Uwielbiamy Polonię

Grudzień 2 | w Australia | przez | 4 Comments

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0010

Naprawdę, bez krzty ironii, absolutnie na serio uwielbiamy Polonię. Czy to ta chicagowska pod postacią przypadkiem spotkanej polskiej babci w barze z tanim hamburgerem, czy to ta nowozelandzka, która przygarnęła nas na świąteczny obiad, uwielbiamy. Polonie, z jakimi mieliśmy do tej pory do czynienia, tworzyli na ogół ludzie starszej daty. Tacy co to wyjechali z Polski 30, 40 może i 50 lat temu. Tyle też lat ma obraz ich ojczyzny, który zapamiętali z krainy swoich dziadków. Obraz ten, dawno oderwany od faktycznego, zmieniającego się każdego dnia pod nieobecność emigrantów, jest dla mnie takim trochę żywym skansenem. Pewnie w wielu przypadkach taka ocena okazała by się niesprawiedliwa, ale cóż takie są moje doświadczenia. Nie znaczy to, że jak skansen to gorszy, inny po prostu, może pod pewnymi względami nawet lepszy. Taką dawkę dobrze zakonserwowanej polskości mieliśmy okazję zaserwować sobie na świątecznym polskim pikniku odbywającym się w centrum Sydney.

Na wydarzenie całą gawiedź zapraszała strona internetowa, która (jakby to powiedzieć żeby nikogo nie urazić) była utrzymana w klimacie zaawansowania polskiej myśli informatycznej sprzed 20 lat, kiedy to tajemniczy kod html był znany tylko nielicznym magikom. Po dokładnym zlustrowaniu tematu w sieci, po wysłuchaniu Pana Dariusa w trzech odsłonach wspominał zeszłoroczny piknik na youtubie, nie mogliśmy doczekać się tego eventu. Idąc w kierunku Darling Harbour z daleka słyszeliśmy Gangnam rytmy pana PSY, zastanawialiśmy się czy to nie piknik koreański. Jednak jak tylko podeszliśmy bliżej i zobaczyliśmy zespół ludowy, który machał tak fajnie rączkami jak pan z teledysku, nie mieliśmy wątpliwości. Polska, biało czerwoni! I ten obraz zaprawiony dodatkowo Panem Tadeuszem, Wołodyjowskim, polskim bigosem, tancerzami ludowymi tworzył mieszankę wyśmienitą. Zjadłem kiełbasę, kapustę, wypiłem jedno Tyskie, posiedziałem na kocyku oglądając przytupy piknych tancerek. W otoczeniu polskich znajomych, biało-czerwonych kapeluszy, patrząc się na scenę pokazującą może nie najbardziej aktualne aspekty, ale zawsze polskości, zatęskniłem. Chcę wrócić, wcześniej czy później, ale chcę wrócić do Polski i tam się zasiedzieć.

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_P1070294

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0002

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_page01

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0066

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0048

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0040

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0028

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0017

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0007

2012 12 02_z2strony_Polish Picnic_DSC_0014

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Z tym żywym skansenem to bardzo trafne stwierdzenie, dokładnie takie same odczucia miałem po zetknięciu się z Polonią w Kanadzie.

  2. Robert Galecki via Facebook pisze:

    Zaraz, zaraz. W Kanadzie zetknąłeś się ze mną:)

  3. Heh, ale Ty i Kuba się nie zaliczasz do nich, w sensie tego skansenu. Miałem na myśli ludzi z Roncesvalles i paru innych poznanych Polaków starej daty.

  4. Goga pisze:

    Podoba mi się twoje podejście do polonii;)Przyznaję ze doświadczyłam tej australijskiej a także polonii z RPA i w tych konkretnych przypadkach izolacja emigrantów z kraju była ogromna( geograficznie rzecz biorąc) i oni sie tak zahibernowali w czasie,taka kapsuła czasu….Z pewnością jest to folklor i godne podziwu pielęgnowanie tradycji trochę cepeliowskiej:)Na swojej drodze spotkałam ludzi tak historycznie zakonserwowanych ze czułam jakbym obcowała z obiektem muzealnym, np:słownictwo z innej epoki:)I nie piszę tego sarkastycznie,po prostu ciekawe doświadczenie polskości która w Polsce już prawie zaginęła lub radykalnie zmieniła swoje oblicze
    A tak na marginesie, wpsaniałe macie przygody i fascynującego bloga, pozdrawiam
    Goga

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »