Miałem dosyć Niemiec

Kwiecień 20 | w Pacyfik, Polinezja Francuska | przez | 4 Comments

Naszym celem były trzy wieże górujące dumnie nad Ua Pou. Ale jak to często w naszym życiu bywa, plany i tym razem uległy pewnym zmianom. Szedł z przeciwka, miał skórzany kapelusz rodem z Chile, przy pasie zawieszony nóż, a w ręku dzierżył wiklinowy kosz. Powiedział do nas coś po francusku, my momentalnie zaczęliśmy kiwać głową – No French! English? – zapytaliśmy z desperacją w oczach. Od słowa do słowa, trochę po francusku, trochę po angielsku, z niemieckimi wstawkami Manfred zaproponował nam wspólny spacer, ale zupełnie w inną stronę. Szybka ocena sytuacji, koleś wygląda na interesującego, a podobne góry widzieliśmy już w Patagonii. Po drodze do plantacji kawy dowiedzieliśmy się, że Manfred mieszka w Polinezji Francuskiej już 25 lat. Do Tahiti przyleciał by naprawić śmigłowiec i tak jakoś mu się na dłużej zostało. W Niemczech zostawił żonę, którą z ironią w głosie nazywał „Big Mama”. Miałem dosyć Niemiec – mówił – tutaj jest inaczej. Słuchając opowieści niestety trzy razy wdepnęłam w krowi placek, a dodam tylko, ze byłam w sandałach. Po godzince zrobiliśmy przystanek na Tabacę. Po tym jak Manfred upewnił się, że jesteśmy małżeństwem, a dzieci zamierzamy mieć po powrocie sprzedał nam receptę na antykoncepcję. Podobno nie zawodzi. Wystarczy ugotować sobie jajka. Tak właśnie w skrócie można to ująć. Rozwijając myśl przed każdym stosunkiem Tomasz powinien siedzieć w misce i dolewać po troszku gorącej wody, aż ugotuje plemniki, które w tym stanie nie będą już do niczego zdatne. Próbować jednak nie będziemy.

Zerwaliśmy pół wora kawy, poczym Manfred zaprosił nas na jej konsumpcję w jego domu. Tam poznaliśmy jego wyspiarską żonę Teresę , ich dom tonął w kolorowych kwiatach, zieleni palm kokosowych, drzew rodzących egzotyczne owoce, których nazw nawet nie znam. Mają wszystko, czego tylko potrzeba człowiekowi do przeżycia. Tutaj kury znoszą jajka do kokosowych łupinek, a koty wylegują się na liściach bananowca. Do filiżanki kawy zajadaliśmy się bułką z domową Nutellą, a na deser skosztowaliśmy wyspiarskiego samogonu, który nawet mi smakował. Teresa dała nam szybką lekcję jak prawidłowo otwierać kokosa, tak by nie stracić ani kropli przeźroczystego mleczka. Najciekawsze jednak rzeczy Manfred skrywał w zamrażarce. Mianowicie dzięki kilku paskom, starej korbie z pomocą pobliskiego strumyka skonstruował  w niej generator prądu, a że mieszka na totalnym odludziu między szczytami, to mu się akurat bardzo przydaje. Na odchodne dostaliśmy siatkę dziwnych owoców w kształcie gwiazdy, kilka pomelonów, limonek i paczkę nieznanych mi orzeszków.

I tak sobie po tej wizycie pomyślałam, że można żyć w metropolii, codziennie zmagać się z korkami, użerać z beznadziejnym szefem, mieszkać w M2, które stanie się twoją własnością dopiero za 30 lat po spłaceniu kredytu z odsetkami lub wybrać życie na Markizach, mieszkać w skromnym domku otoczonym palmami, hodować trzy kozy, zbierać kawę, jeść pomelona na śniadanie i gotować jajka.

W domu Manfreda

2012 04 19_Magda i Tomek Dookola Swiata_Markizy_P1020377

Generator w zamrażarce

2012 04 19_Magda i Tomek Dookola Swiata_Markizy_DSC_0283

Wyniki naszego kawobrania

2012 04 19_Magda i Tomek Dookola Swiata_Markizy_DSC_0274

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Bartek pisze:

    Pierwsze zdjęcie jest świetne!

  2. Magda pisze:

    „I tak sobie po tej wizycie pomyślałam, że można żyć w metropolii, codziennie zmagać się z korkami, użerać z beznadziejnym szefem, mieszkać w M2, które stanie się twoją własnością dopiero za 30 lat po spłaceniu kredytu z odsetkami lub wybrać życie na Markizach, mieszkać w skromnym domku otoczonym palmami, hodować trzy kozy, zbierać kawę, jeść pomelona na śniadanie i gotować jajka.”

    No właśnie. Trafna puenta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »