Na poddaszu świata – Annapurna Base Camp 4130m n.p.m.

Marzec 11 | w Nepal | przez | 25 Comments

2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_DSC_4001-2

7 dni trekkingu po Himalajach! Był to czas niezwykle intensywny, momentami śmieszny, bywał męczący i niesamowicie mroźny, ale przede wszystkim był po prostu przepiękny. Widoki były nieziemsko boskie pod warunkiem, że właśnie nie lało, tak jak pierwszego dnia lub nie padał śnieg, tak jak każdego dnia popołudniu lub nie było gęstej mgły tak jak w drodze do Machhapuchhre B.C., gdzie ledwo ścieżkę wydeptaną w śniegu widać było.

Ludzi spotkaliśmy różnych, i tych przedziwnych i tych sympatycznych i tych, których nie polubiliśmy. Była lokalna kobieta, która bardzo się ucieszyła, że przygotowany przez nią obiad będą jedli ludzie z kraju chrześcijan, a nie muzułmanie, bo jak stwierdziła, ci drudzy to terroryści. Przewodnicy na szlaku bywają tu niezwykle weseli, o oczach mocno zakręconych, źrenicach rozszerzonych, którzy poza przewodzeniem spokojnym Japończykom, chyba w chwili wolnej szukają miejscowych ziół rosnących między pagórkami.

Byli też tragarze, którzy na swych barkach dźwigali ciężkie plecaki turystów, którzy z jakiegoś powodu zdecydowali, że sami tego nie wtaszczą na ABC (Annapurna Base Camp). Zastanawiałam się jednak długo, co oni wrzucili do tych olbrzymich plecaków, skoro my zapakowaliśmy się w 30l i mieliśmy wszystko, co niezbędne. Przestałam się jednak zastanawiać, gdy w jednym ze schronisk do jadalni wpadła laska z mokrymi włosami i przerażoną miną, że nie mają tu suszarki. Poradziłam jej by włożyła czapkę i zaciągnęła kaptur, ona na to, że źle się ułożą. Całe szczęście z pomocą przybiegła inna kobieta, która akurat na trekking zabrała suszarkę.

Wracając do tragarzy… niezwykli ludzie. Pomimo tych kilogramów, które wgniatały ich w ziemię zawsze się uśmiechali, zawsze miło odpowiadali Namaste. Wiecie ile zarabiają za wnoszenie 30kg na 4120m n.p.m.? 600, 700 Rupii, czyli jakieś 30zł za 6 do 8 godzin targania czyichś bagaży, w których znajduje się bardzo niezbędna na trekkingu suszarka.

Z jednym z tragarzy, Jasnym, bo tak można na polski przetłumaczyć jego imię, szliśmy wspólnie kilka godzin w kierunku Chhomrong. Opowiadał o swoim życiu, o tym jakby chciał wyjechać i zarobić gdzieś za granicą, o swojej żonie i dwóch córkach. Przystanęliśmy na chwilę, wyciągnęliśmy Snickersy, dla każdego po jednym. A on na nas patrzy z takim dziwnym czymś w oczach, jakby przepraszał. Po chwili zapytał: Nie obrazicie się jak nie zjem z wami batona? Nie żartuj, odpowiedzieliśmy, dodając, że pewnie chcesz zjeść później. A on na to, że do domu go zabierze, dzieciom niespodziankę zrobi.

Był też starszy Niemiec, którego spotkaliśmy już na ABC. I koreańska rodzinka, która tego Niemca koreańskim rumem częstowała. Nigdy nie zapomnę tego jego grymasu na twarzy, miny wyrażającej wyższość nad Azjatami, którzy de facto chcieli być jedynie mili. Tego wieczoru podzieliliśmy się. Biała śmietanka z Niemcem na czele siedziała w jednym końcu stołu, a my z Tomaszem, Koreańczycy i Nepalczycy w drugim. Doszedł też przygarbiony, wyrośnięty Słowak, który jak się po czasie okazało przyjechał z Austrii rowerem do Nepalu. Bez chwili wahania usiadł przy naszym końcu stołu.

I było momentami cholernie, ale to przeraźliwie zimno. Tak bardzo, że miałam wrażenie, że mi szczoteczka podczas mycia zębów do dziąseł przymarza. Szczeki latały i klekotały, zęby obijały się o siebie, ciało dostało drgawek, nos zrobił się czerwonym kulfonem, a stopy były lodowate. Ale tak było tylko gdy słońce zaszło, w nocy i nad ranem. Czyli przez większość czasu. Ratowały nas gazowe piecyki ustawiane w schroniskach pod stołami. Obite od dołu blachą, okryte kocami oblepione były dookoła szukającymi ciepła piechurami. A gdy do tego jeszcze popija się Lemon ginger tea z dwoma łyżeczkami cukru, człowiek zapomina o mrozie i zimnie. Przypomina sobie jednak z powrotem gdy wyjść do toalety musi. Oj, to łatwa sprawa nie jest, bo nie dość że kibelki tu w azjatyckim są wykonaniu (tzn. dziura w posadzce z miejscem do nóg zaparkowania), to jeszcze mocno oblodzone. Zapakowana w kalesony, spodnie, dwie bluzy i kurtkę, gdy miałam wystawić goły tyłek w tej temperaturze, to czasami bardzo poważnie zastanawiałam się czy nie lepiej zlać się w majty.

Gdy czwartego dnia doszliśmy do ABC świeciło piękne słońce. Przez 3 godziny siedziałam w jednym miejscu i gapiłam się na otaczające mnie z każdej strony szczyty. Matko, jak tam jest pięknie! Siedziałam jak zaczarowana. Niby ten sam kadr, niby te same przede mną i za mną szczyty, ale ruchliwe słonko rzucające cień co raz to z innej perspektywy, co chwilę tworzyło inny obraz. Czasami ten biały śnieg i kanciaste szczyty wydawały się mięciutkie, niegroźne i takie bliskie. A wcale bliskie nie były, bo ja byłam na 4000, a do ich szczytu pozostało jakieś drugie tyle. Innym razem rzucane cienie trochę straszyły, śnieg robił się twardy, a szpiczaste góry groźne i mało przyjazne.

A ja siedziałam i się gapiłam. I nie mogłam przestać myśleć o tym jaka jestem szczęśliwa. Jak mi na tym poddaszu tego świata jest dobrze. Że nawet gdy tak patrzę na tych 8000, cieszę się, że one są tam, a ja tu. Nie mam potrzeby ich deptać, zawracać im głowy, naruszać ich spokoju i wielkości. Poddasze, to zdecydowanie moje miejsce. Ale słyszę myśli siedzącego obok mnie Tomasza, które aż krzyczą. Widzę, jak on patrzy, jak analizuje, kombinuje i się zastanawia. On naprawdę kiedyś wejdzie na którąś z nich. A ja przecież mu nie zabronię, nie powiem, nie rób tego. Wejdzie na jeden, potem na drugi. Będzie szczęśliwy, ale będzie chciał więcej i więcej. Uzależni się. Bo góry uzależniają. Bo są piękne, najpiękniejsze, ale też niebezpieczne. Co mi pozostanie? Mieć nadzieję, że góry pochłoną jego myśli, ale życie pozostawią w spokoju.

2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3080049
Dopiero drugiego dnia rano zobaczylismy gdzie tak naprawdę idziemy.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3090142
Trzeciego dnia wyszliśmy już z zielonych dolinek.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3090182
Góry wokół nas rosły z minuty na minutę.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3110436
Zaczął się konkretny śnieg.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3110429
Widoki były jak nie z tego świata.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3110406
To już ostatnie metry podejścia do ABC. Na zdjęciu, po prawej szczyt Machhapuchhre.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100342
Jak w zegarku, każdego dnia o 12.00 pojawiały się chmury.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100228
Każdego dnia przyczepiała się do nas jakaś psia przybłęda, która godzinami dotrzymywała nam towarzystwa.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100213
Chłopaki z suszarkami na plecach.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_DSC_4013
Nepalski tragarz.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100286
Bo w Himalajach również można śmigać na nartach.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_DSC_4029
Trzeba tylko wydać kilkadziesiąt tysięcy na taksówkę ze śmigłem, która zastępuje tu narciarskie wyciągi.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100294
No dobra, teraz zobaczmy który to jest który ośmiotysięcznik.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100292
Bez pomocy lokalnych jednak się nie udało rozszyfrować szczytów.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100336
Z lewej to Annapurna Południowa.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100330
W tle szczyt Machhapuchhre.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3110397
Promienie wschodzącego słońca na Annapurna I.
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3110377
Annapurna I
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3110392
Machhapuchhre
2014 03 13_z2strony_Annapurna Base Camp_P3100354
Imbirowo-miodowo-cytrynowe przyjemności na poddaszu świata.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. kiedyś muszę wybrać się w te rejony … pięknie to wygląda…

  2. Karol Werner pisze:

    Meeeeegaa. Jade tam!

  3. Umrę z zimna, ale tam pojadę 🙂

  4. Marta Bogusz via Facebook pisze:

    Świetny wpis!!! Momentami zabawnym (wiecie co mam na myśli), ale i niestety smutny :-/

  5. ale mi serce bije oglądając te zdjęcia!

  6. Małgosiek pisze:

    Zawsze nie mogłam się powstrzymać przed pytaniem „ale za co te podróże? skąd tyle kasy wziąć?” ale się powstrzymam i tym razem. Zyczę żebyście zawsze wracali cali i zdrowi. Podziwiam odwagę i siły psycho-fizyczne. Tak trzymać!

  7. Justa pisze:

    Ach przypomniałam sobie te widoki! Choć Wasze dynamiczne widoki z chmurami i śniegiem niezwykłe. I przypomniałam sobie ten chłód. My chyba byliśmy największymi zmarzluchami z napotkanych turystów, bo nawet do jadalni lodgy zabieraliśmy śpiwory 🙂 Nieźle się spakowaliście w male plecaki! Pozdrowienia z wiosennej Polski 🙂

  8. Kasia Jaskolska-Thanesh via Facebook pisze:

    Wszystko super tylko trochę zimno

  9. Jest moc. Snikers i suszarka.

  10. ależ ja Wam tego zazdroszczę, coś pięknego!

  11. Niesamowite, gęsia skórka i szybsze bicie serca. Ja mam podobne odczucia jak Tomasz, nawet patrząc na zdjęcia od razu moje oczy kierują się na czubki tych gór… ahhh, kiedyś stanę na którymś z nich!

  12. wygląda cudownie! już zaczęliśmy planować tę przygodę… spotkaliście kogoś wędrującego z dzieckiem? takim powiedzmy 5 letnim? bez pomocy tragarza chyba się nie obejdzie, a dziecko ruchliwsze niż suszarka. choć zdecydowanie wdzięczniejsze 😉

  13. To co teraz zamierzacie zdobywać bo rozumiem ze nie opuszczacie jeszcze cudownych górek 😉

  14. Bartek pisze:

    Świetny wpis, aż się chce jechać w Himalaje 🙂
    Sporo czasu minęło od naszego spotkania w Boliwii! Trzymajcie się CIEPŁO!

  15. Kasik pisze:

    Jak tam pieknie! I jakie niebo! Tomaszek wez sobie usta smaruj chlopaku! Sciskam Was mocno xoxoxo

  16. Mocna puenta proszę Państwa. Tak mocna, że aż mojej Mażnie na głos przeczytałem, żeby doceniła mój lęk wysokości i nie złorzeczyła na moje ześwirowanie rowerowe.

  17. Natalia pisze:

    Pięknie tam! Mogę dopytać jakie mieliście temperatury nocą?:)

  18. Monia Pekinczyk pisze:

    Ale jestescie fajni!!!! Bede sledzic z Chinczykowa! Prawda ta konkwistadorska wyzszosc nad Azjatami jest jakas niepojeta – skad sie to bierze?

    Samych dobrych ludzi na drodze! Bede wpadac!

  19. Tomek Kot via Facebook pisze:

    ostatnie zdanie <3

  20. Trip bez endu pisze:

    Szkoda, że nie spotkaliśmy się gdzieś na trasie albo na dole w Pokharze 😀 Niedawno wróciłem z Nepalu, gdzie byłem wolontariuszem i uczyłem angielskiego – wspaniała przygoda! Tak jak i Wy, ja również poszedłem na trekking, Zdecydowałem się jednak na o wiele mniej uczęszczany Mardi Himal Base Camp, który w przeciwieństwie do ABC idzie cały czas granią. Wyobraźcie sobie, że najczęściej przez kilka godzin nie widzieliśmy żywej duszy na trasie! ABC to komercha straszna, choć oczywiście piękna i hipnotyzująca. Szkoda że ludzie suszą tam włosy i zabijają ten klimat 🙂

    Śliczne zdjęcia – zazdroszczę bardzo!

    • Magda i Tomek pisze:

      Tak, skrytym mordecom klimatu z suszarkami mówimy stanowcze NIE!:) Na Mardi też byliśmy, o czym niedługo na blogu. Odczucia mamy bardzo podobne do Twoich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »