Poznajcie Leszka

Czerwiec 23 | w Inne | przez | 25 Comments

20130223_z2strony_2013-02-23-016-2

A dokładniej Leszka Sylwestra. Z Leszkiem znamy się od zawsze, chociaż dopiero od niedawna więcej ze sobą rozmawiamy. Wcześniej Leszek był zajęty, zapracowany był wiecznie. Leszka nigdy nie było w domu, bo albo na służbie był, na kolei pracował jako maszynista. Albo w polu, bo z Baśką ziemniaki sadzili i zboża kosili. Albo w warsztacie na frezarce docinał deski, bo na stolarce też dorabiał. Musiał jakoś koniec z końcem związać, bo trzy córki ma, na studia dla nich potrzebował, na prywatny angielski wysyłał, bo jedno czego dla nich chciał to dobrego wykształcenia. Lekko Leszek nie miał, bo po nocnej służbie w pole iść trzeba było albo do warsztatu drzwi dla klienta zbijać. Któregoś dnia pamiętam, jak Leszek rowerem jechał z zawiniętą w białą chustę ręką. Chusta błyskawicznie czerwona się robiła, przesiąknięta krwią była. Potem się dowiedziałam, że Leszek na tej nieszczęsnej frezarce odciął sobie trzy palce. Samochodu Leszek nie miał, w tamtych czasach mało kogo stać było na samochód, krzyknął więc do Baśki „Dawaj kawałek szmaty”, zabrał odcięte palce i popedałował na pogotowie. Doszyli, ale kiepsko szwy związali, bo Leszek już nie zgina tych palców. Czucie ma, ale jakieś takie powykręcane te palce, niekształtne, sztywne. Przez chwilę Leszek chodził smutny, chociaż nie widziałam, żeby płakał. Za długo też w domu nie posiedział, bo druga ręka sprawna była, na rachunki potrzeba, więc szybko wrócił na służbę, pole i do stolarki.

Leszek żonę ma – Barbarę. Nie wiem co ona w nim widziała, bo za młodu to podobno był niezły cwaniak. Może to ta czarna grzywa, a może ten motor… Zapytałam kiedyś Barbarę co ją w nim urzekło, ona odpowiedziała, że sama nie wie, bo on przecież taki uparty jak ten osioł. Ale potem dodała, że dobroć, że to dobro w nim pokochała. A dlaczego Leszek Barbarę za żonę wziął? „Z braku czasu” jak to powiedział. „Ale jak to z braku czasu” – zapytałam. „Bo widzisz, za dużo roboty miałem, a Baśka za płotem u Kryśki w domu mieszkała”. Baśka wtedy fryzjerką zostać chciała i na nauki do miasta Łuków przyjechała, i na stancji, po sąsiedzku z Leszkiem, zamieszkała. Ale ja w to nie wierzę, bo Baśka blond włosy miała, nogi zgrabne, lico piękne, krótkie spódniczki nosiła i koturny wysokie. Niech Leszek mówi co chce, ale Barbara niezła była laska i nie jeden we wsi do Baski oko puszczał.

Z Leszkiem kojarzę ropę, miętusy i wędzoną rybę. Leszek miał mundur kolejowy, który zawsze śmierdział Polską Koleją Państwową. Miał też czarną torbę, z którą jeździł rowerem na kolej. W tej torbie miał zawsze miętusy, które Leszkowi notorycznie wykradałam. A jak był czwartek, to Leszek jechał na rynek i kupował wędzoną rybę. Przywoził ją zawiniętą w czarno – białą gazetę.

Leszek nie wyjeżdżał na wakacje, ciągle powtarzał, że jak na emeryturze będzie to pojedzie. Pracować musiał, bo ciągle na coś trzeba było zbierać. Czasami jeździł nad polskie morze, bo miał tam szwagierkę, za hotel płacić nie było trzeba, a i jodem pooddychać można było. Ale obowiązkowo Leszek raz w roku musiał pojawić się w Częstochowie. W swym kolejowym mundurze stał wtedy dumny ze sztandarem w dłoni przed obrazem Matki, a w nocy czuwał i się modlił do Najświętszej Panny. Leszek bez pacierza nie uśnie, a w piątek mięsa nie tknie.

Dużo Leszek czyta, odkąd pamiętam zawsze z książką. Podsunęłam mu „Białą Gorączkę” Jacka Hugo – Badera. Ale mu się spodobała. A jak się jeszcze dowiedział, że koleją transsyberyjską będę niedługo jechała i jeszcze pod wpływem tej Jacka książki, dla żartu z malucha transsyberiana zrobił, sam czapkę papucie założył, stary waciak i w zimie pstryknął kilka fotek. Przesłał mi te fotki z pozdrowieniami, jak ja byłam jeszcze w Australii. Miał Leszek nadzieję, że się w tym pociągu z Rosji spotkamy, bo tak kombinował, że on już wtedy na tej emeryturze będzie i będzie mógł w końcu podróżować.

Poleciał też Leszek razu pewnego do Włoch. Pierwszy raz w życiu z Barbarą samolotem lecieli. Baśka kazała Leszkowi cukierki cmokać, bo koleżanka jej powiedziała, że dzięki temu przy starcie tak uszy nie bolą. Ależ się Leszkowi w tym Rzymie podobało. Jaki on był zachwycony, że w Bazylice był, że przed grobem Jana Pawła II klęczał, że fontannę Di Trevi widział. Ale po powrocie pewna myśl spokoju mu nie dawała. Nie mógł pogodzić się z tym, że nie mógł sobie z nikim pogadać. Co więc Leszek zrobił? Na strychu znalazł słownik polsko – angielski i jakieś podręczniki po córkach i zaczął słówko po słówku uczyć się angielskiego języka. Ale mówi Leszek, że pamięć już nie ta sama, bo to już przecież 63 lata. Nie poddaje się jednak i teraz już Leszek jak mnie widzi nie mówi „Cześć” tylko „Hello, how are you, Lady Magdalena?”. Teraz już nie ma chleba, bo jest bread, a Barbara jest „big”, bo ona „eat to much”. To prawda, że Baśka już nie jest taka „slim”, a jej „belly” jest „too big”. Barbarze trochę się ta Leszka nauka angielskiego nie podoba, bo ciągle ją męczy tymi dziwnymi zwrotami, w domu nie ma teraz innego tematu jak angielski. To Leszek nauczył Barbarę jak ma wyrazić swą złość i kazał jej mówić „Kiss my nose”.

Ma też Leszek swego rodzaju rozrywki. Bo Leszek dostał w spadku po ojcu kawałek lasu. Kocha Leszek ten las, tak samo jak kochał ojca. Raz tylko w życiu widziałam jak Leszek płakał. Po pogrzebie to było Tadeusza, jego ojca, po stypie kiedy już wszyscy do domu poszli, Leszek zaczął o Tadeuszu opowiadać, schował twarz w powykrzywiane palce i zaczął płakać rzewnymi łzami. Chodzi teraz Leszek do tego lasu codziennie. Doglądać, odpocząć, natury być blisko. Ale Tadeusz zostawił Leszkowi w spadku jeszcze dwie uciechy. Żółtego Fiata 126p rocznik 1983, tego samego co Leszek na transsyberiana zrobił. Teraz transsyberian nie ma już hamulców, prawie też podłogi nie ma i tylnej szyby. To jednak nie znaczy, że Leszek nim już nie jeździ. Otóż Leszek tym maluchem po chrust do swego lasu jeździ, a co dłuższe patyki to przez tylną zwisają szybę. A jak Leszek hamuje? Śmieję się, że jak Flintstone, bo przecież i tak już prawie podłogi nie ma. Ale, nie, bo przecież jeszcze jest ręczny sprawny, a poza tym jak Leszek wjeżdża na podwórko to ma pod górkę, to i sam samochód hamuje. Raz tylko Leszek sobie czoło potłukł, bo mu Baśka bramę przymknęła i Leszek nawet pod górkę na tym ręcznym nie zdążył wyhamować i się na słupku maluchem zatrzymał.

I oczywiście pszczółki. „My bee” – jak to mówi Leszek. Miodzio pierwsza klasa, ale ile się Leszek przy tych ulach nastoi, ile razy rój z drzewa musiał ściągać, ile razy królową mu te jego „bee” zjadły. Oj, nie jest to łatwa zabawa, ale Leszek się nie podda, bo to Tadeusza były pszczoły, a on Tadeusza kochał, szanował tak jak nikogo i on teraz tych pszczół nie odda choćby był koniec świata.

Kiedyś byłam z Leszkiem w Sopocie. Na molo żeśmy siedzieli. W milczeniu raczej, bo Leszek raczej mówi mało. I Leszek w końcu mówi do mnie: „Wiesz, bo ja w życiu nienawidziłem trzech rzeczy…”. Chwila zadumy, ja spokojnie czekałam przyzwyczajona do tej pauzy. „Kolei, stolarki i uli”. Ależ my się wtedy uśmiali. Kilka lat później Leszek dodał, że również nienawidzi pieczarek, po tym jak pół miasta zeszłam, żeby te cholerne pieczarki mu przyrządzić na obiad.

Leszek wcześniej nie podróżował. Za młodu, za komuny, nie było jak. Potem rodzinę utrzymać trzeba było, czasu nie było, pieniędzy ledwo wystarczało. Gdy teraz Leszek ma już czas i emeryturę po 40 przepracowanych na kolei latach, mógłby Leszek pojechać w siną dal. Mógłby, ale… Lekarz powiedział, że Leszek za ciężko w życiu pracował i teraz serce się buntuje. Raz bije, raz nie bije, raz za szybko raz za wolno, czasem coś tam zamigocze. Gdy rozmawiam przez telefon z Barbarą zawsze pytam jak tam nasz Migotek, czy równo dziś migocze? I z tym migotaniem niestety różnie bywa. A Migotek tak marzył o podróży po Europie, oczywiście pociągiem, bo jako emeryt ma darmowy bilet na kraje zachodnie. Ale za częste ma ataki, zbyt często serce nieregularnie tłucze, by mógł Leszek wsiąść do pociągu byle jakiego i jechać, jechać, hen daleko. Do Rosji też już ze mną nie pojedzie, rowerem na mazury się boi, bo to fizyczny, zbyt duży wysiłek dla niego. A ja bym go teraz nawet na koniec świata zabrała, pokazałabym mu to wszystko co widziałam, a on by się cieszył, spełniałby swe marzenie, jak dziecko rozdziawiłby buzię i by podziwiał, smakował, oglądał, wąchał. I angielski mógłby poćwiczyć z obcokrajowcami i zdjęcie zrobić z Latynoskami.

Czy Leszek ma teraz marzenia? Ma! Jedno. „Chciałbym odzyskać zdrowie” – powiedział. Potem dodał: „I bym wyjechał”.

„A czy Ty Leszek jesteś szczęśliwy?” – niedawno zapytałam. Popatrzył na mnie, uśmiechnął się szczerze i odpowiedział: „Yes, Lady Magdalena, I am happy”. Ale już sama nie wiem, czy mnie przypadkiem nie oszukiwał.

To cały Leszek. Szczuplutki, łysy, malutki. Teraz już dziadziuś. Poświęcił swe życie rodzinie, a marzenia, bez gwarancji na ich realizację, odłożył na później. Dla nich, żony i trzech córek. Zjechałam z pół świata, spotkałam tysiące ludzi, ale tak pięknego człowieka jak Leszek nigdzie nie poznałam. Dlatego o nim piszę. Dlatego chciałam byście Go poznali – Leszka, Leszka Sylwestra tak dokładnie.

Mojego tatę.

20100709_z2strony_page02
Leszek ma już czas i emeryturę po 40 przepracowanych na kolei latach
20130826_z2strony_page01
Otóż Leszek tym maluchem po chrust do swego lasu jeździ, a co dłuższe patyki to przez tylną zwisają szybę.
20130911_z2strony_page01
Albo w warsztacie na frezarce docinał deski, bo na stolarce też dorabiał.
20100709_z2strony_page01
Dla żartu z malucha transsyberiana zrobił, sam czapkę papucie założył, stary waciak i w zimie pstryknął kilka fotek.
20130911_z2strony_page01
I oczywiście pszczółki. „My bee” – jak to mówi Leszek.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Dora pisze:

    Pięknie Madziu piszesz. Koniecznie pozdrów Leszka (przepraszam, że po imieniu) bo fajny z niego chłopak! No i życz mu zdrowia!

  2. pięknie to napisane. pięknie. aż łza się w oku kręci. jak pięknie można opisać poświęcenie i miłość do swoich najbliższych. przy okazji wspominam mojego tatę…

  3. Edyta Ff via Facebook pisze:

    Mega!

  4. Danuta pisze:

    Pieknie opisalas swojego tate! Ciekawe, ze ma on troche wspolnego z moim – ciekawy swiata, pracowity, ojciec trzech corek, no i dostal pszczoly w spadku po dziadku, ktorych nigdy nie lubil:)

  5. Marta Bogusz via Facebook pisze:

    Oj, łezkami się w oku zakręciła 🙂

  6. jacek pisze:

    I trzecia jeszcze rzecz po Tadeuszu: polamana figurka Matki Bozej w warsztacie. Uchowala sie. Stoi krzywo, schowana za nowsza wersja – ta niebieska ze zdjecia powyzej. Tak sobie mysle, ze i Wujek Leszek i Dziadek Tadek uczyli/ ucza nas milosci do Niej.

  7. Nie zapomne jak tata Leszek kilka lat temu 3miasto rowerem zjezdzal 🙂

  8. Kasia Jaskolska-Thanesh via Facebook pisze:

    Pan Leszek i Pani Basia. Nic dodać nic ująć. Już niedługo się zobaczymy i miodu pojemy i na drewniany domek wejdziemy

  9. luluu pisze:

    pięknie opisana historia twojego taty – wielki człowiek i wielkie jego poświęcenie – niedaleko pada jabło od koszteli – mojego ulubionego jabłka !!! Pozdrawiam PS zabieraj staruszka na wycieczki jak nie dalsze to bliższe !!!

  10. Piękny tekst, pieknie napisany. Przeczytałam jednym tchem i chlip, się wzruszyłam. Niezły model tego Taty Leszka, stylizacja przy maluszku pierwsza klasa:)

  11. magda pisze:

    😉 mega pozytywne 😉

  12. Cieszymy się że mogliśmy się z Wami zobaczyć po takim czasie! Prezentacja super! Do zobaczenia!!!

  13. Karolina pisze:

    Migotek, dobre 🙂 Piekne! 🙂

  14. Monia pisze:

    Czesc,

    Sledze Waszego bloga od dluzszego czasu, ale tak pieknego wpisu jeszcze tu nie bylo! Dzieki ogromne za ten wpis.

    Sciski dla Pana Leszka i jego madrej, wrazliwej corki.

    M.

  15. Rybak pisze:

    Super zdjęcia, a wpis jest również bardzo ciekawy! 🙂
    Będę zaglądał tutaj częściej!

  16. Anna pisze:

    Też bym chciała takiego tatę, jak nie dla siebie – to dla mojej trójki dzieci…
    Wielka z Ciebie szczęściara!
    A co z Barbarą? Jak to wyglądało od strony córki?
    Też mam dwie córki, często się nie rozumiemy, ciekawa jestem, czy posiadanie takiego męża wpływa na kobietę (zarówno w roli żony jak i matki).

    Czy też marzyła o podróżach?

  17. Jaxon pisze:

    To auto jest niesamowite <3

  18. Maluch ależ to był Luksus. Ciekawe ilu pasażerów do Holandii by ten pan załadował do malucha?

  19. Marina pisze:

    Wygląda obłędnie ! 😉

  20. Bazarek pisze:

    Super maluszek wielozadaniowy 🙂

  21. Miga pisze:

    O matko! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »