Międzylądowanie

Wrzesień 2 | w Polska | przez | 4 Comments

lukow

O tym, że zrobimy sobie 5-cio tygodniowe wakacje od podróżowania wiedzieliśmy już od kwietnia. O tym, że te wakacje planujemy w Polsce wiedział jedynie Paweł, brat Tomka. Sami więc możecie sobie wyobrazić zdziwienie i niedowierzanie na twarzach naszych najbliższych, gdy pięknego, letniego popołudnia wparowaliśmy jak gdyby nigdy nic do naszych rodzinnych domów. Zwłaszcza, że od kilku tygodni wszystkich przekonywaliśmy, że lecimy do Birmy i ze szczegółami opowiadaliśmy, co będziemy robili dzień po dniu. W życiu tak szczegółowego planu nie mieliśmy, jak ten fikcyjny. Reakcje na nas były różne. Płacz, krzyk, czasami zaniepokojenie, bo może coś nam się stało skoro wróciliśmy. A my nie wróciliśmy, my przyjechaliśmy na chwilę, bo już się strasznie za wszystkimi stęskniliśmy. I ta chwila zapewne upłynie w ekspresowym tempie i nim się obejrzymy, będzie 12 września i  już będziemy siedzieli w samolocie do Bangkoku. Ale Azja za chwilę, teraz jest Polska.

Co do mnie to byłam pewna, że będę ryczała jak bóbr, ale byłam twarda. Raz tylko nie wytrzymałam, gdy zobaczyłam mojego siostrzeńca, Jaśka. Gdy wyjeżdżaliśmy był małym brzdącem, a teraz prawie równy ze mną, głos inny, modna fryzura. I gdy mnie tak mocno przytulił, cicho wyszeptał „Ciocia” i nie chciał puścić, nie wytrzymałam, poryczałam się strasznie.

Cieszyliśmy się jak dzieciaki na przyjazd do Polski, ale też trochę się baliśmy. Nie było nas 3 lata, dużo i nie dużo. Wiedzieliśmy, że my się zmieniliśmy i raczej pewne było to, że inni również. Rodzina zawsze pozostanie rodziną, raczej nas nie wydziedziczą, więc co by nie było dogadać się dogadamy. Ale ze znajomymi nie wiedzieliśmy jak to będzie. Porodziły im się dzieci, mają inne priorytety. A my takie włóczęgi, bez poważnych obowiązków. Jednak już po kilku minutach, po kilku zamienionych zdaniach ze Smokami i Białasami wiedzieliśmy, że będzie dobrze. Jakbyśmy wyjechali na dwutygodniowe wczasy. Usiedliśmy wszyscy w Pępowie przy drewnianym stole, przyjechała też Monia ze swoim uroczym brzuchem i lokami na głowie. Małe szkraby spały w sypialni, a my gadaliśmy jak za starych dobrych czasów, zupełnie nie czując tych 3 lat nie bycia w pobliżu.

Wszyscy pytają nas jaka jest Polska, czy coś się zmieniło? Rodzina i przyjaciele bez zmian – cudowni i kochani. Pani w spożywczaku dalej się nie uśmiecha, a na ulicach widać panów w sportowych spodniach z trzema paskami. Drogi się poprawiły, teraz z Łukowa do Gdańska mkniemy o godzinę krócej. Stadiony piękne, oj piękne. W Łukowie jak zawsze kolorowa architektura, która boli w oczy, zawsze bolała. Starówka w Gdańsku zatłoczona jak zawsze w Jarmark św. Dominika. Ludzie raczej nie uśmiechnięci. I dalej lubią ponarzekać. A na parkingach dalej brakuje miejsca, bo zastawione są nowymi Audi, BMW i Skodami.

Co mnie najbardziej zaskoczyło? Ceny w sklepach. Masakrycznie wysokie. Porównując stosunek zarobków do kosztów życia, ja nie wiem jak przeciętny Polak funkcjonuje. Może stąd to narzekanie, a może po prostu już taka nasza polska natura. Ale ja tam Polskę kocham i te marudy też. I na pytanie gdzie na świecie jest najpiękniej zawsze odpowiem, że w Polsce!

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Kasik pisze:

    Wez sie! Prawie sie poplakalam! Tesknosc! Piszcie posty, bo teskno mi za Wami. Love z Oz

  2. grazyna klimek pisze:

    Magdusia ,jak Ty to wszystko pięknie opisujesz .Nprawde czytać można bez końca.Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »