Filipińskie służące

Luty 16 | w Chiny, Hongkong | przez | 2 Comments

2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3303-2

Niedzielne popołudnie, centrum Hong Kongu. Siedzą na kartonach. Niektóre zasłaniają się parasolkami, niektóre zbudowały sobie z kartonów ściany. Jakby taki domek, w którym można przyjmować gości, śmiać się, robić sobie paznokcie, plotkować. Tylko, że domki filipińskich służących nie mają dachu, nie mają drzwi, nie mają okien, a kartonowe ściany opadają, gdy zawieje wiatr. A one tak by chciały mieć choć chwilę, choć trochę tej prywatności, tej swojej, własnej przestrzeni. Tylko w centrum Hong Kongu, gdzie łażą turyści, przechodnie, ciężko o taki luksus.

I my łaziliśmy, gapiliśmy się, chociaż trochę się krępowaliśmy, bo niby to ulica, niby te kobiety nie są bezdomne, a na tych kartonach pod schodami metra, w parku, pod ścianami budynków, tak właśnie wyglądają.

Tomasz jak zwykle pstryka foty, ja mam za dużą krępację. Kobiety wydają się nie zwracać na nas uwagi, są rozchichotane, zajęte nakładaniem kolejnego lakieru na paznokcie, czesaniem włosów, nawet ubijaniem masy na tort. I chociaż to chodnik, po którym każdy może poruszać się swobodnie, filipińskie służące go oblepiły jakby miały na niego dziś wyłączność.

Śmieją się, śpiewają, ktoś obchodzi urodziny, komuś włosy trzeba przyciąć. Siedzą w kucki na tych kartonach zastawionych jedzeniem, piciem, łakociami. Imprezka jak się patrzy. Bo niedziela dla tych kobiet jest właśnie po to, by się oderwać od garów, od cudzych dzieciaków, za które muszą nosić plecaki do szkoły, od szefów, z którymi spędzają 24h/d.

Nie zazdroszczę tym kobietom. Przez 6 dni w tygodniu pracują w czyimś domu. Często nie mają własnego pokoju, śpią razem z dzieciakami. Ich jedyny wolny dzień to właśnie niedziela. I te wszystkie filipińskie żeńskie dusze chciałby trochę poplotkować, może się poskarżyć, wymienić doświadczeniami. Ale restauracje takie drogie, zresztą nie wiem, czy znalazłoby się w Hong Kongu wystarczająco dużo by te wszystkie filipińskie służące pomieścić. Do domu koleżanki nie zaproszą, bo przecież nie mają tu swojego domu.

Nadzieja w tych kartonowych domkach, które mają choć przez tych kilka godzin dać im coś na kształt prywatności. Chociaż to i tak nie możliwe, gdy wszyscy inni chodzą, patrzą, bo to przecież naturalne, że przechodnie po chodniku chodzą.

Niedziela to również nadzieja na lepsze jutro. To okazja do znalezienia męża. Tutaj, na tych trawnikach, pod tymi ruchomymi schodami w przejściu, siedzą odstrojone, wymalowane, z ułożonym włosem piękne dziewczyny chętne do pójścia za mąż. Jeden tylko warunek. Pieniądze. Potencjalny narzeczony musi mieć kasę. Albo jasną skórę tak jak np. Tomasz, bo jasna skóra w tych klimatach oznacza przecież zamożność. Och jak one biegały tym wzrokiem za tymi niebieskimi oczami, tym długim nosem i zakolami aż po same uszy. Nawet ja nie byłam dla nich przeszkodą, bo co tam taka blada żona, kiedy one mają tyle wdzięku, kształtów, wesołego śmiechu do zaoferowania.

Fajne są te dziewczyny i mówię to szczerze, z pełną świadomością tego, że bez mrugnięcia okiem zabrałyby mi męża. Niezwykłe zjawisko, te filipińskie, niedzielne spotkania, aczkolwiek cholernie smutne. Chociaż filipińskie służące nie narzekają, bo jak powiedziała nam Anika, jedna ze służących pracujących w HK już 33 lata, płacą tu dobrze i nawet na wakacje raz w roku na Filipiny wyjechać pozwalają. To cholernie boli ta niesprawiedliwość. A to wszystko, tylko dlatego, że urodziły się w biednym kraju, z którego musiały wyemigrować by utrzymać siebie i swoje rodziny.

2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3310
Niektóre zasłaniają się parasolkami, niektóre zbudowały sobie z kartonów ściany.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3312
Domki filipińskich służących nie mają dachu, nie mają drzwi, nie mają okien.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3314
Niby te kobiety nie są bezdomne, a na tych kartonach pod schodami metra, w parku, pod ścianami budynków, tak właśnie wyglądają.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3282
I chociaż to chodnik, po którym każdy może poruszać się swobodnie, filipińskie służące go oblepiły jakby miały na niego dziś wyłączność.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3301
One tak by chciały mieć choć chwilę, choć trochę tej prywatności, tej swojej, własnej przestrzeni.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3287
Śmieją się, śpiewają, ktoś obchodzi urodziny, komuś włosy trzeba przyciąć.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3284
A one tak by chciały mieć choć chwilę, choć trochę tej prywatności, tej swojej, własnej przestrzeni. Tylko w centrum Hong Kongu, gdzie łażą turyści, przechodnie, ciężko o taki luksus.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3270
Jakby taki domek, w którym można przyjmować gości, śmiać się, robić sobie paznokcie, plotkować.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3308
Fajne są te dziewczyny i mówię to szczerze, z pełną świadomością tego, że bez mrugnięcia okiem zabrałyby mi męża.
2014 02 19_z2strony_Hongkong_DSC_3275
A to wszystko, tylko dlatego, że urodziły się w biednym kraju, z którego musiały wyemigrować by utrzymać siebie i swoje rodziny.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Szalenie ciekawy wpis!
    Smutne? Straszne? Niesprawiedliwe? A jednak uśmiechają się, pozują do zdjęć. Chyba tylko to szukanie męża zdradza, że tak bardzo chcą się odciąć od tej słodko-gorzkiej rzeczywistości.

    • Magda pisze:

      Tak, śmiechów, chichów nie brakuje. Niby Filipiny to ciągle Azja, ale dziewczyny mają iście latynoski temperament.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »