Trekking przez birmańskie uśmiechy

Październik 2 | w Birma | przez | 8 Comments

Po co jedzie się do Birmy? Dla widoków? Dla historii? Dla zabytków? Pewnie wszystkiego po trochu. Ale wydaje mi się, że do Birmy jedzie się przede wszystkim dla birmańskiego uśmiechu. Żeby doświadczyć totalnie bezinteresownej życzliwości i otwartości. Każda jedna osoba, która miała okazję tu być, powtarzała nam, że ludzie są tu niesamowici. Że z całej Azji, ten kraj wyjątkowy jest ze względu na swoich mieszkańców. Birma, to pierwszy azjatycki kraj na naszej trasie. O porównaniach nie ma więc mowy, ale też nie ma takiej potrzeby. To czego doświadczamy nie wymaga porównań. Wystarczy tu po prostu być, a niesamowitość Birmańczyków pochłonie Cię bez reszty, porwie,  wessie, połknie. Proste gesty, nic skomplikowanego – szeroki uśmiech, wypowiedziane radośnie w twoim kierunku „Minglaba” lub „Hello” i czujesz radość, cieszysz się, że tu jesteś, i obiecujesz sobie, że na pewno kiedyś tu wrócisz.

Zgiełk i hałas dużego miasta nie ułatwia kontaktów międzyludzkich. Tych najlepiej szukać w zaciszu wiejskiej sielanki. Dlatego z Hsipaw, przez górki i pagórki, pola ryżowe i kukurydziane ruszyliśmy na dwudniowy trekking w kierunku wioski Htan Sant . Co jakiś czas soczystą zieleń lasów i pól uprawnych przerywały śnieżnobiałe noodle suszące się na drewnianych tyczkach, bawoły kąpiące się w rzece, czy też zaprzęgnięte w pług orzące ziemie. Słońce było okropne. Bezlitosne. Nie parzyło – paliło. Szkoda, że zapomnieliśmy wziąć krem z filtrem. Szkoda, że nie mieliśmy żadnego nakrycia głowy. (Po powrocie odcierpieliśmy swoje, miałam wrażenie, że mamy poparzenie trzeciego stopnia, ale jak jest się takimi bladymi łosiami, że w tropikach wychodzi się bez filtra na gębie, to później trzeba odcierpieć).

Z drewnianych, niewielkich domków wyglądali ich mieszkańcy. Dzieciaki gdy tylko nas widziały krzyczały „Bye bye”. Dlaczego „bye bye” na powitanie? Nie wiem, ale i tak było to słodkie. W sezonie tą trasą przechodzi przynajmniej z 10 turystów dziennie. Biała twarz w tym rejonie, to nic niezwykłego i egzotycznego. Pomimo tego często słyszeliśmy serdecznie powitania z szerokim uśmiechem na twarzy. Z pytaniem o drogę nigdy nie zostaliśmy sami. Gdy były skróty niezbyt oczywiste byliśmy podprowadzani.

W wiosce Htan Sant , w której noc spędziliśmy  u pana U-Tomien, zostaliśmy przechwyceni przez miejscowe dzieciak, które na przemian tłukły się gałązkami z zielonymi listkami i wpychały się przed obiektyw mając przy tym sporo zabawy. A my razem z nimi. Potem spotkaliśmy małych mnichów przed ich zakonem, którzy upodobali sobie skoki wzwyż, tak, żeby przed nami trochę poszpanować. Wieczorem w wiosce pojawiły się kobiety. Z wielkimi, wypchanymi koszami, jedna za drugą wracały ze zbioru herbaty. Siedzieliśmy na murku i podziwialiśmy ich rysy twarzy, ich plecione kosze, ich kolorowe koszule, ich zmęczone twarze rozpromienione wielkim uśmiechem. Gdy już zrzuciły ciężkie kosze szły do swych drewnianych chatek, by nakarmić swe pociechy, by zamieść klepisko, by utulić maluchy do snu. By samemu w końcu usnąć i by wstać następnego dnia o 6 rano, wyszykować dzieci do szkoły, przygotować śniadanie, wrzucić na plecy wielki, pleciony kosz i ruszyć w kierunku pól zielonej herbaty.

stan Szan
Gdzieś na trasie między Hsipaw i Pan Kam.
Magda i Tomek
Bronimy się przed słońcem.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_page03
Pola ryżowe na ostatnim odcinku, między Man Loy, a Bawgyo Pagoda.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_0968
Woły chłodzą się po pracy.

 

2013 10 02_z2strony_Hsipaw_page04
Fabryka makaronu ryżowego w Hsipaw.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_0996
Dzieciaki w Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_0985
Dzieciaki w Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_page02
Młody z koszem do zbioru herbaty w wiosce Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_1087
W wiosce Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_1081
Po powrocie ze zbiorów herbaty w wiosce Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_1076
Po powrocie ze zbiorów herbaty w wiosce Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_0997
Młodzi mnisi z klasztoru w Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_page01
Skaczący mnisi w Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_1036
Mnisi w wiosce Htan Sant.
2013 10 02_z2strony_Hsipaw_DSC_1048
Dzieciaki z wioski Htan Sant i czerwony białas.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. kiosc pisze:

    Wspaniałe zdjęcia !! Niesamowici ludzie, przepiękny kraj

  2. Smoki pisze:

    o mamo, ale wam zazdroszcze, aż mi się miekko robi jak oglądam zdjęcia, jak by to było wczoraj, full stars hotel itp 😉
    dawajcie jak najwiecej zdjęć, będę wspominać siedząc na kanapie.

  3. Marta Bogusz via Facebook pisze:

    patrząc na Wasze zdjęcia ma się ochotę przytulić te wszystkie dzieciaki 🙂

  4. Widać, że macie super kontakt z „modelami”! Super zdjęcia. Pozdrowienia.

  5. za to kocham internet,siedzę w domu i dzięki Wam podróżuję.Zdjęcia oddają klimat miejsc w których jesteście.Dziękuję

  6. Bożena Krawczyk pisze:

    Pozdrowienia z chłodnej Polski dla Poparzonych Biedaków. Tekst i zdjęcia – b.dobre.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »