To co zostało z Shangri-La

Styczeń 31 | w Chiny | przez | 1 Comment

2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310199

Z nazwami miejscowości w Chinach nie jest łatwo.  Już pomijając to drobne nieudogodnienie, że są  one pisane chińskimi krzaczkami, okazuje się, że jedna miejscowość może mieć trzy nazwy, a innym razem trzy miejscowości oddalone od siebie o zaledwie kilka kilometrów mogą mieć tę samą nazwę. I tak na przykład żeby zobaczyć tarasy ryżowe trzeba wziąć autobus do Yuanyang tzn. Xinjie nie mylić z Nansha, które jest po drodze z Jianshui i jest nowym Yuanyang, ale od tarasów dzieli je jeszcze 30km pedałowania pod górkę. Ale gdybyście chcieli znaleźć to miejsce w Googlach to będzie  nazwane Xinjiezhen, a gdy zbliżycie bardziej to zobaczycie trzy nazwy: wspomniany Xinjiezhen, Xinjiecun i Ahuazhai, a gdy podkręcicie zoom jeszcze bardziej pojawi się nazwa Leidashu, i o to miejsce wam chodzi. Takich przykładów jest w Chinach cała masa.

Teraz jesteśmy na przykład w Deqen, Dukezong , Zhongdian, Gyeltang, Gyalthang lub Shangri-La jak kto woli. Ta ostatnia nazwa jest całkiem świeża i chyba najbardziej obecnie popularna. Siedem  lat temu  lokalni oficjele pozazdrościli Lijiang i Dali tłumów turystów i wymyślili sposób na ich ściągnięcie w te okolice. Powołując się na opinie „ekspertów” ogłosili, że to właśnie tu znajduje się magiczna  wioska Shangri-La, do której trafili bohaterowie powieści James’a Hilton’a  „Zagubiony horyzont” zekranizowanej pod tym samym tytułem w 1937 roku. Wygląda na to, że pomysł wypalił, bo teraz Shangri-La jest już na każdej mapie atrakcji turystycznych Yunnanu.

I my poddaliśmy się tej sprytnej promocji i pojechaliśmy zobaczyć miasteczko, gdzie można poczuć pierwsze powiewy Tybetu. I faktycznie wiało. Wiatr tak hulał, że wywiał wszystkich i wszystko z okolicy. Bezpłciowe, bezludne  ulice za żadne skarby nie pasowało nam do magicznej nazwy Shangri-La. Pierwszego wieczoru, doszliśmy do wniosku, że to z powodu Chińskiego Nowego Roku. Ludziska pochowali się w swoich domkach wychylając kolejne kieliszki ryżowej wódeczki w familijnym klimacie. Ale szybko się okazało, że jest jeszcze coś co wywiało życie z miejscowych restauracji, ulic, hoteli. Trzy tygodnie temu o 1:30 nad ranem wybuchł pożar, który w ciągu dziesięciu godzin zmienił w popiół prawie całą starówkę. Ten sam wiatr, który nam utrudniał pedałowanie, kilka tygodni wcześniej przerzucał ogień z jednego na drugi drewniany domek.  Zostało tylko pogorzelisko i złoty młynek na wzgórzu. Nie młynek, gigantyczny młyn, 15m wysokości i 7,5m średnicy. I tak sobie teraz błyszczy, taki ozłocony, wśród tych szarych zgliszczy.

2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310208
To co zostało po starówce w Shangri-La
2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310216
Brama do świątyni w Guishan Park.
2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310224
Flagi modlitewne
2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310228
Flagi modlitewne
2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310257
Młyn Modlitewny Szczęśliwego Zwycięstwa.
2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310194
Uratowana część starówki.
2014 02 01_z2strony_Shangri La_P1310195
Młynki modlitewne

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Że Chiny dobre to wiadomo, ale tego Nepalu to już zazdroszczę! Jakie plany trekingowe? pzdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »