Podróże w czasie

Czerwiec 18 | w Fidżi, Pacyfik | przez | 4 Comments

Sobota, 16 czerwca, godzina 22.00. Patrzę na zegarek, 22:00:01, 22:00:02,… ,23:59:59, 00:00:01, kolejny dzień. Poniedziałek, 18 czerwca. Ten tydzień nie miał niedzieli.  Jednego dnia zerwaliśmy dwie kartki z kalendarza. Dlaczego? Ponieważ tu, na środku oceanu, gdzieś pomiędzy Samoa i Fidżi, ktoś kiedyś narysował linię na mapie i napisał „zmiana daty”. W tym momencie cały ten „czas” wydał mi się śmieszny. To odliczanie minut, godzin, to przestawianie, ustawianie, regulowanie zegarka. To ważenie, mierzenie, odliczanie dni, tygodni. Małe się to wydaje, ludzkie strasznie.

Szczególnie specyficznie czas płynie na oceanie. Po kilku dniach, gdzie dookoła nas, aż po horyzont rozciąga się tylko woda, mam wrażenie jakby czas zwalniał. Gdyby nie kreska na GPSie przysiągłbym, że ciągle jesteśmy zawieszeni w tym samy miejscu, że czas się zatrzymał. Zapachniało mi to Einsteinem i jego teorią, że upływ czasu zależny jest od prędkości układu odniesienia, w którym się go mierzy.  A nasz układ odniesienia, się jakby zatrzymał. Zatrzymaliśmy się pomiędzy wodą i chmurami. Świadomość tego, że jednak czas upłynął wraca po tym jak docieramy do portu. Kurcze – myślimy – tygodnie minęły przecież. W domu, na świecie czas płyną „normalnie”. Wydarzyło się na pewno tysiące nowych rzeczy. Zaczynamy szukać gdzieś Internetu żeby połączyć się z rodzinką. Uruchamiamy Skypa, na monitorze pojawia się znajoma mordka, dziwnie taka sama jak przed dwoma tygodniami. Zaczynamy gadać, okazuje się, że poza tym, że spadł deszcz i że samochód jest już naprawiony, nic szczególnego się nie wydarzyło.

Powstało w nas takie dziwne wrażenie, że akurat ten czas kiedy nas nie ma między najbliższymi, ten czas w tamtym miejscu, dni niespędzone w Gdańsku, Łukowie, Czerśli, ten tam czas wydaje nam się szczególny jakiś taki. I smutno nam często, że nie ma nas TAM, że TAMTEGO czasu nie spędzamy.  I chyba dopiero gdzieś tu, daleko, nauczyliśmy się, że najlepsze co z czasem robić można to właśnie jego spędzanie. Mam czasem wrażenie, że przez dziesięć lat w Polsce nie spędziłem tyle czasu z rodzinką co przez ostatnie dwa lata. Łączymy się na Skypie, gadamy, śmiejemy się. Łączymy się na te kilka godzin, zatrzymujemy się na tę chwilę, wyłączamy wszystko dookoła i 100% tego czasu spędzamy, spędzamy razem. Przed wyjazdem też zdarzało się, że siadaliśmy razem, gadaliśmy, robiliśmy coś wspólnie. Tyle, że były to tylko chwilowe przystanki w codziennym biegu. Czas gdzie głowę mieliśmy ciągle zawaloną tysiącami bzdurnych spraw, gdzie brakowało miejsca na chwilę skupienia. Nie mieliśmy jeszcze wtedy magicznych zdolności czasowstrzymywaczy.

Jedna z definicji mówi, że czas to „skalarna wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń oraz odstępy między zdarzeniami zachodzącymi w tym samym miejscu”  Potwierdza się ona z tym co my czujemy, że czas w innych miejscach jest naprawdę inny. Że teraz nasze tu minuty, godziny nijak się mają do tych jakie spędzaliśmy przed wyjazdem na drugim końcu świata.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Kamela Ela via Facebook pisze:

    a niedawno się zastanawiałam jak to u Was jest z tęsknotą za czasem spędzanym TUTAJ 🙂

  2. Czas jest tym, czego nie możemy pożyczyć ani zaoszczędzić. Jedyne co możemy z nim zrobić, to z niego korzystać. / Benjamin Franklin / 🙂

  3. Mega tekst, chyba najlepiej ze wszystkich wyraża wasza tęsknotę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »