Podwójne życie atolu

Maj 3 | w Pacyfik, Polinezja Francuska | przez | 4 Comments

Jeszcze lekko zaspani, ale wszyscy skupieni i skoncentrowani. Tomasz w kąciku nawigacyjnym sprawdza współrzędne, a następnie podaje je kapitanowi, który stoi za sterem. Ja natomiast na dziobie wypatruję mielizn. Mam określić po kolorze wody, falach i dnie czy przypadkiem zaraz nie wpłyniemy na koral. Przed nami Takaroa, niewyraźnie majaczą kolorowe budynki ukryte za palmami i mała przerwa miedzy nimi, pęknięcie, niegościnne wrota, uchylone zaledwie troszeczkę. Wąsko tu, a w kanale nie ma odwrotu, jeden fałszywy ruch i może być po łódce. Wpłynąć do atolu to swego rodzaju sztuka. Nie o każdej porze dnia można to zrobić. Trzeba poczynić pewne obliczenia, rachunki, wyliczenia i tylko gdy woda wpływa do pierścienia podczas przypływu można razem z jej nurtem dostać się do środka.

Ale cóż to znowu jest ten atol? Kiedyś był tutaj wulkan, który obrosły małe, wapienne zwierzątka. Te wapienne zwierzątka to nic innego jak rafa koralowa, która z czasem stała się tak ciężka, że ten wulkan i otaczająca go wyspa, powoli zaczęły znikać, zanurzać się, tonąć. Pozostał tylko piaskowy pierścień, który z zewnątrz otaczają niekiedy groźne, głębokie wody Pacyfiku. A w środku płytka laguna o wszelkich odcieniach turkus, błękitu, zieleni i grafitu. W archipelagu Tuamotu takich atoli jest aż siedemdziesiąt osiem.

Nad

Udało się! Jesteśmy w środku. Kolory wody tworzą spektakularną mozaikę w kolorze blue. Kotwicę zrzucamy naprzeciwko oznaczonej czerwonymi bojkami farmy pereł i czym prędzej udajemy się do wioski. Na brzegu dostrzegamy męską postać, która macha nam życzliwie i krzyczy, że tutaj możemy zostawić dingi. Podpływamy. A cóż to? Jeszcze nie wybiła dziewiąta, a chłopaki już zdążyli rozpracować kilka kartonów czerwonego wina. Za najtańszy w tych okolicach alkoholowy trunek podziękowaliśmy, ale na wielkiego tuńczyka leżącego na grillu się skusiliśmy. Sama nie wiem czy imprezę dopiero zaczęli czy może od wczoraj jej jeszcze nie skończyli. Wyspiarze niezwykle gościnni i no nie ma co ukrywać zalani w trzy tyłki, wskazali nam drogę do głównej ulicy i zapewnili, że przypilnują dingi.

Teavaroa wygląda na ciągle jeszcze zaspaną. Niedzielne, poranne słońce, tak jak każdego innego dnia jest bezlitosne. Pomarańczowe promienie atakują nasze ciała z gorącą siłą rażenia. Ciężko nawet oddychać, a co dopiero się poruszać. Ludzi nie widać, ani na drodze, ani w ogródkach, ani w domach. Na przystani dwóch chłopaków łowi ryby, zbliżamy się do nich powoli, gdy nagle podjeżdża jeep. Kierowca z dredami po pas, z cienkimi szparkami, a nie oczami, w ostatniej chwili wciska hamulec. Było blisko, tym jednak razem samochód nie wylądował w oceanie. Na pace, na plastikowym krześle zwisała postać ludzka, nie siedziała, ona zwisała, bo z braku sił i nadmiernej ilości procentów, nie mogła utrzymać pionu. Obok zmęczonej postaci siedziały jeszcze dwie, w podobnym stanie. Jeden z nich próbował odpalić papierosa, ale kolejna, bezskuteczna próba wzniecenia płomienia za pomocą plastikowej zapalniczki, była na tyle frustrująca, że mężczyzna zrezygnował w końcu z dymka.

Nieopodal jeden kościół, trochę dalej drugi. Jeden ewangelicki, a jeden mormoński. Teraz już wiadomo gdzie podziali się wszyscy mieszkańcy, ci co nie chleją u sąsiada pod palmą poszli na mszę. W odświętnych strojach opuszczają powoli świątynie. Kapłana wyróżnia kolorowy sznur kwiatów zawieszony na szyi, śnieżnobiała koszula i spodnie w tym samym kolorze. Mieszkańcy niezwykle mili, serdeczni, witają się z nami, pozdrawiają. Gdy tylko tłum kościelny rozchodzi się, wioska ponownie pustoszeje.

Nie ma tu kina, ni dyskoteki, nie ma kawiarni, ni baru. Dwa sklepy czynne od poniedziałku do piątku, poczta, szkoła, boisko. Mieszkańcy nie mają tu zbyt wiele rozrywek, do sąsiedniego atolu jakieś 30 mil, ale i tam nie wiele więcej się dzieje.

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020488

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020485

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P10205382012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020541

Pod

Ale to tylko jedna część całej tej atolowej układanki, jest jeszcze druga, od której ta pierwsza jest bezwzględnie zależna. Ci „nad” żyją dzięki tym „pod”, natomiast ci „pod” wcale nie cieszą się na widok tych z „nad”. Bo atol to również rafa koralowa, to miliony kolorowych rybek, to przeróżne skorupiaki, gigantyczne muszle, dziwnie wyglądające rośliny.

Założyliśmy maski z rurkami, płetwy. Nie musieliśmy zbyt daleko wypływać, wystarczyło zanurzyć głowę, żeby znaleźć się, poczuć jak w akwarium. Ryby nie zwracały na nas uwagi, nie przejmowały się naszą obecnością. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam. W te wszystkie dziwnie wyglądające ryby, z jakimiś irokezami na głowie, w żółto-czarne pasy, fioletowo-różowe, które nagle zmieniały kolor na niebiesko-grafitowe. Wielkości mojej ręki, wielkości mojej głowy, długości mojej nogi. Okrągłe, półokrągłe, podobne do węża, z wysokim czołem, z dużym ogonem, z małym ogonem. Jedne ciekawsko zaglądają nam prosto w oczy, inne zwiewały do swej nory ukrytej w koralu. Ale gdy w pewnym momencie kącikiem oka dostrzegłam rekina oddalonego od nas o kilka metrów, na chwilę zamarłam. Ścisnęłam Tomasza za rękę i pokazałam mu szarą bestię z czarną plamką na płetwie. Nie płynął w naszym kierunku, był jednak blisko, jakieś 5 metrów. Przestaliśmy machać płetwami, nie ruszaliśmy rękami, udawaliśmy, że nas tu nie ma, a gdy się oddalił, migiem wskoczyłam do zakotwiczonego w pobliżu dingi.

Tubylców ta egzotyka już nie rajcuje, oni jedynie ją pożerają, żywią się nią, ich egzystencja, przetrwanie zależy od tych „pod” wodą. Podobnie jak nasza przez tych kilka dni spędzonych w atolu. My też łowimy, my tez tą egzotykę zjadamy. Najlepsze jest to, że ona sama pcha się na haczyk. Tomasz nawet bez przynęty złowił całkiem zacny obiad w kolorze różowo-czerwonym, z wielkimi, czarnymi oczami. Żeby tego było mało, nawet malutki rekinek nadział się na wędkę. Nie mieliśmy zamiaru go zjeść. Próba uwolnienia dobrze uzębionej bestii odbyła się pod wpływem sporych emocji i małego strachu, co by przypadkiem nie stracić paluszka lub całej rączki.

I tak sobie żyją w symbiozie pośrodku Pacyfiku, jedni na górze, a inni na dole. Rybki pływają w błękitnej lagunie i wydają się być zadowolone. Ludzie natomiast wegetują na wysepce, na której w najszerszym miejscu zmieściłyby się maksymalnie dwa boiska. I co niedzielę zapewne borykają się z  nie lada dylematem – Co by tu dzisiaj robić? Pić czy się modlić?

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020805

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020794

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020789

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020737

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020666

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P10206312012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020630

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_Tuamotus_P1020565

2012 05 03_Magda i Tomek Dookola Swiata_TuamotusDSC_0084/więcej podwodnych kolorów znajdziecie w galerii/

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Kasia Jaskolska Thanesh via Facebook pisze:

    Magda czy wy nadal na Tootsie?
    Jak wam idzie?
    Kiedy będziecie znów na lądzie na dłużej?
    Pozdrawiam!!!

  2. nano pisze:

    zumuva wine is from argentina 😉

  3. Hejka Kasia,My już nie na Tootsie:) teraz mamy zajebistą łódkę i zajebistego kapitana, wiem co mówię, bo już miesiąc z nim jesteśmy. Teraz jesteśmy w American Samoa, ale za tydzień dalej w drogę. Dłużej na lądzie, to my będziemy dopiero w okolicach sierpnia, jak już do Nowej Zelandii dopłyniemy:)Magda

  4. Kasia Jaskolska Thanesh via Facebook pisze:

    To ja bede w sierpniu w Polsce!!! I odpowiem twoim rodzicom jaka jestes dzielna!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »