Z Coogee do Bondi – 7 kilometrów szczęścia

Kwiecień 15 | w Australia | przez | 14 Comments

Coogee Bondi

Powoli zaczynam się „oswajać”. Powoli znowu staję się mieszczuchem, chodzę wyprasowana, z okiem wymalowanym i „perfiumem” na szyi. Do pracy biegnę, bo jak zwykle autobus stał w korkach, czyli wtapiam się w tłum zestresowanych twarzy. Ale co jest najważniejsze, powoli zaczyna mi się podobać. Nie mogło być inaczej. Sydney, owszem jest dużym miastem ze wszystkimi blaskami i ciemnymi stronami metropolii, ale to również miejsce, gdzie dosłownie tuż za rogiem można znaleźć krajobraz jak z reklamy drogich wczasów. Z Polski takie wczasy w Sydney, to faktycznie do najtańszych może nie należą. Jednak gdy tu się mieszka, pracuje, studiuje te pomarańczowe klify, złote plaże i ta błękitna woda w tym oceanie, to wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Tak jak wspomniałam wcześniej, praktycznie tuż za rogiem, bo jedyne 50 minut z centrum miejskim autobusem (jak na duże miasto, to chyba nie jest dużo) i jesteśmy na Coogee. Urocza, mała plaża z jednej strony otoczona domami, blokami, ulicą, a z drugiej błękitna woda, czyściutka, przezroczysta. Stąd zaczyna się 7 kilometrów szczęścia, czyli 3 godzinny spacer z Coogee do Bondi, wzdłuż wybrzeża, nad klifami, pomiędzy plażami, a nawet cmentarzem z widokiem na ocean. Niektórzy tak jak my, dzielnie idą w palącym słońcu rządni kolejnych widoków za kolejną poszarpaną skałą. Inni natomiast relaksują się, a to w cieniu plamy, a to smażą się na plaży, a to bawią się z falami. Istna sielanka dostępna dla każdego mieszkańca, czy to w weekend, czy to po pracy, czy to w przerwie na lunch. Na jednej plaży surferzy próbują ujarzmić wysokie fale, na innej maluchy pluskają się w odgrodzonych skałami basenami. W powietrzu unosi się zapach grillowanego mięsa. A my idziemy dalej. Mijamy kilkadziesiąt łódek zaparkowanych na skalistym brzegu. Panie z lekką nadwagą próbujące poprzez jogging zrzucić kilka zbędnych kilogramów. Pana na spacerze z pieskiem. Czasami przysiądziemy na ławce, najlepiej na którymś z pagórków. Można wtedy zawiesić oko w jednym punkcie, np. na umięśnionym torsie opalonego surfera. Istna sielanka… 7 kilometrów szczęścia kończy się na Bondi Beach, najsłynniejszej plaży Sydney, dużej i mocno zatłoczonej w każdy słoneczny weekend.

Pisać więcej nie ma sensu. Lepiej sobie pooglądać.

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_02page

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270140

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270098

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_01page

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270136

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270108

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270114

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270115

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270123

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270152

2013 03 23_z2strony_Coogee-Bondi_P3270158

Idąc tą trasą pod koniec października w okolicach Bondi natraficie na jedną z największych na świecie, darmowych (bardzo lubimy to słowo), wystaw sztuki na wolnym powietrzu „Sculpture by the sea” . My się w tym roku załapaliśmy na ostatni dzień wystawy. Całkiem przyjemny kawałek sztuki w nietypowej galerii.

2012 11 04_z2strony_bondi_page 02

2012 11 04_z2strony_bondi_DSC_0092

2012 11 04_z2strony_bondi_page 01

2012 11 04_z2strony_bondi_DSC_0156

2012 11 04_z2strony_bondi_page 03

2012 11 04_z2strony_bondi_DSC_0089

2012 11 04_z2strony_bondi_DSC_0165

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Hydrygydry pisze:

    Ach te wasz zdjęcia… Chce znowu tam być…

  2. nam poszło o wiele łatwiej – chyba po raz pierwszy zakochaliśmy się w jakimś mieście w ciągu 5 minut. Sydney rządzi 🙂 zazdrościmy, wrócimy.

  3. Zeskajpojmy;-) sie w tym tygodniu!!!

  4. Na długo zostajecie w Sydney? 🙂

  5. O ja przylatuje pod koniec czerwca 🙂

  6. przepiekna macie jesien :)! dziala na wyobraznie tak mocno, ze az przelatuje przez glowe „a moze by w sierpniu ich tam zastapic?”

  7. Aż czuję bryzę z oceanu na sobie.
    Rozmarzyłem się 🙂
    Dzięki!!!

  8. Dla miłośników sztuki dorzuciłem właśnie kilka odgrzebanych rzeźb do ostatniego wpisu. Enjoy!

  9. Andrzej pisze:

    A czy Wy się w ogóle wybieracie w outback? Ile można w tym mieście siedzieć?! Halo! 😉

  10. Magda pisze:

    Właśnie dodałam u siebie ostatni australijski wpis, właśnie z tego spaceru i zabrałam się za odwiedzanie blogów, o których usłyszałam na Gali Blog Roku! Wchodzę i co widzę? Australia! 🙂 Boże, jak ja tęsknię za tymi widokami… Zabieram się za czytanie reszty Waszych wpisów z krainy Oz!

  11. […] piszą też u siebie Magda z bloga CareerBreak, Ola z bloga Pojechana, Magda i Tomek z bloga  Z2Strony oraz Ula z AdamatWanderer. Wszyscy, tak samo zachwyceni, jak i my! Bo nawet Sam, który za Sydney […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »