Luang Prabang – czy to Laos?

Grudzień 7 | w Laos | przez | Nie ma komentarzy

2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_DSC_2146-2

To miasto jest piękne, jest ciekawe, jest czyste, jest zadbane. Znajdziemy w nim 33 przecudne świątynie, kolonialne budynki z przyciętymi trawnikami. Ze szczytu Phousi zobaczymy piękny zachód słońca. Tutaj napijemy się rewelacyjnej kawy, zjemy pyszny tort czekoladowy, a w piekarni kupimy chleb z idealnie zarumienioną skórką. Na tutejszym nocnym markecie kupimy wszystko czego tylko dusza zapragnie, wszystko piękne, wszystko tanie, wszystko niepowtarzalne. Przez miasto przepływa brunatny Mekong unosząc leniwie drewniane łódki tutejszych rybaków. Tutaj spotkamy mnichów w ich pomarańczowych szatach, zobaczymy jak bosymi stopami zmierzają po dary. To jednak czego w Luang Prabang nie zobaczymy to Laos.

Idąc wąskimi uliczkami z odrestaurowanymi willami, mijając kamienice zaprojektowane przez europejskich architektów i buddyjskie świątynie wbijające się swymi ostrymi dachami w pierwszy plan, czułam, że mogłabym tu zamieszkać. Klimatyczne kafejki, drewniane ławeczki, zieleń, czyściutkie ulice. To wszystko zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Podziwiałam z zachwytem. Tylko jakoś tak za mało w tym wszystkim było tego Laosu, który do tej pory widziałam z perspektywy siodełka.

Gdzie te wszystkie dzieciaki krzyczące „Sabajdi” w rozdartych spodniach, zasmarkanym nosem, w dziurawych trampkach? Gdzie te wszystkie ogniska przed drewnianymi chatami, przy których o poranku po zimnej nocy mieszkańcy próbują rozgrzać kości? Gdzie te śmieci dopiero co wyrzucone z pełnego ludzi autobusu? Gdzie te panie z grillowanymi kurczakami na patyku i ryżem w foliowym woreczku? Gdzie te skutery przewożące pięcioosobowe rodziny, szafy i świnie?

Drugiego dnia, bladym świtem wyruszyliśmy w poszukiwaniu Laosu na główną ulicę, gdzie mnisi codziennie przyjmują od wiernych dary. Zatrzymała nas pani mająca na sprzedaż gotowy zestaw z darami. Pompowane bułeczki na słodko, batoniki, ciasteczka. Mata i szarfa były gratis na czas składania darów. Zdziwieni grzecznie odmówiliśmy. Podobnie jak drugiej, trzeciej i szóstej pani. Idąc ulicą nie wierzyliśmy własnym oczom. Sami turyści. Tylko tym razem nie z aparatami, ale z gotowymi zestawami oczekujący bosych mnichów. Aparaty trzymali przewodnicy, którzy robili zdjęcia podczas gdy turyści ofiarowali mnichom dary.

A gdzie Laotańczycy klęczący na matach ze swymi srebrnymi misami zapełnionymi ryżem? W milczeniu oczekujący na mnichów, którzy za ofiarę, nawet tak skromną jak łyżka ryżu, pomodlą się za wiernego?  Oni też byli, ale zginęli w tłumie tych 5-cio minutowych wiernych, którzy chcieli mieć fotkę jak wręczają mnichowi zestaw.

Wybierając się do Laosu do Luang Prabang trzeba koniecznie przyjechać. Chcąc zobaczyć prawdziwy Laos z Luang Prabang trzeba koniecznie wyjechać.

2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_page04
Ulice Luang Prabang.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_page03
W Luang Prabang są 33 świątynie.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_PC080041
Mnisi podążający na modlitwy.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_PC080074
Ze szczytu Phousi zobaczymy piękny zachód słońca.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_page02
Nocny market.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_DSC_2147
W oczekiwaniu na mnichów.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_page01
Ofiarowanie darów.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_DSC_2183
Ofiarowanie darów.
2013 12 09_z2strony_Luang Prabang_PC090007
Ofiarowanie darów.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »