Zostań wilkiem morskim

Sierpień 30 | w Ty też możesz | przez | Nie ma komentarzy

wilk morski

Nie masz własnego jachtu? I bardzo dobrze, po co Ci taki problem na głowie. Nie masz doświadczenia? Tym lepiej, bo kapitanowie nie lubią tych za mądrych. Łódkę sobie załatwisz, to żaden problem, nam się udało, to i Tobie też się uda, tutaj masz linka jak to zrobić. Ustawiać żagle, płynąć po kursie, tego się nauczysz w trakcie. Tras jest wiele, nie musisz od razu płynąć 8 miesięcy przez Pacyfik, chociaż nam się podobało, możesz też Atlantyk w 3 tygodnie przepłynąć lub wybrać się do Indonezji na miesiąc lub dwa. Pytanie tylko, czy nie masz choroby morskiej? Czy jesteś w stanie zmrużyć oko, jak fale ciągle łomocą o burtę? To tyle. Takie są wymagania. Bo jeśli nie musisz ciągle haftować za burtę, to jesteś w stanie pociągnąć nocną wachtę. 3 godzinki siedzisz w kokpicie i wypatrujesz świateł. Jak któreś robi się zbyt wyraźne, musisz trochę odbić, żebyś się nie wpakował na tankowiec. Dobrze byłoby, żebyś umiał coś tam upichcić. No chociaż spaghetti, rybę podsmażyć, jakąś sałatkę pokroić. (Chyba że masz męża, który wszystko to za Ciebie zrobi. Wtedy to mianują Cię dishwasherem i wszystko inne masz z głowy, a w przerwach od zmywania garów opalasz się na deku.) W dzień dosypiasz, łowisz metrowe tuńczyki, bawisz się z delfinami na dziobie i wypatrujesz stada wielorybów. A jak dopływasz do lądu, to szczęka Ci opada na te wszystkie widoki. Piasek miękki i biały jak mąka. Wyspy bezludne. Nie zapomnij maski i płetw, jak raz dasz nura pod wodę, nie będziesz chciał się wynurzyć. Przygotuj się na picie kavy, tylko nie tej czarnej, palonej. Nie podchodź zbyt blisko krateru czynnego wulkanu, bo się możesz mocno poparzyć. Leżąc pod palmą uważaj na wiszące kokosy. I nie uciekaj z wody jak zobaczysz rafowego rekina, uwierz mi, że on się Ciebie bardziej boi. W Samoa zobaczysz naprawdę wielkich ludzi, tłuściutkich mam na myśli. Nauczysz się maczetą otwierać kokosa i poznasz smak owoców, o istnieniu których nie miałeś nawet pojęcia. Życzyłabym Ci, żebyś poznał Maxa, który podobnie jak ja uwielbia Borata. Przy dłuższym żeglowaniu nie musisz wiązać się z jedną łódką, pokłady można zmieniać. Zwłaszcza, że można trafić na kapitana, który ma nieźle narypane w głowie. Niestety tych jest wielu, ale całe szczęście nie wszyscy. W marinach poznajesz ciągle nowych ludzi z innych jachtów i takie małe przeskoki z łódki na łódkę to rzecz niezwykle w żeglarstwie popularna. I bardzo ważne! Nie daj się wrobić w zrzutkę na paliwo i opłaty portowe. Jedynie na jedzenie. Coś za coś. Pomagasz na łódce, nie dostajesz za to kasy, ale masz transport, wrażenia, przygodę… wszystko masz, włącznie z Bora-Bora, Tahiti i Fidżi. Jak dla mnie bardzo fair. I coś Ci powiem w wielkiej tajemnicy. Ciężkie miałam niektóre na oceanie dni, haftowałam a to przez lewą, a to przez prawą burtę, często oka w nocy nie mogłam zmrużyć, bo wszystko skrzeczało, dudniło i wiesz co… chętnie bym to powtórzyła. Następnym razem będzie to Indonezja i może już swoim, nawet  niech to będzie 8 metrów, jachtem.

 Nie chcesz przegapić żadnego wpisu? Kliknij tu i zapisz się do newslettera!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top
Translate »