Mardi Himal z Magdą i Tomkiem

Kwiecień 6 | w Nepal | przez | 16 Comments

Mardi Himal

Dzisiaj na blogu wyjątkowo nie my, ale o nas. Gościnnie wpis przygotowany przez Wojtka, który włóczył się z nami przez dwa tygodnie po Nepalu.

 

Słów kilka o tym jak to z Magdą i Tomkiem na Mardi Himal szliśmy.

Wyprawa zaczęła się już w Pokharze, skąd wpakowaliśmy się do lokalnego autobusu, który miał nas dowieźć na szlak. Takiego autobusu nie spotkasz w Polsce. Ledwo trzymający się kupy, wypchany ludzikami w jaskrawych kolorach po uszy, razem z głośną muzyką o barwię zarzynanego prosiaka, tworzy niesamowity klimat. Całe szczęście, że mam taki talent do spania w każdych warunkach. Oczy zamknąłem, prosiak jakby ucichł i obudziłem się dopiero jak mnie Tomek zaczął z siedzenia wyciągać.

Bez bicia przyznam, że nigdy nie byłem fascynatem gór. Tak więc wchodzenie przez 3 dni pod górę, jakoś nie napawało mnie optymizmem. Magda z Tomkiem, zaprawieni na tych rowerach, narzucali takie tempo, że myślałem, że płuca wypluję. Całe szczęście, że mają jeszcze tego bloga, to przynajmniej jedną przerwę dłuższą mieliśmy, kiedy próbowali zasięg złapać, żeby jedną fotkę na fejsa wrzucić. I ode mnie w podziękowaniu pod tym zdjęciem lajka dostali. Gdy już oddech złapałem, rozejrzałem się dookoła, zobaczyłem sterczący przed nami Machapuchhre, to i we mnie zaczęła kiełkować miłość do tych górskich szlaków. Krótko jednak trwała ta radość, post poszedł w świat, a my kolejne godziny musieliśmy wdrapywać się granią w kierunku Mardi.

Nie wiem do końca dlaczego oni muszą tak pod tą górę pędzić. Tam gdzie inni zatrzymują się po całym dniu trekkingu, my zatrzymujemy się na lunch, a później jeszcze idziemy do ciemnej nocy tam, gdzie normalni ludzie zachodzą drugiego dnia.

Uczucie jakie masz po takim dniu tyranki, gdy w końcu dochodzisz do schroniska, bezcenne. Radość, radość i jeszcze raz radość. Kładziesz się w końcu pod trzema kocami, dwoma kołdrami o zapachu niemytego tygodniami człowieka. Tak zimno jest, że śpisz w tym w czym idziesz. Może to i lepiej, przynajmniej nie przylepiasz się do leżących na tobie koców. Zresztą, po takim zmęczeniu, wszystko ci jedno pod czym śpisz. Jest ciepło, usypiasz w ciągu minuty. To znaczy usnąłbyś, gdyby ci Tomek nie skakał nad głową, montując statyw na jakiejś belce, żeby tylko upamiętnić tą chwilę jak to we trójkę pod tą masą koców leżymy. Skąd on te siły bierze po 10 godzinach wchodzenia pod górę, szacun.

Pobudka o świcie, zresztą to nie jest nawet taka masakra biorąc pod uwagę, że spać chodziliśmy o 8:00 wieczorem. Człowiek spod tej góry koców musi się wygrzebać, wyjść na to mroźne powietrze, wsunąć stopy w lodowate buty. A tu się jeszcze Tomek pyta: i co podoba ci się? Wychodzę, oczy przecieram, widzę pomarańczowy szczyt Machapuchhre i przyznać muszę: podobało mi się.

Herbatka ciepła w ręku, jajecznica na stole i te góry dookoła. No kurcze, pięknie jest. Do czasu jednak, do momentu, aż idziesz napełnić butelkę wodą do kuchni, gdzie ta twoja jajecznica się narodziła. Masakra. Ostatnie kęsy podchodzą ci pod same gardło, w żołądku zaczyna się rewolucja, syf, brud, smród. Moja dobra rada, cieszcie się tym co macie na talerzu i nie zaglądajcie nigdy tam gdzie to powstaje.

Zdradzę Wam jeszcze jak wygląda ich planowanie, jacy to oni są zorganizowani. W drodze powrotnej, zadowoleni, że w końcu użyjemy normalnego prysznica, że do autobusu jeszcze tylko dwie godzinki drogi, zboczyliśmy ze szlaku. Zagadaliśmy się, miało być w prawo, poszliśmy w lewo, po dobrej godzinie się dopiero zorientowaliśmy, że jakoś niebieskie plamki na drzewach przestały się pokazywać. Zawracać nie było sensu, wdrapywać się z powrotem godzinę pod górę. Dwóch tubylców z kozami powiedziało jakąś nazwę wioski, pokazali ręką w dół, Tomek tą nazwę na mapie znalazł i już mieli nowy plan. I wylądowaliśmy, w wiosce gdzie białego to chyba latami nie widzieli, krzyczeli wszyscy zza płotu Namaste (nepalskie „Dzień dobry”). Wyszło nie najgorzej, wioski piękne, komercji zero. Później jeszcze na dach jeepa się wpakowaliśmy i z tego wszystkiego wyszło super zakończenie całej tej przygody z Mardi Himalem.

A teraz jeszcze kilka słów o tym jak to Magda z Tomkiem się dogadują na trasie. Tak się w ogóle zastanawiałem jak oni ze sobą wytrzymują 24/7 przez te już prawie 4 lata. Odpowiedź banalna mogłoby się wydawać, kochają się po prostu. Sprzeczają się 3 razy na godzinę, kłócą się i godzą z taką częstotliwością, że nawet nie nadążałem o co im akurat w tym momencie chodzi. Nudy z nimi nie ma. Charaktery kompletnie przeciwne, temperamenty z innych planet, ale jakoś to się wszystko uzupełnia, pasują do siebie.

Nastawiałem się na męczarnię, a wspominam wejście tylko pozytywnie (no może poza rewolucjami żołądkowymi i kontuzją kolana jakiej się na bawiłem:) Doczekać się nie mogę kolejnej okazji, żeby pod białymi szczytami połazić. A towarzystwo Magdy i Tomka, no cóż, lepszego na taką trasę sobie nie wyobrażam.

2014 04 06_z2strony_Mardi Himal_DSC_5720
Całe szczęście, że mam taki talent do spania w każdych warunkach.
Mardi Himal
Gotowi do drogi.
Mardi Himal
Poranne mycie zębów w łazience.
Mardi Himal
Z Machapuchhre w tle.
Mardi Himal
Pasterze.
Mardi Himal
Pierwszy Yak na naszej trasie.
Mardi Himal
Drugi Yak.
2014 04 06_z2strony_Mardi Himal_DSC_5724
Na lunchu.
Mardi Himal
Zachód słońca.
2014 04 06_z2strony_Mardi Himal_DSC_5733
Przy piecu w schronisku.
Mardi Himal
Czekamy na kolację.
Mardi Himal
Partyjka w tysiąca.
Mardi Himal
Wschód na High Camp.
Mardi Himal
Na grani.
Mardi Himal
Widoczki
Mardi Himal
5 sekund bezchmurnego nieba z widokiem na Annapurnę
Mardi Himal
W śniegu
Mardi Himal
A w tle szczyty Annapurny, za chmurami oczywiście.
Mardi Himal
Pięknie tam jest.
Mardi Himal
A jak wracać to tylko na dachu jeepa.
Madri Himal
:)
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Hiena pisze:

    Genialny post. Uśmiałam się jak głupia. 😀 A poza tym, to po prostu z całego serca zazdroszczę wam tej wyprawy!

  2. Natalia pisze:

    Pięknie! Pięknie! Pięknie! Dzięki za pokazywanie nam, czytelnikom, jak świat jest cudowny!

  3. HikingTours pisze:

    Niezmiennie ciekawie i z pięknymi fotkami. Myślę że chętnych by nie brakowało na kolejny turnus 🙂

  4. Mgieła pisze:

    Od 4 lat w podróży. Nie ma co się dziwić, że nie mogłeś za nimi nadążyć. 😀

  5. Ja się zgłaszam! Łażenie, męczenie i wpisy mi niestraszne. Zaraz będziecie mieć kolejkę chętnych 😉

  6. Poczekajcie na nas chwilę to zrobimy podwójny turnus 😉

  7. Dora pisze:

    cudowne widoki na tym naszym świecie są 🙂

  8. hm… przeczytałem 🙂

  9. rzekłbym, że młody ma talent 😉

  10. paulka pisze:

    „Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach”
    [Maya Angelou]
    Wasz blog to potrafii….
    pozdrawiam,
    paula

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »