Z dziennika Magdy – pierwsze chwile w Bangkoku

Wrzesień 14 | w Tajlandia | przez | 11 Comments

2013 09 17_z2strony_Bangkok_DSC_0391

Niestety, to miasto mnie nie urzekło. Przynamniej na razie. Zaraz po wylądowaniu trafiliśmy do Khao San, miejsca, gdzie mam wrażenie, mieszkają wszyscy turyści jakich tylko można spotkać w Bangkoku. Głośno, tłoczno i co krok stragan z rzeczami różnymi. Do tego dochodzą oczywiście lokalne cwaniaczki, co to na turyście chcą jak najwięcej zarobić. Przechodząc wzdłuż ulicy, zostaliśmy zaczepieni przez ponad 30stu tego typu pomocników, co to oferowali najtańszego tuktuka, najlepiej skrojony garnitur, pingpong show, jakieś świecące badziewia, drewniane rechoczące żabki itp. A w tle muza najgorszego sortu, która bardzo boli w uszy.

A gdy po raz tysięczny w ciągu dnia słyszę trąbiące na nas taksówki i pytanie „Tuk Tuk?” z zapewnieniem „10Bath every where”, to nerwy mi puszczają. Czy trzeba być geniuszem, żeby skumać, że jak idzie biały człowiek, zwłaszcza z Polski i widzi przed sobą 20 tuk tuków, to jeśli ma zamiar jednym z nich się przejechać, to podejdzie i zapyta. Po kiego grzyba każdy jeden kierowca z tych 20stu stojących przy swoim tuk tuku pyta „Tuk tuk?” widząc, że obojętnie przeszliśmy obok jego sąsiadów.

Albo panowie „pomagacze”. To tez jest niezła zaraza. Zaczepia cię bardzo grzecznie, kulturalnie pyta czy pomóc w znalezieniu drogi. A, że my w nowym miejscu  (do tego te ich dziwne znaczki, zamiast normlanych liter na znakach) to najczęściej szukamy gdzieś drogi , więc pomoc jak najbardziej wskazana. Wyglądają zawsze bardzo niewinnie, z wielkim uśmiechem biorą od ciebie mapę i zaczynają coś kreślić. Mówią, że tam, gdzie idziesz, to nie warto, bo tam nic nie ma albo, że już zamknięte  albo coś tam. I zaczynają ci opowiadać np. o łódce, którą musisz koniecznie się przepłynąć, bo ty jeszcze o tym nie wiesz, ale to właśnie ta łódka jest największą Bangkoku atrakcją. I oczywiście nie możesz kupić biletu ze stanowiska numer 8 czy 9, bo tam to cię orżną jak turystę. Ale na stanowisku numer 7 mamy gwarantowane ceny promocyjne. Oczywiście specjalnie dla nas. Jakby tego,, jakże oczywistego szczęścia, które nas spotkało, było mało, to się jeszcze okazuje, że nasz „pomagacz” ma akurat zaparkowanego za rogiem tuk tuka i oczywiście chętnie nas zawiezie na stanowisko numer 7. Nie dość, że ci mapę pomaże, to jeszcze ciężko go spławić, bo łatwo nie odpuszcza. My daliśmy się nabrać na niewinną minę i szczerą chęć pomocy trzy razy. Zawsze ta sama historia, tylko inne oczywiście atrakcje. Ostatni, któremu udało nas się zatrzymać , wyzwał nas na koniec od „stupid people”, bo nie chcieliśmy, żeby nas zawiózł do „Happy Budha”, który podobno rozdaje piwo za darmo. No ludzie! Poważnie? Zaczęliśmy się śmiać i odeszliśmy.

Bangkok to jeden wielki rynek. Nie dość, że niemal każda ulica zastawiona jest straganami, to jeszcze mają nocne markety, gdyby ktoś w dzień nie zdążył zakupów zrobić. Matko! Kto to całe badziewie kupuje?

Przez Bangkok płynie rzeka – mętna, brązowa. Po jednej stronie szklane wieżowce o mizernej architekturze czasów współczesnych. Szpiczaste stupy zalane złotym kolorem. I te chatki, rozwalające się, polepione. Betonowe budynki całe zgrzybiałe.

Gdybym nie musiała, to już bym pewnie nigdy tu nie wróciła. Ale wrócę. Za miesiąc mamy tutaj właśnie spotkać się z rodzinką. Stąd zaczynamy rodzinne kolonie po Tajlandii. Może jak zobaczę Grand Palace, leżącego buddę, zjem zupę z mleka kokosowego, a na deser naleśnika z czekolada, stwierdzę, że to miasto ma potencjał. Na tę chwilę cieszę się, że z niego uciekam.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Kasia Paczek pisze:

    Bangkok można polubić tylko trzeba wiedzieć gdzie bywać i z kim, ale zgadzam się, że na pierwszy rzut oka nie zachęca. A do Azji trzeba się przyzwyczaić 🙂 Następnym razem jak będziecie w Bangkoku to na pewno nie dacie się już nabrać 🙂

  2. Gosia pisze:

    Oj, oj to rzeczywiscie zle doswiadczenie ale niestety tak w Azji jest wszedzie w turystycznych miejscach. W Bkk trzeba szukac miejsc oddalonych od KhoSan Road, mocno sie targowac, poznac ceny co i za ile i bedzie pieknie. Magia jest tylko musicie sie ogarnac i odsiac turystyczna papke:) Pozdrawiamy z Toskanii 🙂

  3. Magda Bkk jest magiczne, trzeba tylko dać mu druga szanse. Tak jak . Za ostatnim razem wiedziałam, że będę tu wracać tyle razy, ile szans da mi los.

  4. Evi Ta pisze:

    Ilu podróżników tyle opinii 😉 Ja BKK uwielbiam, za to wszystko co wymieniłaś jako wady i za piękne świątynie, zabytki, atmosferę. Pięć lat z rzędu każą wyprawę po Azji zaczynam od tego miasta i może dlatego, że je świetnie znam, to je polubiłam 😉 Na KSR istotnie są wszyscy nie-biznesowi turyści, którzy przybyli do miasta. Biznesowi śpią na Silom i Sukhumvit 🙂 Od KRS lepsza jest Rambuttri, cichsza, spokojniejsza, a jednak blisko centrum.
    Co do tuk tuków – nikt przy zdrowych zmysłach z nich nie korzysta, chyba, że nocą kiedy jest luźniej na drodze. Stoją w korkach tak samo jak taxi, a przynajmniej w taxi masz klimę i nie wdychasz spalin.
    Co do pytania o drogę – Tajowie już tak mają, że pomocy udzielić chcą i muszą, tylko nie zawsze znają odpowiedź. Więc powiedzą cokolwiek, żebyś nie myślała, że nie chcą pomóc. Także jeśli naprawdę trzeba pytać, to tak z 5 osób najlepiej i wyciągnąć średnią 🙂
    Życzę, żebyście jednak polubili Bangkok!

  5. Renata pisze:

    Ja też troszkę narzekałam, pod tym względem, na Tajlandię i Chiny. Jednak już pierwszego dnia w Indiach zaczęłam doceniać i tęsknić za tymi krajami. Nie wiem, czy się tam wybieracie, ale Hindusi przebijają chyba wszystkich pozostałych mieszkańców azjatyckich krajów. My natknęliśmy się na mega naciągaczy jeszcze w Szanghaju i Pekinie. Tam nabierają na herbatkę, na dzieła sztuki, lub proszą o zrobienie zdjęcia. Zazwyczaj młodzi, normalni ludzie. Także uważajcie, ale nie dajcie się zwariować, bo Azja (przynajmniej ta, którą udało mi się zobaczyć w tym roku) jest bardzo zaskakująca i fajna 🙂

    • Abubaqar pisze:

      taaaak, pamiętam jak pod koniec 4-dniowego ptybou w Bangkoku zastanawiałam się czy nie straciłam już częściowo słuchu i czy jeszcze kiedyś usłyszę ‚ciszę’ 🙂

  6. Magda pisze:

    O jej! Same pozytywne opinie na temat Bangkoku. Czy to znaczy, że ze mną jest coś nie tak?

    • Kuba pisze:

      Ja uwielbiam Bangkok. Za chaos, za historie, za klimat, za miks starego z nowym i za tą brunatną rzekę z bocznymi kanałami też. Ale nie sądze że z Tobą jest coś nie tak – masz swoje odczucia i fajne w nich jest to że one są Twoje 🙂 Pozdrawiam ciepło.

  7. Druga szansa będzie, za 3 tygodnie:)

  8. rejsy.pl pisze:

    Bangkok potrafi zachwycić, ale trzeba tam spędzić więcej czasu i najlepiej rzeczywiście uciekać od tych wszystkich „miłych ludzi”, którzy chcą nam coś pokazać. Lepiej wziąć mapę i pochodzić samemu bądź oczywiście pojechać z kimś kto zna już Bangkok.

  9. heheh niestety mam identyczne zdanie o BKK… mimo Buddy, Grand Palace i zupy;) dla mnie jest bardzo męczący;) ale dodaj do listy koniecznie masaż stópek i koktajl z mango;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »