Permanentnie ozdobieni

Maj 20 | w Pacyfik, Polinezja Francuska | przez | 2 Comments


-Leżałem na brzuchu, rosły facet siedział na moich plecach, drugi przyciskał kolanem rękę…
Tak zaczyna się historia, którą opowiedział nam Adi, spotkany na jednej z przystani Tahiti. Historia jednego z jego tatuaży, tego najbardziej tradycyjnego, który został wykonany tą samą techniką co podobne noszone setki lat temu przez samoańskich wojowników. Nie było to sterylne studio, nie były to cieniutkie igły, które bez większego bólu pakują barwnik pod skórę. O taki tatuaż nie jest łatwo, szczególnie turyście, obcemu. Zgodę wyrazić musi szef wioski i toguga, mistrz, artysta, który ten tatuaż miałby wykonać. I choć dla Adama historia tego tatuażu skończyła się zakażeniem i tygodniami leczenia to i tak wycieczki do samoańskiego fachowca nie żałuje.

Tu w Polinezji tatuaż ma każdy. Pani w Banku ma jakieś wzory za uchem, pan za biurkiem w urzędzie migracyjnym ma wytatuowaną całą prawą rękę. Przedszkolanka, bibliotekarka, piętnastoletnia dziewczynka, wszyscy. Wszyscy mają pod skórą trochę czarnej wyspiarskiej tradycji. U niektórych to tylko delikatne linie pokazujące się gdzieś nieśmiało pod koszulką, zdarzają się też jednak wytatuowane całe twarze, całego ciała nawet. U nas nie do pomyślenia, tutaj normalka. W Polsce kojarzony z kryminałem lub w najlepszym wypadku artystycznym wykrzywieniem, na wyspach nosi go każdy.

Historia tatuażu na wyspach Pacyfiku sięga setek lat. To stąd James Cook w XVII w. zaimportował do nas słowo tatuaż od polinezyjskiego tatau (znak, malowidło) Kiedyś, na Samoa, mężczyźni jak i kobiety byli tatuowani wchodząc w wiek dorosły. Męska wersja, Pa’e, była tatuażem całego ciała, od kolan po nadgarstki. Rytuał ten był bardzo bolesny, trwał tygodniami. Kobiety śpiewały specjale pieśni a toguga zdobił ciało przyszłego matai w ściśle określonej kolejności. Każdy tatuaż kończył się w okolicy pępka, tam więc można było sprawdzić czy przypadkiem młodziak nie poddał się przed końcem nie wytrzymując bólu. Kobiece malu nie były tak zrytualizowane, miały znaczenie głównie ozdobne, ale świadczyły także o dojrzałości płciowej. Tradycje, rytuały różniły się między sobą na poszczególnych wyspach. Na Markizach na przykład tatuowani byli głównie wojownicy i dopiero przyniesiona głowa wroga była przepustką do studia tatuażu. Różniły się rytuały, różniły się także wzory, na Samoa geometryczne linie, trójkąty inspirowane roślinami, gdzie indziej wijące się po ciele tribale. Po przybyciu misjonarzy tradycja tatuowania na wyspach praktycznie zanikła. Zabronili oni rysowania na ciele szatańskich, w ich mniemaniu, wzorów. Henry z Nuku-Hiva opowiadał, że gdy był młody, jakieś trzydzieści lat temu, tatuaży praktycznie nie było i dopiero w ostatnich latach wróciły one na skórę wyspiarzy.

Teraz w takim Papete (stolica Tahiti) studia tatuaży można znaleźć na każdym rogu.
– Tatuują się przede wszystkim miejscowi, ale zdarzają się też turyści, którzy fundują sobie oryginalną pamiątkę ze stolicy tatuażu. – opowiadał Ioera
W małym studiu pracuje sam, dyskutuje z klientem, rozrysowuje potem czarne zawijasy, dla każdego inne, każdy unikatowy. Inspirowane tradycyjnymi nowoczesne tatuaże wyglądają niezwykle. Płaszczka na całe plecy pełna polinezyjskich zawijasów naprawdę robi wrażenie. Spodobały nam się te wzory egzotyczne, myślimy, planujemy. Gdzie? Jaki? Ale czy na pewno? Na razie w naszych głowach, ale kto wie, może przy następnej okazji.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Paweł pisze:

    Zawsze zastanawiałem się, jak wygląda proces nauki takiego „tatuażera”. Przecież w końcu na kimś musi przetestować swoje umiejętności, ale jak znajduje ochotnika? 🙂

  2. Stafu pisze:

    Słyszałem, że niektórzy młodzi artyści kupują i trenują na mięsie świni, np całą nogę ze skórą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »