Chińska kobieta żadnej pracy się nie boi

Styczeń 24 | w Chiny | przez | 1 Comment

2014 01 08_z2strony_Yuanyang_P1070066_2

Przygarbiona. Nie przygarbiona – złamana w pół. Przygnieciona kilogramami poplątanych patyków. Z tyłu widać jedynie jej łydki. Gdy ją mijam dostrzegam również jej twarz. Pomarszczona, zmęczona, stara. Idzie wolnym, równym krokiem. Ona mnie nie widzi. Nie jest w stanie podnieść głowy, na czole której przewiązany ma pas. Ten pas wspiera konstrukcję chrustu, który zalega na jej plecach. Nie wiem ile już przeszła kilometrów, ale wiem, że długa przed nią jeszcze droga, bo do pierwszych domostw kilka pod górę kilometrów.

Siedzi na niewielkim stołku. Obiera ziemniaki. Przez ramie zwisa malec przykuty do jej pleców. Ta sama kobieta potem smaży te ziemniak, podaje klientom w restauracji, a malec obserwuje świat zza jej pleców.

Nie buntują się gdy podchodzimy z aparatami. Obserwują nas. Gdy pokazujemy im ich zdjęcie na małym ekranie zaczynają się śmiać. Jedna po drugiej spoglądają na wyświetlacz. Ale tylko na chwilkę, bo kosz z kamieniami czeka. Tych kobiet jest 9. Te z pustymi koszami czekają w kolejce na załadunek, te obładowane idą lekko pochylone w kierunku lejącego się betonu, by jak najszybciej zrzucić balast.

To co chińska kobieta potrafi przenieść na plecach przechodzi ludzkie pojęcie, a już na pewno moje. Miewam chwile, że podjeżdżając pod górkę myślę sobie jaka jestem biedna, że tak musze się męczyć. Ale potem widzę babcię, która dźwiga ten przerażająco wielki chrust. I nie robi tego tylko dzisiaj, ona dźwiga ten chrust przez całe swoje życie. By poczuć jej ból i ciężar musiałabym chyba z rowerem wędrować na plecach, a sakwy trzymać w zębach.

A gdy docieramy do wioski, serce kraje się po raz kolejny. Te wszystkie staruszki o laskach, permanentnie złamane w pół. Już nigdy nie będą mogły się wyprostować. Lekko przychylają głowę w bok i uśmiechają się do nas.

Panowie też pracują. Tylko oni tak nie dźwigają. Oni raczej bawoły przeganiają i kozy pasą. Nie zauważyłam by się za mocno przeciążali.

Stoję w recepcji hotelu zmęczona po 8 godzinach jazdy, obładowana sakwami, namiotem i butlą do kuchenki. Kobieta z recepcji biegnie w moim kierunku. Już nastawiam się by oddać jej chociaż butle i namiot, gdy ona mija mnie, podchodzi do Tomasza i wyrywa mu sakwy. W pierwszym hotelu nie zwróciłam na to uwagi, dopiero po pewnym czasie zorientowałam się, że to nie przypadek. A zadowolony przebiegiem sytuacji Tomasz co na to: W Chinach jesteśmy, to dźwigaj, kobieto!

2014 01 08_z2strony_Yuanyang_page05
Na plecach, na głowie, chińska kobieta dźwiga całe życie.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. w Nepalu to samo zauważyłam, panowie popijają raksi, a panie… http://goo.gl/Ea9Ftm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »