Wracamy do pampersów

Listopad 8 | w Tajlandia | przez | 3 Comments

z2strony_phone_20131104_071238

Wszystko lśni nowością. Widać, że jesteśmy świeżakami w tym temacie. Tomasz jedzie przede mną wskazując drogę, a ja mocno trzymam kierownicę i próbuję omijać ciągle zajeżdżające mi drogę autobusy. O dziwo, nawet taksiarze potrafią się zachować i nie wpychają się między mną a Tomkiem. Nikt na nas nie trąbi, większość aut cierpliwie czeka, aż zjedziemy im z drogi. Myślałam, że przy tak ogromnym ruchu na ulicach Bangkoku wyjazd będzie zdecydowanie gorszy. Ale ja w ogóle byłam pełna obaw. Co prawda na rowerze jeździć umiem, to żadna filozofia, ale żeby tak jednorazowo, w sensie w jeden dzień, przejechać więcej niż 25km, to nie ja. Ale przecież innym się udało. Przed podróżą dookoła świata, też nigdy wcześniej na tak długo nie wyjeżdżałam, też miałam lekkiego stracha i też za wiele nie wiedziałam, a jak do tej pory idzie całkiem sprawnie. Wszystko się zgadza, tylko teraz będzie troszeczkę inaczej. Teraz to ja musze naprawdę spiąć poślady, i to nie jest metafora, i nie ma, że strzelę focha, że mi się nie podoba, że mi się nie chce, że mam okres…  Czy mam pietra? O matko, i to jakiego! O ile myślę sobie, że przecież nikt nas nie goni, że to my decydujemy ile przejedziemy, kiedy odpoczywamy, a kiedy ciśniemy, wszystko wydaje się proste. Ale jak pomyślę sobie o 10 000km, które nas czekają, to nie ogarniam. Cały czas nie rozumiem jak można zrobić tyle kilometrów o własnych tylko i wyłącznie siłach. I z jednej strony to mnie przeraża, ale z drugiej daje kopa. Nie chodzi tu o jakieś rekordy czy udowodnienie sobie czegoś, bo z tego już wyrosłam, ale żeby zobaczyć jak to jest. Bo w tej chwili jest to dla mnie po prostu lekko niewyobrażalne. 10 000km! Ciągle abstrakcja.

W kurzu i smrodzie spalin, skupiona na maksa, żeby tylko przeżyć tą miejską dżunglę, słyszę jak Tomasz krzyczy 35. Ale co 35? No 35km już przejechaliśmy. Poważnie? Byłam tak zestresowana, tak zaabsorbowana jazdą, że nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jedziemy już ponad dwie godziny. To może nie będzie wcale tak źle, pomyślałam.

I muszę przyznać, że pierwsze dni mijają nam cudownie. Wyjazd z Bangkoku był mało przyjemny, ale za to bardzo płaski, a to się na rowerze docenia. Ale gdy już jesteśmy na tajskich off roadach, to już czysta przyjemność. Idealne dla takich świeżaków jak my. No może pomijając tych kilka skrótów w tumanach kurzu unoszących się pod ciężarem i prędkością ciężarówek. I może jeszcze tych kilka niby dróg, które istniały tylko na naszym GPSie, a które okazały się porośniętymi kolczastymi krzakami laskami, przez które musieliśmy się przedzierać.

Przez większość czasu jadę po prostu z wielkim bananem na gębie i sama nie rozumiem, co się ze mną dzieje. Gdyby dwa lata temu ktoś mi powiedział, że sama, z własnej, nieprzymuszonej woli w 35 stopniowym upale, z pampersem w kroku, od którego zrobią mi się odparzenia i będę miała rany, że dupa będzie mnie tak bolała, że jedyna komfortowa pozycja to będzie stojąca, że zalana potem i mało pachnąca, przez krzaki jakieś, w kurzu, między krowami i ich gównami będę jechała rowerem, to bym go najzwyczajniej w świecie wyśmiała. A gdyby jeszcze dodał, że mi się to spodoba, tak bardzo, że nie będę chciała przestać, to bym stwierdziła, że jest jakiś nienormalny, albo, że się za bardzo zjarał. Ach te endorfiny, cóż one potrafią zrobić z człowieka. I o ile wcześniej, zanim wsiadłam na rower, zastanawiałam się, po co, ale po co ludzie to robią, tak się meczą, jakby motorem nie można było tego przejechać, teraz, po tych kilku dniach już wiem, dlaczego. Ale nie będę tego tłumaczyła, bo tego chyba nie da się wytłumaczyć, trzeba samemu wsiąść na rower i jechać. Wtedy odpowiedź będzie prosta.

Mijani ludzie w pierwszej chwili są zdezorientowani, ale po chwili pojawia się mały uśmiech. A gdy zajeżdżamy gdzieś na śniadanie, panie podekscytowane szykują ryż z jajkiem. Raz nawet jedna babcia siedziała przy samym Tomaszu i z radością w oczach przyglądała mu się jak je. Obserwowała każda jedna łyżkę wkładaną przez niego do ust, a gdy ta pusta z powrotem wracała do talerza, a Tomasz przeżuwał, pani szeroko się uśmiechała. Po prostu widok bezcenny.

Nocujemy różnie. Jak się trafi tani hotel, to bierzemy bez chwili namysłu. Bo fajnie jest po 90km wziąć prysznic i położyć się w wygodnym łóżku. Ale jak hotelu brak, to rozstawiamy namiot. Ostatnio trafił się nam kawałek posadzki w buddyjskim krematorium. Nasz GPS przekonywał nas, że to camp site, ale widok komina z naszego namiotu i szpiczaste pomniki dookoła wskazywały na zupełnie coś innego. Ale mnisi przywitali nas bardzo ciepło i miło, wręczyli nawet siatkę pełną jedzenia. Jednak Boonrduna, od którego wynajęliśmy pokój w 99Resort w Sakoe, przebił wszystkich. Pokój mieliśmy jak za pół darmo, codziennie dostawialiśmy zaproszenie na kawę i herbatę w jego domu, a jak chcieliśmy pojechać na rynek, to zaproponował nam swój samochód. Ostatniego dnia, gdy już wyjeżdżaliśmy, okazało się, że Boonrduna jest burmistrzem miasta i zapalonym graczem futbolu, wręczył nam koszulkę jego drużyny z jego numerem i nazwiskiem, mówiąc, że to na szczęście w dalszej podróży.

Inaczej wygląda świat z perspektywy siodełka. Po tych kilku dniach pedałowania muszę przyznać, że wydaje się on jeszcze ciekawszy. I tutaj chwila na drobną refleksję. Kilka dni przed wyprawą rowerową mój tata, który za młodu rowerem Mazury przejechał i gdyby mu zdrowie pozwoliło, to pewnie by teraz z nami pedałował, powiedział coś, co idealnie pasuje do pomysłu z rowerami. „Że na piechotę tyle nie przejdziesz, a samochodem czy motorem tego nie poczujesz”.

2013 12 02_z2strony_Rowery_PB040015
Na trasie już o wschodzie słońca.
z2strony_phone_20131104_065248
Piasku w zębach to my nie lubimy.
z2strony_phone_20131104_072304
Idealne warunki na trasie.
z2strony_phone_20131104_083901
Prawie idealne warunki na trasie.
z2strony_phone_20131104_141305
Śniadanie z kontrolą zjadalności.
2013 12 02_z2strony_Rowery_PB030005
Nocleg pod kominem.
z2strony_phone_20131108_072425
Pamiątkowe zdjęcie z Boonrduna.
 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Monika Herzog via Facebook pisze:

    Przeżyłam taką blokadę 2 tygodnie temu w Wietnamie + blokada poczty wp. Nie fajne to było 🙁

  2. Madzia, KUDOS (kolarski dowód uznania) za wpis na blogu 🙂

  3. Endru62 pisze:

    Witam.
    Podziwiać należy wasz zapał do „nowego”..
    Powiedzcie ile kosztowały rowery wraz z dodatkami.Warto wiedzieć,cenna informacja.
    Jeżdżę rowerem/sakwy więc zrozumcie mnie.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »