Uluru – kamień zwykły, czy niezwykły?

Czerwiec 10 | w Australia, baner | przez | 9 Comments

uluru

Czy warto jechać kilka tysięcy kilometrów przez pustkowia na środek Australii, żeby zobaczyć kamień? Czy warto wydać kilkaset dolarów na lot, żeby wylądować pośrodku niczego i strzelić fotę czerwonej górze? Dla wielu osób, to zapewne idea przynajmniej poroniona. Też tak miałam. Ale dobrze, że się w porę opamiętałam.

Niby tylko kamień, co prawda gigantyczny, ale dla wielu ciągle tylko kamień. Przyjeżdżają zobaczyć, bo duży, bo to ikona Australii, a bo promocja była. Traktują to miejsce jak kolejną atrakcję, którą warto zaliczyć podczas wycieczki do Down Under. A zaliczyć, nie znaczy tylko zobaczyć, zaliczyć znaczy wleźć na górę wydeptaną ścieżką. W tym ogromnym monolicie, widzą jedynie kamień, który najlepiej wygląda, gdy słońce zachodzi, bo fajnie się czerwieni,  bo dobre wychodzą pokazowe fotki z wakacji, na fejsa, czy to na naszą klasę. I do tych właśnie zaliczaczy, a dokładnie do ich zachowania, nie mam ani odrobiny szacunku, potępiam i gdybym miała większe jaja, to bym miotłą spod Uluru przegoniła.

Czy jak jedzie do Częstochowy, to włazi w buciorach na ołtarz, żeby się Najświętszej z bliska przypatrzeć? Czy do meczetu wchodzi w butach, czy bez butów, tak jak mu każą? A na Uluru lezie, włazi i jeszcze się cieszy. Dumny z siebie, że taką górę okiełzną. Ochrony nie było przy wejściu, ale była wielka notatka, ogromna prośba Aborygenów, by nie wchodzić, bo dla nich to święta sprawa. Tabliczki nie widział, padło mu na chwilę na oczy? Czy może przeczytał i olał? W obu tych przypadkach wynika, że to zwykły zaliczacz. Nawet jak mu na chwilę na oczy padło i przeoczył tabliczkę, to czy naprawdę nie miał przed przyjazdem potrzeby dowiedzieć się o tym miejscu czegoś więcej. Na przykład tego, że dla Aborygenów, to jeden z najświętszych obiektów? Że przy tej właśnie górze odbywają się ceremonie, rytuały niezwykle dla nich ważne? Ale dobra, może nie miał czasu przed wyjazdem, bo wiadomo, że przed urlopem sporo trzeba załatwić. Ale dlaczego nie poszedł na dwugodzinną, darmową wycieczkę z przewodnikiem, który by mu oczy otworzył, który chociaż sam biały, w imieniu Aborygenów by poprosił, by nie wchodzić i dokładnie wytłumaczył dlaczego tego nie robić?

Gdyby przez chwilę posłuchał, o tym jak 60 000 lat temu Aborygeni dostali się do Australii, żyli w zgodzie z naturą i rozwijali swą kulturę na długo przed homo sapiens ze starego lądu. O ich wierzeniach, o totalnym braku potrzeby posiadania rzeczy materialnych. O tym, że jedyne co się dla nich liczy to wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie, na posiadanie której trzeba sobie zasłużyć i którą niezwykle należy szanować. Podobnie jak ziemię, na której żyją, środowisko, które ich otacza. Zobaczyłby rysunki w grotach Uluru, pogłębiane przez Aborygenów źródła w zacienionych miejscach przy ścianach kamienia, które pozwalały im w pustynnych warunkach przetrwać. A potem dowiedziałby się jak to któregoś pięknego dnia biały człowiek postanowił tu zamieszkać. Jak to osadnicy, potem poszukiwacze złota, hodowcy bydła, wszyscy oni traktowali Aborygenów jak szkodniki, czasem praktycznie jak zwierzęta, które można było bezkarnie zabijać, gdy zbliżali się do ich osad. To ludobójstwo, plus wiele chorób przywiezionych z Europy, z ospą na czele, zdziesiątkowała populację Aborygenów. Pod koniec XX wieku z kilkuset tysięcy  zostało ich 50, może 60 tysięcy. Nie tak dawno całkiem, między 1910 a 1970, postanowiono aborygeńskim matkom zabierać dzieci i umieszczać w białych rodzinach zastępczych lub ośrodkach. To miało niby uchronić te dzieci, w ogóle Aborygenów przed nędzą. Nikt jednak nie pomyślał o uczuciach tych ludzi. A potem, szesnastoletnie dzieciaki wkraczające samotnie w dorosłe życie nie potrafiły odnaleźć się ani w  środowisku, w którym przyszły na świat, bo ich przodkowie nie mieli okazji przekazać im niezbędnej wiedzy, ani w świecie białych, gdzie byli tylko Aborygenami, w dalszym ciągu bez szans, ciągle gorsi. Można by wiele przytaczać przykładów i mówić o barbarzyńskim traktowaniu Aborygenów, gwałtach i przemocy. W pewnym jednak momencie biały człowiek, który no jakby nie było czuł się od samego początku właścicielem lądu, pozwolił Aborygenom  głosować. W 1967 roku uznali ich za obywateli, nadali im prawa wyborcze. A teraz się dziwią. Dziwią się, że Aborygeni piją. Mówić o nich za bardzo nie chcą. Zapytaj Australijczyka o Aborygena, a on Ci odpowie „ Tak, to trudny temat”. A potem pojedzie na Uluru, z rodziną całą i wydeptaną ścieżką  wlezie na kamień. Do tego dumny, że taką górę pokonać mu się udało. A Aborygen prosi, bo on łagodny jest, w oczy nie patrzy, bo to po ichniemu nie wypada, on nie zabrania, nie stawia strażnika u bram, on tylko prosi, żeby nie wchodzić „Bo to dla nas święta góra”. I jak tu być dumnych ze swojego odcienia skóry.

2013 05 25_z2strony_Uluru_page01

2013 05 25_z2strony_Uluru_P5230370

2013 05 25_z2strony_Uluru_P5230382

2013 05 25_z2strony_Uluru_P5230376

2013 05 25_z2strony_Uluru_P5220269

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. magda pisze:

    Pięknie napisane 🙂

  2. Malgorzata Pokutycka via Facebook pisze:

    super ze sie zdecydowaliscie pojechac. Piekny post. My aktualnie jestesmy ostatnie 4 tygodnie w Cairns i pa pa kraino Oz. Pozdrawiamy!

  3. oj zaliczacze, mogą podnieść adrenalinę – oj tak. super post! już wróciłam z podróży, ale dzięki takim blogom jak Wasz, czuję się jakbym ciągle była w ruchu! Powodzenia!

  4. Karla pisze:

    Piękne foty!!! Ściskamy!

  5. Bodzia pisze:

    Mądre…Piękne…a zdjęcie ostatnie powala ;)))

  6. Piękne to poskładane zdjęcie 🙂

  7. Andrzej pisze:

    Musimy się w końcu spotkać, bo myślimy bardzo podobnie… bardzo chętnie przegadamy z Wami kilka nocy, przy namiocie, winie, albo obok jakiejś skały… nieważne!

    PS: Były muchy?

    • Magda i Tomek pisze:

      Koniecznie!!! W sierpniu powolutku wyruszamy w Waszym kierunku, ale już chyba Was w dordze nie dogonimy. Ale to nic, na ojczystej ziemii przecież też spotkać się możemy:)

      PS Muchy! oj były, były. Nie odpuszczały nawet na chwilę:).

  8. Sebastian pisze:

    Piękne zdjęcia. Aż chce się tam być. Może kiedyś się wybiorę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »