddy w Sulamani Temple.
2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070025
That Byin Nyu Temple.
2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070047
Widok ze stupy Shwesandaw.
2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070051
Widok ze stupy Shwesandaw.

2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070063
Bagan nocą.
2013 10 08_z2strony_Bagan_PA070064
Pioruny nad Bagan.
2013 10 08_z2strony_Bagan_20131007_191827
Na piwku z Przemkiem.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Bagan chyba sprzyja poznawaniu fascynujących ludzi. Nasze krótkie spotkanie z młodym Japończykiem podróżującym dookoła swiata zaowocowało jezeli nie przyjaźnią to na pewno dobra znajomością:-) i już mogliśmy go gościć u siebie w jego długiej drodze… Nice

  2. Ja już nie mogę sie doczekać kiedy i my będziemy w pl gościć ludzi, których spotkaliśmy, którzy nam pomogli, czy po prostu tych którzy będą chcieli nas poznać.

  3. Bilans Marcina: zgubiona płachta przeciwdeszczowa, latarka, maszynka do gotowania (użyta tylko raz!), ręczniki szybkoschnące, nawet paszport zostawiony w check-in (na szczęście odzyskany). Jakby zgubił Kindla to bym zabiła (prezent ode mnie). Ale rozumiem Twoją frustrację Magda. Ach Ci mężczyźni!

  4. Juz pisalam to u Przemka na blogu, ale napisze i uwas: przypadkiem sie zdarzylo, ze czasem majac chwile wolnege w podrozy zagladam zarowno na wasz jak i na Przemka blog. Tak wiec gdy przeczytalam i niego, ze sie z wami spotkal to tak jakos mi sie milo zrobilo 🙂 Sami mamy od czasu do czasu przyjemnosc spotykac na naszej drodze blogujacych podroznikow i strasznie fajnie sie potem te ich relacje czyta. Kiedy z jakis tam odleglych blogerow staja sie oni namacalnymi ludzmi, z ktorymi mozna wypic piwo i pogadac do pozna w nocy. Waszego bloga sledze juz od dosyc dawna (gdzies od Ameryki Centralnej) i pamietam jak czytalam Wasze posty o Ameryce Poludniowej tylko marzac, ze kiedys tu orzyjade. Teraz sama sie wlocze z mezem po tym kontynencie i tylko od czasu do czasu wracam do Waszych starszych postow, aby sobie zobaczyc jak roznie (podobnie) mozna postrzegac te same miejsca.
    Pozdrawiam goraco i mam nadzieje, ze so Azji tez kiedys za Wami dotre 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »