Z dziennika Magdy – mam takie marzenie

Styczeń 18 | w Chiny | przez | 8 Comments

klakson

Od kiedy jestem w Chinach mam takie marzenie. Jadąc sobie rowerkiem w pięknych, chińskich okolicznościach przyrody i słysząc ten milionowy, tego dnia, bezmyślny, przeszywający i niezwykle głośny dźwięk klaksonu, zsiadam z roweru. Zatrzymuję kierowcę, który przed chwilą na mnie trąbił. Podchodzę do okna. Czekam, aż okno się uchyli. Potem unoszę rękę na wysokość ucha kierowcy. W niej trzymam wyjącą syrenę alarmową, podobną do tej, którą mieliśmy na łódce do wzywania pomocy. Naciskam, trzymam długo. Patrzę jak kierowca zwija się z bólu. Tych milion klaksonów każdego dnia skumulowanych w tej jednej syrenie. Mój codzienny ból skumulowany w tej jednej syrenie. Cała moja codzienna frustracja skumulowana w tej jednej syrenie. Bez najmniejszych emocji, patrzę jak kierowca zatyka uszy i próbuje uciec od tego przeraźliwego dźwięku, który rujnuje mu czaszkę i miażdży uszy. Podobnie jak mi, tylko, że małymi kroczkami, dzień w dzień, te debilnie używane klaksony na chińskiej drodze. A potem odchodzę, moja twarz nie wyraża ani współczucia, ani litości. Wsiadam na rower, jadę dalej i czekam na następnego, który odważy się na mnie trąbić.

Pomyślicie pewnie, że jestem nienormalna. Ale zanim to zrobicie, to proszę, przyjedźcie popedałować chwilę po Chinach. Bo tutaj trąbią jak tylko cię zobaczą. Potem trąbią jak już są na twojej wysokości. I jeszcze po tym jak cię wyprzedzą. I nie jest to delikatne, krótkie stuknięcie w klakson. To jest długo przytrzymywany ręką ryk klaksonu, który rozsadza ci czaszkę. I tak z milion razy dziennie. Myślę, że tydzień spokojnie wystarczy byście mieli podobne do moich marzenia. Poza tym w Chinach jest pięknie!

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



  1. Tomek Kot via Facebook pisze:

    W skali lokalnej wygląda to tak. Jedziesz sobie przez Słowację. Otacza cię cisza i ładne widoczki. Raz na 30min mija cie samochód na centymetry który trąbi – wtedy już wiesz że to jedzie polska cebula. Słowak omija cie z największym odstępem jakim tylko może. O klaksonie nie ma mowy. Doskonale rozumiem chęć utłuczenia tych trąbiących gnojków.

  2. Andrzej pisze:

    Regularnie trenuję na szosie w okolicach Warszawy. Za każdym razem gdy wyjeżdżam, zastanawiam się ile razy zostanę obtrąbiony. Zaznaczam, iż zdaję sobię sprawę że: a/ jako uczestnik ruchu drogowego powinienem poruszać się tak, by nie psuć inym krwi b/ samochód jest twardszy od człowieka. Zdarza mi się zatrzymac takiego delikwenta i mniej lub bardziej grzecznie do edukować że niby droga jest dla wszystkich i że rower też może. No i że niby kto dał mu prawo być na drodze szeryfem. Słabo mi to idzie, więc coraz częściej reaguję, dając upust swojej frustracji hihi 😉 Powodzenia!

    • Magda pisze:

      Jak dobrze, że mnie rozumiesz, bo już myślałam, że zostanę okrzyknięta totalną wariatką. Pozdrawiam i powodzenia w dalszych szosowych treningach.

  3. Jaunty Tom pisze:

    Hej Magda!

    Witam serdecznie w Chinach, kraju w którym mieszkałem ponad 1,5 roku, a konkretnie w stolicy pięknej prowincji Syczuan – jak mniemam, pojawicie się tam niebawem 🙂
    Aktualnie sam poruszam się na dwóch kółkach, przebywając obecnie w północnym Laosie, w mieście Oudomxay.
    Cóż, odnośnie chińskiego trąbienia – bierze się to z tego, iż chińscy użytkownicy dróg nie mają w zwyczaju oglądać się za siebie ani patrzeć w lusterka. Kierujący rowerami, skuterkami, motocyklami i wszystkim czego dusza zapragnie – każdy wpatrzony jest jedynie przed siebie, to co istnieje z tyłu wydaje się nie istnieć. Ma to swoje podłoże w generalnym poczuciu kolosalnej konkurencji panującej w tutejszym społeczeństwie – ludzie sa przekonani, że jeśli chociaż przez moment obejrzą się do tyłu, ktoś zajmie już ich miejsce z przodu. Nie wiem czy już to odczuliście poruszając się np po Kunmingu, ale na ulicach obowiązuje tutaj niezła batalia, tłok jest tak duży, że każdy stara się jak może zawalczyć ile się da o każde wolne miejsce z przodu, byle nie zostać z tyłu, byle przodować. I tak niestety jest tutaj w wielu sferach życia – typowy chiński obywatel musi dosłownie wypruwać z siebie flaki, żeby walczyć z gigantyczną konkurencją, dla nas Europejczyków – nie do ogarnięcia. Zupełnie inaczej żyje się jednak Białasowi w Chinach – konkurencji w wielu dziedzinach praktycznie brak, życie w wielu rejonach Chinach można sobie ułożyć w oka mgnieniu, żyjąc jak król przy niskim nakładzie sił.
    Jednak ulica rządzi się swoimi prawami i tutaj nikt nie będzie Was traktował specjalnie 🙂
    Ja sam mieszkając w Chengdu, powiem szczerze, poruszając się na swoim skuterze elektrycznym, trąbiłem ile się da na innych, dosłownie co kilka sekund. A to dlatego, iż szybko przekonałem się, że NIE WOLNO tutaj ufać absolutnie nikomu, gdyż nikt w lusterka nie patrzy a totalnych kretynów na drodze jest bez liku. Byle rikszasz patafian może w ułamku sekundy nagle skręcić w lewo, po to żebym ja musiał hamowac z piskiem i skląć go po cichu w dialekcie syczuańskim 🙂

    Dlatego też to, że kierowcy chińscy trąbią na Was bez ustanku nie jest oznaką ich arogancji lub frustracji. Jest to nic innego jak przyzwyczajenie do niepełnosprytnych użytkowników chińskich szosów, oznaka troski o wasze bezpieczeństwo. To też jest zakorzenione głęboko w chińskiej świadomości – ta wszechobecna troska, często odbierana przez nas białasów jako natręctwo i upierdliwość. Dlaczego taki trąbi trzy razy? Raz, żebyście nie byli zszokowani, że zaraz wyminie was wielki tir. Drugi raz, żebyście jeszcze raz się upewnili, że jesteście w bezpiecznym dystansie i nie wykonacie zaraz żadnych niepotrzebnych ruchów. Trzeci – aby raz na zawsze dotarło do Was, że oto jesteście mijani przez tira i nie wolno wam zboczyć choćby na centymetr w żadną ze stron!

    Ot, taka mentalność chińskich kierowców, wynikająca z tego, że kompletnych imbecyli na drogach w Państwie Środka nie brak. Ja sam poruszając się raz skuterem zaliczyłem bliskie spotkanie trzeciego stopnia z palantem, który nigdy nie nauczył się korzystac z lusterek i kierunkowskazów 🙂

    Życzę udanego pobytu w Chinach! Jakieś pytania – piszcie 🙂
    Pozdrawiam z Laosu,
    Tomek

    • Magda pisze:

      Hej Tomek,
      No ja właśnie wiem, że chińscy kierowcy nie robią tego z premedytacją, ale tak strasznie to trąbienie wkurza. Dzień w dzień non stop ten sygnał, co dosłownie kilka minut. I sam ten dźwięk klaksonu, tak strasznie irytujący. Jednak muszę zrozumieć, że Chiny to nie Europa i tutaj żyje się inaczej, pracuje inaczej i trąbi inaczej:). Tylko czasami tak mi ciężko.
      Fajnie, że wspomniałeś o Kunming, bo jutro pojawi się wpis na blogu z tego właśnie miasta i zgadnij jaki będzie główny temat? Oczywiście jazda bez trzymanki, totalna dżungla na drodze, i walka o życie.
      I na koniec dzięki wielkie za zgłębienie tematu i podzielenie się z nami doświadczeniami:)
      My tymczasem pedałujemy w kierunku Syczuanu, do Chengdu jednak niestety nie dotrzemy….
      pozytywnych wrażeń i przygód w Laosie, mnie osobiście przypadł do gustu totalny lajt i brak pośpiechu w tym państwie cudnych ludzi.
      Pozdrawiam,
      Magda

  4. ech Ty wariacie! wspolczuje strasznie… tym Chinczykom z Twoich marzen 😉

  5. Robb pisze:

    Cześć 🙂
    Z tymi klaksonami da się jednak żyć 🙂
    Wystarczy sobie śpiewać ;))))

    Pozdrawiam i safe trip!
    R

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »