Z Azji do Polski na rowerach

Listopad 1 | w Tajlandia | przez | 1 Comment

rowery

Jeździliśmy już stopem, jeździliśmy kupionym za grosze gracikiem w US, tłukliśmy się kurczakobusami po drogach Ameryki Środkowej. Był też motor w Andach i żaglówka na falach Pacyfiku. Próbowaliśmy już prawie wszystkiego, teraz czas na rowery. O pedałowaniu na długich dystansach nie wiemy wiele. Ja jeszcze kiedyś pojechałem za Magdą na południe Polski, ale ona to chyba w życiu nie przejechała więcej niż 20km jednego dnia i to po płaskich jak tafla szkła, naszych, lubelskich drogach. Skąd więc taki pomysł? To chyba ta nasza ciągła potrzeba zmian, potrzeba próbowania czegoś nowego i może jeszcze to dziwne wrażenie, że wszyscy którzy raz zmienili plecaki na sakwy zakochali się bez reszty w tym sposobie podróżowania. Czemu więc my nie mielibyśmy spróbować?

To jakimi jesteśmy laikami w temacie okazało się już pierwszego dnia poszukiwań rowerów w Bangkoku. Pojęcia nie mieliśmy co tak naprawdę na taką wyprawę potrzebujemy. Sakwy, rowery, zapasowe koło? Jakie rowery w ogóle? Minęły już te czasy gdy wchodziło się do sklepu z tekstem: poproszę rower, a pan za ladą wiedział, że chodzi o WIGRY3, bo tylko taki był w asortymencie. Koło większe czy mniejsze, hamulce te nowe, tarczowe, czy takie na klocki, ile ząbków mają mieć zębatki,..? Masakra, na ile pytań trzeba sobie odpowiedzieć. Zaglądaliśmy tak od sklepu do sklepu, zbierając opinie, o tym jakich rowerów potrzebujemy, żeby dojechać nimi do Polski. Naszym pierwszym dyskusjom uroku dodawał fakt, że musieliśmy się dowiadywać tego wszystkiego z naszym kulawym angielskim, w którym takie słowa jak szprycha, korba, zębatki to wyrazy całkowicie obce. Słuchaliśmy uważnie rad sprzedawców, zaczęliśmy grzebać na forach, podpytywać znajomych cyklistów i powoli, powolutku, w naszych głowach zaczął kiełkować obraz rowerów jakie potrzebujemy. A gdy już naprawdę wydawało nam się, że wiemy czego chcemy, okazało się że takich rowerów w naszych rozmiarach w Bangkoku nie ma. Po tygodniu łażenia wzięliśmy więc to co było, zdecydowaliśmy się na dwie Meridy. Sklep wydawał nam się bardzo profesjonalny, dobraliśmy bagażniki, bidony, kaski, kilka zapasowych szprych i inne pierdoły. Następnego dnia, gdy się zjawiliśmy po odbiór, pan ze stoicką miną poinformował nas, ze rowerów nie ma. Ale jak to nie ma?! Przecież byliśmy tu wczoraj, umawialiśmy się na dzisiaj, jest właśnie 17.00, jutro mieliśmy wyjechać! Mechanik nie przyszedł dzisiaj do pracy i dlatego rowery nie są gotowe – odparł sprzedawca bez mrugnięcia okiem. Acha, no tak, to przecież Azja. A jutro będą gotowe? Jeśli mechanik przyjdzie do pracy – odpowiada sprzedawca. Zaczęliśmy grzecznie panu tłumaczyć, że my tu trochę jakby przejazdem jesteśmy, że za hotel codziennie płacimy, że wiza nam się kończy, że tymi rowerami to my jeszcze musimy do granicy dojechać… Chyba zrozumiał, wziął telefon, zadzwonił do mechanika i powiedział, że do południa rowery będą gotowe. Udało się! Następnego dnia odebraliśmy już nasze rowery,  po jedynie dwóch godzinach dodatkowego czekania. Mój jest biały Crossway 100, Magdy czarny Crossway 300, amortyzatory z przodu, 48 trybów na zębatce, hamulce tarczowe, ale nie hydrauliczne, koła 28 cali (tego do tej pory nie jesteśmy pewni, bo na oponach napisane mamy 700mm, a może to to samo:). Fachowcy mogą nam teraz śmiało wygarnąć jak bardzo się pomyliliśmy z wyborem.

Wciągnęliśmy rowery na 4 piętro hotelu, okleiliśmy trochę rurki na swój sposób  i z radością zaczęliśmy pakować wszystkie nasze pierdoły do sakw. Wiemy, że czasem nie będzie łatwo, ale też nie planujemy się napinać ponad siły. Pedałowanie ma nam dawać przyjemność i jak będą kosmiczne podjazdy, którym nie damy rady weźmiemy po prostu podwózkę.  Damy sobie radę. Jutro wielki dzień, jutro ruszamy w naszą rowerową trasę do domu. Tylko kierunek nie do końca właściwy ponieważ z Bangkoku jedziemy na wschód, do Kambodży, potem w planach Laos, Chiny, Nepal,… Z uśmiechem, podnieceniem przykręcałem nasze chromowane trąbki do kierownicy. To samo czuliśmy ruszając samochodem w Stanach, wsiadając pierwszy raz na motor, pakując rzeczy na łódkę, jakbyśmy właśnie zaczynali naszą podróż. Jutro wyruszamy!

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. padusia pisze:

    Udanej podrozy! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »