Jachtostop

Marzec 10 | w Pacyfik, Panama, przeczytaj koniecznie | przez | 10 Comments

Pół roku temu dostaliśmy maila o takiej treści: ” Hi, I saw you both on 7knots and looked at your website and wished my folks had taught me Polish or I had enough sense to learn from them when I could. You compose interesting pictures. Well I am going to visit my son and his family on the North Island this time by boat. I am currently in Key West, Florida. If you have interest please let me know.” Podskoczyliśmy z radości, płyniemy do Nowej Zelandii! Na jednym z internetowych portali Gary wypatrzył nasze ogłoszenie „Dream – cross the ocean”

Może to te cztery słowa, może nasze pozytywne mordy, nie ważne co, coś podziałało. W kolejnych mailach uzgodniliśmy szczegóły. Spotkamy się w Panamie, popłyniemy jeszcze na San Blas, przepłyniemy kanał, a później już Pacyfik, Galapagos i inne bajeczne wyspy. Finansowo dogadaliśmy się na dzielenie kosztów praktycznie wszystkiego, jedzenie, paliwo, opłaty za kanał panamski, opłaty portowe. Po szybkiej kalkulacji suma była ciągle mniejsza niż cena biletów lotniczych, a wrażenia jakie się zapowiadały – bezcenne.

Spotkaliśmy się w Club Nautico w Colon, wszystko zapowiadało się super. Dzień na ostatnie zakupy i już żeglowaliśmy pod wiatr na dieselgrocie w rejony Kuna Yala. Widzieliśmy, że nasz kapitan nie jest super doświadczonym żeglarzem, że łódka potrzebuje ciągle mniejszych i większych napraw, ale to wszystko nie było ważne, płyniemy pod żaglami do Nowej Zelandii!

Sprawa się skomplikowała gdy  doszedł do nas kolejny członek załogi. Renae, Amerykanka po czterdziestce, była sympatyczną osóbką, aczkolwiek potrafiła człowieka irytować swoimi ciągłymi radami. Pisząc „człowieka” mam na myśli przede wszystkim Garego, sytuacja między nimi zagęszczała się z dnia na dzień. Po kilku dniach mogliśmy więc poznać innego kapitana. Do rany przyłóż staruszek zamienił się w chama nie szczędzącego wyzwisk Bogu ducha winnej Renae. Nie chodzi o to, że jej nie lubił. Mogła mu nie podpasować, powinien jej podziękować, odstawić na brzeg. W końcu też tak zrobił, po dziesięciu dniach znęcania się nad dziewczyną.

Ta cała historia zmieniła nasze postrzeganie „staruszka”. Zdecydowaliśmy się nie ryzykować, że gdzieś na środku oceanu i z nas kapitan zechce zrobić sobie worki treningowe do psychicznych kopniaków. Jego docinki i prowokacje w ostatnich dniach braliśmy na klatę odpłacając się uśmiechem, obiadem, czy pomocą we wszystkich łódkowych obowiązkach. Poskutkowało. Po przepłynięciu kanału, ku naszemu zaskoczeniu, Gary pożegnał się z nami bardzo kulturalnie. Powiedział, że mu przykro, że tak wyszło, dostaliśmy kasę włożoną w paliwo i prowiant, która notabene jeszcze dnia poprzedniego nam się podobno nie należała, uścisnęliśmy sobie dłonie życząc powodzenia i poszliśmy w swoją stronę.

My wiedzieliśmy już wtedy, że za kilka dni wypływamy na pokładzie innej łódki do Australii. Teda znaleźliśmy na tym samym portalu 7knots, wysłaliśmy maila kilka dni wcześniej, jak tylko zdecydowaliśmy opuścić Milunę. Odpowiedź przyszła jeszcze tego samego dnia, mieliśmy się spotkać w Marinie San Brisas w Panamie. Tym razem byliśmy już bardziej sceptycznie nastawieni. Gotowa lista pytań w głowie. Bez doświadczenia – nie płyniemy, pijak – nie pijemy, sypiąca się łódka – nie płyniemy, podobny do Garego – nie płyniemy, …

Na spotkanie przyszedł wesoły dziadek z rozwianą siwizną na głowie w hawajskiej koszuli w kwieciste wzory. Z dziesiątkami lat doświadczenia żeglarskiego na karku, przepłyniętym ostatnio Atlantykiem. Zaprosił nas na pokład gdzie poznaliśmy drugiego członka załogi, Davida, który od 10 lat przeskakuje z łódki na łódkę łapiąc ryby w różnych oceanach. Tootsie wielkością przypominała Milunę. Żagli mniej, jeden fok, jeden grot. Prawie dwanaście metrów na pokładzie, pod nim jaśniej, syf większy, przytulniej jakoś. Dla nas, o ile byśmy się zdecydowali, czekała kajuta na rufie. Łoże w rozmiarze King, bujać miało zdecydowanie mniej niż na dziobie, wyglądało to wszystko nieźle. Zapomniałem dodać mały szczegół. Wszystko miało być za free. Darmowy diesel, darmowe żarcie, za wszystkie opłaty portowe też płacić będzie kapitan.

– Nie macie nic przeciwko temu, że zapłacicie sami za wejście do parku na Galapagos? – zapytał. No cóż pokręciliśmy nosami, uśmiechnęliśmy się i powiedzieliśmy, że oczywiście zapłacimy za swoje wejściówki.

I tak to się wszystko poukładało, że piszę te literki z bujającej się łódki na Pacyfiku, gdzieś pomiędzy Panamą, a Galapagos. Jest pięknie, dużo się uczymy, łapiemy wielkie ryby, zajadamy się Sushimi. Po rozmowach z Tedem okazało się, że dla niego znalezienie załogi wcale nie było taką prostą sprawą. Ludzi, którzy chcą pomagać na łódce, nie spać po nocach, spędzić wspólnie z kompletnie obcymi ludźmi pół roku na dwunastometrowym pokładzie, a do tego wszystkiego mieć jakiekolwiek doświadczenie, które pozwalałoby domniemać, że wiedzą na co się piszą, wcale nie jest tak wiele.

Jachtostop to opcja dla każdego kto nie boi się przygody i ma jakiekolwiek pojęcie. Żaglówek wypływających z Panamy w lutym, marcu na otwarty Pacyfik jest masa. A na tych łódkach głównie emerytowani wariaci, czasem niepoprawne politycznie parki i wszyscy dobierają sobie jedną, dwie osoby żeby dać radę nocnym wachtom. Nauczyliśmy się też, że wcale nie musi to być droga sprawa. Owszem, spotkaliśmy się ze wszystkimi możliwymi opcjami, od ustalonej kwoty za dzień na poziomie 30 dolców za głowę, poprzez wersję dzielenia kosztów jak u Garego, do opcji Tedowej, kompletnie za free. Takich kapitanów można znaleźć w marinach w Colon (Shalter Bay, Club Nautico), czy w Panamie (Las Brisas, La Playita, Balboa czy Flamingo) Można wywiesić kolorową kartkę ze swoją reklamą, można popytać ludzi przy pomoście, krzyknąć coś na radio. My nasze łódki wyszukaliśmy w Internecie, obie na www.7knots.com. Portali takich jest jednak więcej, rejestrowaliśmy się jeszcze na www.findacrew.net , www.sailnet.com . Jeżeli możesz się podpisać pod hasłem „Dream – cross the ocean” to wrzuć swoją fotę i kilka słów na którąś z tych stron i szykuj się na tygodnie bujania, nurkowanie pomiędzy olbrzymimi rybkami akwariowymi, zrywanie kokosów na bezludnych wyspach, smakowanie Sushimi, ludzi egzotycznych poznawanie.

2012 03 01_Magda i Tomek Dookola Swiata_Las Perlas_P10100962012 03 01_Magda i Tomek Dookola Swiata_Las Perlas_P10100752012 03 01_Magda i Tomek Dookola Swiata_Las Perlas_P10100862012 03 01_Magda i Tomek Dookola Swiata_Las Perlas_P10101492012 03 01_Magda i Tomek Dookola Swiata_Las Perlas_P10101582012 03 01_Magda i Tomek Dookola Swiata_Las Perlas_P1010043

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Hydrygydry pisze:

    Jupi! W koncu dobre wiesci. Mam nadzieje ze teraz już spokojnie doplyniecie do NZ i może z nowa załoga nawet mniej biją…

  2. hydrygydry pisze:

    mialam na mysli BUJA a nie bija, ach te literowki…

  3. kaminsky pisze:

    miło Was czytać 😀

  4. Franc pisze:

    Ale rybe złowiłeś 😀

  5. Andrzej pisze:

    Super truper:))) To kiedy jestescie w OZ? Ktory port of entry?

    • Magda i Tomek pisze:

      Jeśli wytrzymamy to w Cairns lądujemy w październiku, ale do tego czasu jeszcze duuużo może się wydarzyć. Dwóch kolegów z naszej załogi ucieka z łódki już na Markizach i jak się łatwo można domyśleć nie dlatego, że nasz kapitan jest mistrzem pozytywnej atmosfery.
      Pozdrawiamy z Nuku-Hiva po 26 dniach na oceanie

  6. Muszka pisze:

    Cześć. Bardzo fajna sprawa z tym jachtosotpem. Czy trzeba mieć jakieś doświadczenie, żeby załapać się na taką podróż ?

    • Magda i Tomek pisze:

      Żeby się załapać w zasadzie nie. Ale dobrze jest wcześniej wybrać się na krótsze trasy i sprawdzić czy cię to będzie tak naprawdę bawiło, bo nie jest łatwo.

  7. […] do śmiechu wtedy nie było, więcej – nasrane mieliśmy w gacie! Ciekawy tekst i przemyślenia jak złapać jachtostopa znajdziecie na stronie Magdy i Tomka, którzy niedawno dopłynęli z Ameryki Środkowej do Nowej Zelandii, a teraz są już w Australii […]

  8. Sławek pisze:

    Dzięki bardzo za info i cudowne opisy, Fajnie, że macie przygodę życia teraz na jego początku a nie na starość 🙂 zyczę Wam powodzenia i wielu pozytywnych przygód na krańcu świata.Napiszcie prosze co zabieracie w taką podróż i jak się do niej przygotowujecie. Pytam o prosterzeczy typu copakujecie do plecaków itp. ile kasy jak organizujecie np. przeloty itp. pozdrawiam Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »