Gdzie ta czerwona ziemia?

Styczeń 16 | w Chiny | przez | 1 Comment

2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1170087-2

Wiza powoli się kończy, więc ją przedłużyć trzeba. Panowie oficerowie dokumenty przyjęli i dopiero za 10 dni kazali po paszporty wrócić. Hostele w Kunmingu są niezrozumiale drogie, zresztą co robić tyle czasu w jednym miejscu. Tomasz wymyślił więc byśmy zrobili małe kółeczko, 400km, gdzie po drodze miała być czerwona ziemia i bajeczne tarasy oraz skalny las.

W dniu wyjazdu zaczął padać śnieg. To trzeba mieć niezwykłe szczęście, żeby w Kunming, w którym pada podobno raz na osiem lat, trafić na śnieg. Tylko, że rower i śnieg, to jednak słabe zestawienie. Popołudniu przestało, więc ruszyliśmy. Nawet słonko wyszło. To była radość. Natomiast brak asfaltu, kałuże i błoto po kolana, to już mały uśmiech na twarzy. Ale dzielnie żeśmy pedałowali tych 150km do pierwszej atrakcji, czyli czerwonej ziemi, gdzie podobno są magiczne tarasy. Trzeciego dnia z rana miała nam się ta piękność ukazać. Jedziemy za jedną górkę. Nic nie ma, a ziemia jakaś taka mocno brunatna. To może za tą druga górką. Tam też nie. To może trzeba na górkę wjechać. Ze szczytu ziemia nie zrobiła się czerwieńsza, a tarasów jak nie było tak nie ma. Nawet przez okulary z filtrem, ta ziemia jakoś mało czerwienią zalatywała. W takich chwilach, to tylko wujek Google może nam pomóc. Tomasz siedzi z telefonem i coś sprawdza. 5 minut, 10 minut, 15 minut. To nie wróżyło niczego dobrego. Po 20 minut przemówił. Nie uwierzysz. To nie tutaj. Że nie tutaj to ja widzę. Ale gdzie, za 5, 10 kilometrów, pytam. Z Kunmingu to będzie jakieś 160, odpowiada Tomasz. Czyli za 10 kilometrów będziemy na miejscu, tak sobie kombinuję. No nie do końca, informuje mąż. Jak to nie do końca? Bo to jest jakieś 160km od Kunming, ale na północ, a my od trzech dni jedziemy na wschód. I zaczyna się tłumaczenie, że w necie mało było informacji, że nazwę źle podali, że to wszystko przez te internetowe blokady, że net słaby… I sama nie wiem co w takich chwilach robić. Udusić, rozwieść się, czy może mocno przytulić i następnym razem wziąć sprawy w swoje ręce.

W końcu się jednak udało. Trochę rowerami, trochę autobusem. Chociaż kłótnia była. Chociaż z autobusu nas chcieli wywalić, bo nie zrozumieliśmy, że mamy za rowery dopłacić. I chociaż już po tym wszystkim miałam serdecznie dosyć tej całej czerwonej ziemi, gdy dotarliśmy do Dongchuan, szczęka z wrażenia mi do kolan opadła. Zdecydowanie najpiękniejsza trasa rowerowa jakiej mieliśmy okazję do tej pory doświadczyć. Droga równiutka, asfaltowa, ruch minimalny, praktycznie zerowy. Turystów dwóch, ja i Tomasz. Sielskość, wiejskość i przemili ludzie. A krajobraz tak malowniczy i plastyczny, że aż ciężko go opisać. Zresztą zobaczcie sami.

W tak pięknych okolicznościach przyrody, trudno było nie wybaczyć mężowi jego małej pomyłki. 200km pedałowania na wschód, czy na północ, co tam, przecież czas mamy.

2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1150016
Nawet przez okulary z filtrem, ta ziemia jakoś mało czerwienią zalatywała.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1170166
W końcu się jednak udało do czerwonych tarasów dojechać.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1170165
Na drogach prawie żadnych samochodów, tylko miejscowi na swoich wozach.
2014 01 16_z2strony_Czerwona Ziemia_P1160019
A na lunch jajeczko i ziemniaczek z grilla.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1170190
A krajobraz tak malowniczy i plastyczny, że aż ciężko go opisać.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1170194
Zdecydowanie najpiękniejsza trasa rowerowa jakiej mieliśmy okazję do tej pory doświadczyć.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1180264
Na trasie między Huashitou a Dongchuan.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1170186
Rolnik z Huagou.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1180239
Na trasie między Huashitou a Dongchuan.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_P1180247
Na trasie między Huashitou a Dongchuan.
2014 01 16_z2strony_Dongchuan_DSC_3094
Nie tylko krajobraz nas zauroczył.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Dora pisze:

    Ach te widoki zapierają dech i naprawdę trudno uwierzyć w to co się widzi (na zdjęciu też, a co dopiero w rzeczywistości). I to udusić, rozwieść się czy wziąć sprawy w swoje ręce – skąd ja to znam. Mimo że w nieco innych okolicznościach to bardzo prawdziwe i bliskie mi uczucie 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »