Z dziennika Magdy – Boten, czy to już Chiny?

Grudzień 17 | w Chiny, Laos | przez | 3 Comments

2013 12 17_z2strony_Boten_PC170056

Boten. Jakiś absurd. Pośrodku górskiej drogi, gdzie nie ma nic, nagle wyrastają przed nami olbrzymie budynki. Majtkowy róż i wściekły pomarańcz rządzą. Podjeżdżamy bliżej i widzimy, że część tych budynków jest opuszczona, w niektórych powybijane szyby, ze ściany odłazi reklama, chyba piwa. Po prawej stoiska handlowe, ale w większości pozamykane. Po lewej jakby bloki mieszkalne, tylko, że na ulicach żywego ducha nie widać. Im dalej, tym dziwniej. Nie ma już laotańskich napisów, są już tylko chińskie krzaczki. Ale zaraz, zaraz przecież do granicy jeszcze kilometr, tak przynajmniej informuje znak.

Czy któryś z tych dziwnych budynków to hotel? Jeździmy pomiędzy nimi ciągle zastanawiając się gdzie my w ogóle jesteśmy. Na ulicach dalej nikogo nie widać. Ale widzimy hotel. Wchodzimy, a pan mówi, że nie, że to nie hotel. Ale zaraz, przecież jak wół napisane jest nad wejściem „HOTEL”. Odsyła nas do majtkowego różu. Naliczyliśmy 200 okien. Co znaczy, że w tym hotelu jest 200 pokoi. Kto buduje hotel na 200 pokoi w mieście widmo? Dostajemy kartę i wchodzimy do naszego pokoju. Odrzuca mnie po trzech krokach. Standard wysoki, ale smród fajek obrzydliwy.

Zrzucamy sakwy i ciągle podekscytowani absurdem Boten idziemy je zwiedzać. Udaje nam się nawet znaleźć restaurację i nawet zapłacić kipami, chociaż początkowo życzą sobie juany. Nie odkrywając nic nowego wracamy do hotelu.

Siedzę w łóżku pod kołderką i słyszę tylko z korytarza smarki, charchi i spluwanie. Ktoś chodzi i puka do drzwi, co ja mówię puka, wali jak nienormalny po pokojach. I ciągle ktoś się drze. Nie mogę wytrzymać, muszę zobaczyć co tam się dzieje. Na korytarzu nikogo, podążam więc za okrzykami. Natrafiam na otwarte drzwi, zaglądam, a tam chmura gęstego dymu i smród fajek. Dwóch Chińczyków siedzi na łóżku i prowadzi konwersację. Brzmią co najmniej jakby za chwilę mieli kogoś zabić, ale oni po prostu sobie siedzą i rozmawiają.

Za kilometr Chiny, już nie mogę się doczekać…

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Agata Izdebska via Facebook pisze:

    dooobre!!! 🙂

  2. Zrobcie wpis o chinskich wizach, prosimy 😉

  3. Smarki, charki, siorbanie i pierdki. Welcome to China

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »