Gdzie jesteś Tomas?

Maj 10 | w Nepal | przez | 12 Comments

Tomas

Pamiętam jak pierwszy raz Cię zobaczyłam. Wszedłeś do guest house na Annapurna BC. Nie sposób było Cię nie zauważyć – za długie ręce, za długie nogi, za duży nos i oczywiście za długa grzywka, która wchodziła Ci w oczy, a Ty tak śmiesznie ją odgarniałeś obracając nieśmiało głowę. Drzwi były za małe, a może Ty za wysoki. Mocno się garbiłeś, jakbyś chciał, a może musiał dostosować się do za niskiego dla Ciebie świata. Było już późno, ciemno za oknami. Nie usiadłeś razem ze wszystkimi przy stole, czułeś się jakby skrępowany. Nie wiem dlaczego, może to ta Twoja skromność, mała wstydliwość tak mnie w Tobie zainteresowały, może te Twoje niezgrabne proporcje, a może nieśmiały uśmiech. I muszę Ci powiedzieć Tomas, że wtedy mało kto wzbudzał we mnie tak wielką sympatię jak Ty.

Potem siedzieliśmy razem przy długim stole od dołu podgrzewanym ogniem. Rozmawialiśmy o Twojej rowerowej podróży z Austrii, aż tutaj, o planach, których w zasadzie nie miałeś i jedliśmy Dal Bhat, w którym pływały małe kamyczki, bo kucharz źle wypłukał soczewicę.

Kilka dni później w Pokarze razem się w Holi farbą mazaliśmy. Ile było śmiechu, radości. Łaziliśmy po ulicach i przyglądaliśmy się całemu szaleństwu. Wszystkim nam się podobało, wszyscy byliśmy cali kolorowi. I zrobiłam Ci portret przy śniadaniu w tureckiej restauracji. Nie wiem dlaczego, bo zazwyczaj nie robię portretów znajomym. Ale Ciebie chciałam mieć na zdjęciu, z jakiegoś powodu chciałam Cię zapamiętać.

Pamiętam, że miałeś taki tajemniczy wyraz twarzy. Byłeś z nami, siedziałeś obok, ale głowę miałeś zaprzątniętą czymś innym. Twoja grzywka ciągle wchodziła Ci w oczy, a Ty ciągle bezskutecznie próbowałeś ją odgarnąć. Może planowałeś przyjazd rodziców, bo mieli Cię za tydzień odwiedzić.

Czy już wtedy los szykował dla Ciebie ten tragiczny scenariusz? Czy może dopiero się zastanawiał? Czy Ty coś przeczuwałeś, czy inni przeczuwali?

Pokazałeś nam swój rower. Trzeba przyznać, że pierwsza klasa. Ale Ty tak komicznie i jednocześnie uroczo na nim wyglądałeś. Bo te twoje za długie ręce, za długie nogi i ta grzywka… nawet na rowerze byleś zgarbiony.

Napisałeś maila, że wybierasz się na Everest BC. Ucieszyliśmy się, bo my też się tam wybieraliśmy, tylko byliśmy dwa dni za Tobą w tyle. Ale to nic pomyśleliśmy, bo przecież szlak jeden jest, na pewno się spotkamy.

Nie spotkaliśmy się.

W miejscu, gdzie widziano Cię po raz ostatni byliśmy o jeden dzień za późno. A gdybyśmy wtedy w niedzielę tak się nie ociągali, gdybyśmy wyszli dzień wcześniej, gdybym nie miała zatrucia żołądkowego i tak przez pierwszych dni nie spowalniała, może byśmy się spotkali, może wieczorem przy kolacji powiedziałbyś nam o swoich planach, a my powiedzielibyśmy, to może pójdziemy tam razem… Może. Ale teraz jest już za późno na gdybanie.

Szukaliśmy Cię. Nie znaleźliśmy. Czytaliśmy Twój dziennik, który nic nam nie zdradził. Przeglądaliśmy Twój plecak. Cały Ty, żeby zaoszczędzić dźwigałeś ze sobą ser, makaron, miałeś palnik, żeby móc gotować z rana jajka, bo tutaj w górach kasują za nie 10 razy więcej. Zostawiłeś wszystko, jakbyś wyszedł na fajkę i zaraz miał wrócić. Ale nie wróciłeś. Do dziś Cię nie ma. Gdzie jesteś Tomas?

Tomas Princzkel, 28 lat, pochodzi ze Słowacji, zaginął 21 kwietnia w Dinghboche, Himalaje (4350m n.p.m.). Był w drodze na Everest Bace Camp. Ostatnie półtora roku spędził na rowerze przemierzając Europę i Azję. Planował pojechać rowerem do Chin. Pomimo prowadzonych przez 4 tygodnie intensywnych poszukiwań Tomas nie został odnaleziony, ślad po nim zaginął.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Iwona Cydejko via Facebook pisze:

    Piękny wzruszający wpis…Trzeba mieć wiarę, że Thomas się odnajdzie.

  2. Marcin Tymiński via Facebook pisze:

    smutno mi się zrobiło….

  3. bardzo to wszytko smutne, mam nadzieję że się odnajdzie

  4. ja mam ogromną nadzieję, że cała ta historia z Tomasem zakończy się happy endem… trzymam kciuki od samego początku, kiedy o tym wspomnieliście…

  5. Ewa pisze:

    Siedzę i ryczę. Trudno w takich sytuacjach uciec od gdybania, szczególnie, gdy wydaje się, że tak niewiele mogłoby coś (albo raczej wszystko) zmienić. Śledziłam sytuację od początku, z modlitwą i z nadzieją ciągle, że Tomas się znajdzie. Trzymajcie się.

    • Magda i Tomek pisze:

      Chyba to właśnie wkurza najbardziej, to co się nie wydarzyło, a co mogło mu pomóc. O tym będzie więcej w następnym wpisie.

  6. Przykro mi z powodu waszego przyjaciela! ;(

  7. fak. smutne to jak cholera. ciemna strona podróżowania. zwłaszcza w pojedynkę.

  8. Magdalena Kamińska via Facebook pisze:

    cały dzień chodzi mi po głowie ta historia… niewiedza co się z Nim stało jest okrutna, mimowolnie i tak zadręcza gdybaniem.najgorsze, że On może być w jakimś pozornie oczywistym miejscu, a przepadł jak igła w stogu siana 🙁 smutne i przerażąjące

  9. Dora pisze:

    Smutna historia, ale trzeba mieć nadzieję. Trzymam kciuki za szczęśliwe zakończenie

  10. Bart pisze:

    A czy właśnie tam nie ma klasztoru buddyjskiego …całkiem niedaleko ? Pewien gość odnalazł się tam po kilku latach. Bodaj Brytyjczyk. Info o tym jest gdzieś w necie.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »